RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Polska-Słowenia: „Lewy” i „Grosik” wracają do składu

Robert Lewandowski i Kamil Grosicki wracają do podstawowego składu kadry (fot. PAP/Piotr Nowak)

Z Robertem Lewandowskim i Kamilem Grosickim w podstawowym składzie rozpocznie reprezentacja Polski mecz eliminacji Euro 2020 ze Słowenią. Polacy zapewnili sobie już triumf w grupie G. Największym wydarzeniem będzie oficjalne pożegnanie kończącego reprezentacyjną karierę Łukasza Piszczka. Początek meczu o godz. 20.45. Transmisja w TVP1, TVP Sport i aplikacji mobilnej.

Polska-Słowenia: Pożegnanie Łukasza Piszczka

Reprezentacja Polski we wtorkowy wieczór zakończy udział w eliminacjach Euro 2020. Na pierwszym miejscu w grupie i z trzymanymi w garści od...

zobacz więcej

Choć Polska ma już zapewnione zwycięstwo w grupie, to selekcjoner nie zamierza eksperymentować ze składem. Do podstawowej jedenastki wracają Robert Lewandowski i Kamil Grosicki.

Obaj mecz z Izraelem rozpoczęli na ławce rezerwowych. „Lewy” pojawił się na murawie po godzinie gry, a Grosicki całe spotkanie spędził poza boiskiem. Na pewno do dyspozycji selekcjonera nie będą Maciej Rybus i Bartosz Bereszyński. Obaj opuścili już zgrupowanie reprezentacji Polski.

Absencja Rybusa to efekt urazu mięśniowego, którego nabawił się jeszcze podczas spotkania ligowego tuż przed obozem kadry. Kontuzja ta wykluczyła też obrońcę Lokomotiwu Moskwa z mecz z Izraelem, który odbył się w sobotę. Terapia wdrożona podczas zgrupowania przyniosła szybkie efekty, ale do bezpiecznego występu zawodnika w meczu zabrakło kilku dni.

Brzęczka zmartwiła niedyspozycja obrońcy Sampdorii Genua.

– To on miał zmienić Łukasza Piszczka. Niestety, uraz kolana okazał się poważniejszy. Bartek jest już w drodze do Włoch, gdzie podda się dodatkowym badaniom. Prawdopodobnie ma uszkodzoną łąkotkę i czeka go artroskopia – zdradza selekcjoner.

Nerwowo było, ale mamy to. Izrael - Polska 1:2

Świetna godzina gry i kiepskie ostatnie 30 minut. Tak najkrócej można opisać mecz Izrael-Polska w eliminacjach Euro 2020. Po pełnej nie tylko...

zobacz więcej

W związku z tym żegnającego się z kadrą Piszczka zastąpi po pół godzinie prawdopodobnie Tomasz Kędziora.

Dla Polaków mecz ze Słowenią to przede wszystkim okazja do zmazania plamy z pierwszego spotkania. W Lublanie zaprezentowali się bardzo słabo, przegrywając jedyny do tej pory mecz w eliminacjach.

– Nie traktuję tego meczu jako rewanżu. Gramy u siebie i chcemy wygrać. Co do spotkania w Lublanie, do straty gola prezentowaliśmy się bardzo dobrze. Później nasza gra się posypała. Potrafiliśmy jednak przetrwać słabszy okres i to my jedziemy na przyszłoroczne mistrzostwa Europy – komentuje Brzęczek.

Do wtorkowego meczu Polacy przystąpią po wygranej z Izraelem. Pomimo nerwowej końcówki selekcjoner jest zadowolony z tego, jak zaprezentowali się nasi piłkarze.

– Zwycięstwo było podstawowym celem i udało się go zrealizować. Pierwsza połowa pod względem poruszania się po boisku i kreatywności wyglądała w naszym wykonaniu bardzo dobrze – uważa selekcjoner.

Izrael poda do sądu kibica, który podczas meczu przytulił Roberta Lewandowskiego

Izraelska Federacja Piłkarska zapowiedziała, że poda do sądu 15-letniego kibica, który podczas sobotniego spotkania w Jerozolimie wbiegł na...

zobacz więcej

Mankamenty? – Brak skuteczności. Nie wykorzystaliśmy dużej liczby wykreowanych sytuacji. Z kolei po zmianie stron zbyt często traciliśmy piłkę w środku pola, a to nakręcało ataki Izraela. Dużo na ten temat rozmawialiśmy. Musimy pokazać więcej wyrachowania i zamykać takie mecze, strzelając kolejne gole – podkreśla selekcjoner.

Dla naszych rywali spotkanie nie ma już jakiejkolwiek stawki. Słowenia już wcześniej straciła szanse na awans, choć po wrześniowej wygranej z Polską miała szanse na zajęcie drugiego miejsca. Później Słoweńcy przegrali z Macedonią Północną i Austrią.

– Mecz z Polską pokazał, że nasz zespół ma bardzo duży potencjał. Brakuje nam jednak stabilizacji formy. Efekt tego jest taki, że dobre mecze przeplatamy słabymi. W związku z tym, to Polska jedzie na mistrzostwa Europy, a nie my – mówi Matjaz Kek, trener Słoweńców.

W zaplanowanym na 30 listopada losowaniu grup Polacy prawdopodobnie trafią do drugiego koszyka. Pierwszy będzie z teoretycznie najmocniejszymi zespołami, a czwarty z najsłabszymi. O przydziale decyduje dorobek osiągnięty w eliminacjach.

W pierwszym koszyku już na pewno są: Belgia, Anglia, Włochy i Ukraina. Teoretycznie stawkę ma szansę uzupełnić jeszcze pięć ekip, a wśród nich Polska. Nasi piłkarze muszą jednak liczyć na splot dość mało prawdopodobnych wydarzeń.

Szanse na to są niewielkie. Żeby Polska trafiła do pierwszego koszyka, musi pokonać we wtorek w Warszawie Słowenię, a także liczyć na to, że Hiszpania nie zdoła wygrać u siebie z Rumunią, a Niemcy na własnym obiekcie przegrają z Irlandią Północną.

Jeśli Polska wygra różnicą co najmniej... dziewięciu bramek, to wystarczy, że potkną się albo Hiszpanie, albo Niemcy. Rozstawieniem niezbyt przejmuje się Jerzy Brzęczek.

– Najważniejsze będzie dla mnie to, co zobaczymy na boisku. Przed mundialem w Rosji byliśmy w czołówce rankingu FIFA, trafiliśmy do pierwszego koszyka i niewiele to pomogło. Rozstawienie na takiej imprezie nie ma większego znaczenia – uważa Brzęczek.

źródło:
Zobacz więcej