RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Za dobry, by być ósmym. Dlaczego nie docenia się Lewandowskiego?

Ósme miejsce na świecie to żaden wstyd, ale Robert Lewandowski na pewno liczył na więcej... (fot. arch. PAP/Bartłomiej Zborowski ))

Robert Lewandowski robił, co mógł, strzelał gola za golem, bił kolejne rekordy, a i tak nie znalazł uznania w oczach głosujących. Ósme miejsce na świecie to oczywiście wielki sukces, ale nie trzeba patriotycznego zaślepienia, by dostrzec, że w światowej hierarchii Polak jest obecnie wyżej. Co więc poszło nie tak? Czym „podpadł” elektorom?

Robert i Anna Lewandowscy zachwycili na czerwonym dywanie [ZDJĘCIA]

On – wybitny piłkarz, jeden z najlepszych na świecie. Ona – uznana trenerka, dietetyczka, osobowość medialna. Jedno z najbardziej zapracowanych...

zobacz więcej

Był w polskiej piłce taki czas, całkiem przecież niedawno, gdy ekscytowaliśmy się występami Andrzeja Niedzielana w NEC Nijmegen. Gole Macieja Żurawskiego dla Celtiku Glasgow otwierały wiadomości sportowe, a co bardziej gorliwi kibice z wypiekami na twarzy śledzili losy Mirosława Szymkowiaka w Trabzonsporze czy Tomasza Frankowskiego w Wolverhampton. „Złota Piłka”? Inny świat. Niedostępny, obcy, zarezerwowany dla sprowadzanych za bajońskie sumy Brazylijczyków, Argentyńczyków, Hiszpanów...

Czy to oznacza, że powinniśmy całować elektorów po rękach, dziękować im za to, że dostrzegli biednego Polaka i raczyli umieścić aż na ósmym miejscu w swoim prestiżowym rankingu? Nie. Ale nie powinniśmy też popadać w paranoję: bycie „gorszym” od Ronaldo, Messiego, Salaha czy Mbappe to żadna ujma. Jeśli istnieje piłkarski salon, to Robert Lewandowski siedzi w nim na kanapie i popija dobre wino. Samo to jest sukcesem. Choć, oczywiście, mogło być lepiej. Czy powinno?

Z jednej strony: kryteria przyznawania Złotej Piłki nie są znane. Każdy ma swój rozum, swoje podejście, swoje motywacje. Od lat trwa debata, czy niezły piłkarz, który wygrał Ligę Mistrzów, zdobył mistrzostwo kraju i poprowadził reprezentację do sukcesu na arenie międzynarodowej, powinien być oceniany wyżej niż niezmiennie genialni Lionel Messi czy Cristiano Ronaldo.

Było tak rok temu: Luka Modrić zrobił, co mógł, żeby na najwyższe wyróżnienie zasłużyć, a i tak wiele było głosów, że wręczanie mu trofeum to absurd. Czy jest lepszy niż Messi? - pytano. Czy jest lepszy niż Ronaldo, niż Eden Hazard?

Czy Złota Piłka to nagroda dla najlepszego piłkarza świata, czy tego, który ma dość szczęścia, by występować w drużynie na tyle niezłej, żeby półfinałów i finałów wielkich imprez nie oglądać tylko w telewizji? Różni ludzie od lat szukają złotego środka. Nie ma go.

– Jestem Polakiem, siłą rzeczy śledzę postępy Lewandowskiego, widzę, co wyprawia na boisku i oczywiście chciałbym, żeby zdobywał nagrodę za nagrodą. Ale Messi czy Ronaldo to piłkarze z innych planet. Szczególnie Argentyńczyk. Czy uważam Polaka za lepszego? Nie. Czy postawiłbym go wyżej w jakimkolwiek rankingu? Też nie – tłumaczy Kamil Kosowski, niegdyś znakomity skrzydłowy.

Lewandowski dopiero ósmy. Jerzy Dudek: Ten plebiscyt to konkurs popularności

Radość, duma, ale i... spory niedosyt. Choć kończący się rok był dla Roberta Lewandowskiego jednym z najlepszych w karierze, głosujący w...

zobacz więcej

Liczy się tylko jedno

Eksperci są zgodni: dopóki Lewandowski gra w Bayernie, w podobnych głosowaniach stoi niemalże na straconej pozycji. Sam fakt, że jest Polakiem, powoduje, że najpewniej nigdy nie zaplusuje dużym sukcesem w barwach narodowych. Zostaje klub, ale z zastrzeżeniem, że Bundesliga obchodzi niewielu. Ot, mógł „Lewy” otworzyć hurtownię bramek i sprzedawać je tydzień w tydzień Augsburgowi, Freiburgowi i Herthcie, ale w Senegalu, Mali czy Turkmenistanie ogląda się wtedy Premier League lub mecze Realu czy Barcelony. Dokonań Polaka nikt nie dostrzega.

Profil Bundesligi śledzą na Twitterze nieco ponad 2 mln osób. Premier League – ponad 20. To inny świat. Piłkarze Watfordu warci są tyle, co niektóre gwiazdy Bayernu. Przeciętny kibic w Azji, na największym i najważniejszym przecież rynku, może kojarzyć bramkarza Leicester czy Wolverhampton, ale pewnie nie wymieniłby więcej niż trzech drużyn grających w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech. Wychodzi więc na to, że bardziej niż to, JAK kto gra, liczy się, GDZIE gra. I gdzie błyszczy.

– Dopóki Robert nie zacznie strzelać w najważniejszych meczach, tych rozgrywanych wiosną, dopóty będzie kręcił się pod koniec pierwszej dziesiątki – tłumaczy nam Radosław Majdan, były reprezentant Polski. – To jest jego problem, już od kilku lat zresztą. Ludzi interesuje Liga Mistrzów. Największa ze scen. Jeśli zacznie strzelać w ćwierćfinale, w półfinale, to przyciągnie głosy. Wystarczy spojrzeć na to, ilu piłkarzy Liverpoolu zostało nominowanych do nagrody. A przecież Premier League nie wygrali... Harry Kane? Słabo zagrał wiosną, nie pomógł Tottenhamowi w awansie i przepadł. Liga Mistrzów to klucz do serc głosujących, dlatego nie możemy się dziwić, że miejsce Polaka jest takie, a nie inne – uważa Majdan.

– Winny jest też, jeśli można użyć takiego określenia, system głosowania – dodaje Majdan. – Każdy dziennikarz może wybrać pięciu piłkarzy. Co, jeśli Lewandowski jest szósty u każdego z nich? Nie dostaje punktów. Stu z nich widzi Polaka na szóstym miejscu, a po zliczeniu głosów okazuje się, że jest dwudziesty. Te zasady nie są do końca uczciwe i miarodajne, dlatego trudno nie traktować tych wyborów jako coś więcej niż zabawę – konstatuje były reprezentant Polski.

Złota Piłka 2019: Robert Lewandowski na ósmym miejscu

Robert Lewandowski nie znalazł się na podium w klasyfikacji Złotej Piłki. Kapitan reprezentacji Polski zajął ostatecznie ósme miejsce. Złotą Piłkę...

zobacz więcej

Zabijanie ducha drużyny

Czy ktoś pomyślałby o wręczeniu Złotej Piłki Ciro Immobile? Napastnik Lazio strzelił w Serie A więcej goli niż Lewandowski w Bundeslidze, a gra przecież w znacznie słabszym zespole. Z drugiej strony: Kylian Mbappe, szósty w plebiscycie, albo leczy kolejne urazy, albo pokonuje wyłącznie bramkarzy klubów typu Dijon, Nimes czy Nicea. Czego przez ostatni rok dokonał Cristiano Ronaldo? Rozegrał jeden wybitny mecz, z Atletico Madryt, gdy strzelił hat-tricka i przeprowadził Juventus do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Poza tym: cień samego siebie, bez wielkiego wpływu na grę klubu. Szczególnie w ostatnich kilku miesiącach.

Można się frustrować i będzie to frustracja słuszna. Mbappe jest jednak Francuzem, Francuzi to najlepsza reprezentacja świata i przez co najmniej kilka kolejnych lat będzie kojarzony jako „złote dziecko”, warte 200 mln euro. Ronaldo? Geniusz, idol, bohater, marka, a Złota Piłka to – jak powiedział Jerzy Dudek – „bardziej konkurs popularności niż wybory najlepszego piłkarza świata”.

Pytanie tylko, jaki to ma wpływ na samego zawodnika. Lewandowski może uśmiechać się od ucha do ucha, przekonywać, że to tylko zabawa, ale zdecydowana większość byłych piłkarzy podkreśla, że nagrody indywidualne liczą się niemal tak samo jak wyróżnienia zespołowe. Czyż Złota Piłka na półce w salonie nie byłaby idealnym dopełnieniem pięknej kariery? Trudno wierzyć polskiemu napastnikowi w bajki o tym, że zupełnie go to nie obchodzi. Tym bardziej, że problem (?) już dawno dostrzegli najwięksi trenerzy świata.

– Jestem przeciwko Złotej Piłce, ta nagroda za bardzo siedzi piłkarzom w głowie. Widzieliśmy wielu, którzy myślą tylko o sobie, ponieważ mają obsesję na jej punkcie, przestają myśleć o występie całej drużyny. Piłka nożna to sport zespołowy, a już w tym momencie żyjemy w świecie, w którym wszystko jest zindywidualizowane - mówił o nagrodzie Arsene Wenger, któremu wtórował... Jose Mourinho.

– Od lat widzimy, że rola drużyny słabnie, a sport koncentruje się na indywidualności – przekonywał wówczas jeszcze szkoleniowiec Chelsea.

– W dzisiejszych czasach, wszelkie nagrody zawodnicy mają wpisywane do kontraktu. Jeśli zdobędziesz jakieś trofeum, to dostajesz sporą pensję – wyjaśnia Dudek. – Patrzą na to też sponsorzy. Zdobywcy Złotej Piłki zapłacą za reklamę więcej niż komuś, kto zajął w tych wyborach ósme miejsce. Nic dziwnego, że zawodnikom zależy. Byliby nierozsądni, gdyby zupełnie to lekceważyli.

Czy „Lewy” zacznie poważniej myśleć o zmianie klubu? Czy nad dobre występy w Bundeslidze postawi najlepsze możliwe przygotowanie do starć w Lidze Mistrzów? Poczuje motywację czy zniechęcenie? A może rzeczywiście zupełnie go to nie interesuje? Dopóki gra, dla Polaków podobne plebiscyty zawsze będą sprawą narodową. I dobrze, bo warto walczyć swoje. Lewandowski już wie, że dziennikarze głosują wiosną.

źródło:
Zobacz więcej