„Strzeżcie się zemsty”. Kto zyska, a kto straci na śmierci Bagdadiego?

Śmierć Abu Bakra al-Bagdadiego nie oznacza końca tzw. Państwa Islamskiego (fot. REUTERS/Alaa al-Marjani)

Śmierć Abu Bakra al-Bagdadiego nie oznacza końca tzw. Państwa Islamskiego, ale może zmienić układ sił w świecie dżihadystów. Na przejście wielu z nich pod swe sztandary liczy Al-Kaida. Drugim obok IS największym przegranym udanej operacji Amerykanów jest Turcja.

Powiązani z Brunonem K. szykowali zamach. ABW zatrzymała dwóch podejrzanych

Dwie osoby podejrzewane o przygotowywanie ataków z użyciem materiałów wybuchowych zatrzymała ABW w Warszawie i Szczecinie – poinformował rzecznik...

zobacz więcej

Samozwańczy kalif, przywódca tzw. Państwa Islamskiego (IS), zwanego też Daesh, Abu Bakr al-Bagdadi zginął w kryjówce w północno-zachodniej Syrii późnym wieczorem 26 października. Grupa amerykańskich komandosów przyleciała na pokładzie kilku śmigłowców, które startowały z Iraku. Amerykanie błyskawicznie poradzili sobie z ochroną Bagdadiego i zajęli dom. Sam lider IS uciekł do ślepego tunelu z dwójką dzieci i zdetonował pas szahida, z którym podobno już od dawna się nie rozstawał. Dom, w którym ukrywał się Bagdadi, leży ok. 600 metrów na zachód od wsi Barisza, w prowincji Idlib, zaledwie sześć kilometrów od granicy Turcji. Do likwidacji „kalifa” bardzo przyczynili się Kurdowie.

Koalicja Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) miała swojego agenta w najbliższym otoczeniu Bagdadiego. W efekcie udało się namierzyć dokładną lokalizację przywódca Daesh. Dzięki agentowi Amerykanie dostali też wcześniej próbki DNA – dlatego błyskawicznie po akcji w Bariszy mogli potwierdzić, że mężczyzna, który wysadził się w powietrze, to właśnie Bagdadi. Nazajutrz po śmierci lidera IS zginął też jeden z jego najważniejszych współpracowników. Rzecznik IS, Abu Hasan al-Mudżahir został zabity przez Kurdów w rejonie Dżarablus.

Abu Bakr al-Bagdadi kierował tzw. Państwem Islamskim od 2010 roku, a więc jeszcze w czasach, gdy organizacja była iracką częścią Al-Kaidy. Później Bagdadi zerwał z tą organizacją i stworzył dżihadystyczne quasi-państwo obejmujące w szczytowym okresie północno-wschodnią Syrię i niemal cały północny Irak aż po przedmieścia Bagdadu. Kontrofensywa sił rządowych w Iraku, wspieranych przez peszmergów, a potem operacja międzynarodowej koalicji w Syrii (z Amerykanami i SDF w roli głównej) doprowadziły do upadku Mosulu i „stolicy” Rakki oraz szybkiego kurczenia się terytorium IS.

W końcu sam Bagdadi został zmuszony do ucieczki. Ukrywał się wzdłuż pustynnej granicy Iraku z Syrią. Właściwie aż do pojawienia się informacji o jego zabiciu nie spodziewano się, że „kalif” może szukać ostatecznie schronienia na terenach kontrolowanych przez rywalizujących z IS dżihadystów w Idlib, pod samym nosem Turcji.

Komandosi zlikwidowali Baghdadi'ego

zobacz więcej

„Niszczyciel” od Saddama

Państwo Islamskie (IS) potwierdziło 31 października śmierć swojego dotychczasowego przywódcy. Jego następcą został Abu Ibrahim al-Haszemi al-Kuraiszi - poinformowała agencja Amak, organ propagandowy IS. Agencja Amak potwierdziła także śmierć rzecznika Al-Bagdadiego – Abu al-Hasana al-Muhadżira, który został zabity w innej operacji, a w strukturach IS pełnił bardzo ważną rolę. Jego następcą został Abu Hamza al-Kuraszi. W materiale wideo nieznany głos, należący prawdopodobnie do nowego lidera IS, mówi do wrogów organizacji: „Strzeżcie się zemsty, zakończenia niesprawiedliwości uciśnionych i zbliżenia się do Boga poprzez krew politeistów”.

Pod nazwiskiem Kuraiszi najprawdopodobniej kryje się Abdullah Kardasz. W sierpniu agencja Amak obwieściła, że Bagdadi wyznaczył go na swego następcę (tamtej informacji jednak Państwo Islamskie nigdy oficjalnie nie potwierdziło). Kardasz stanął wtedy na czele „biura spraw muzułmańskich” w kierownictwie Daesh. Nowy przywódca IS – jak wielu innych wysokich rangą członków tej organizacji – to były oficer armii Saddama Husajna. Kardasz pochodzić ma z plemienia Quraysh (stąd jego przydomek), ze zdominowanego przez sunnitów Tal Afar w Iraku. Ukończył szkołę islamską w Mosulu. Służył w armii Saddama. Po 2003 roku, jak wielu kolegów z wojska, zwrócił się ku radykalizmowi islamskiemu. Kardasz wraz z Bagdadim siedzieli w Camp Bucca. Amerykanie uwięzili go za powiązania z Al-Kaidą, której służył jako ekspert od prawa szariatu (z tamtego okresu pochodzi jego pseudonim Profesor).

Wyszedł na wolność kilka lat po Bagdadim, gdy ten był już potężnym przywódcą IS. Spotkali się w Mosulu. Kardasz przysiągł mu wierność i szybko stał się jednym z głównych towarzyszy. Podobnie jak inni byli oficerowie Saddama, zdobywał bojowe doświadczenia w wojnie Iraku z Iranem (1980-1988). Potem, już pod zwierzchnictwem Bagdadiego, zdobył reputację niezwykle brutalnego dżihadysty. Jest okrutny i nie znosi sprzeciwu. Nie miał skrupułów w eliminowaniu rywali w najbliższym otoczeniu Bagdadiego. Zyskał przydomek Niszczyciel.

Pentagon alarmuje. Państwo Islamskie wzmacnia struktury konspiracyjne

Tak zwane „Państwo Islamskie” zbudowało w Syrii i Iraku struktury konspiracyjne, informuje Pentagon. Ich liczebność może sięgać 18 tysięcy...

zobacz więcej

Co z Al-Kaidą?

Teraz jednym z najważniejszych zadań nowego przywódcy jest potwierdzenie wierności różnych dżihadystycznych organizacji, które w poprzednich latach, jedna za drugą, uznawały zwierzchnictwo „kalifa” IS. Chodzi przede wszystkim o Afganistan, Egipt, Libię czy Nigerię. Filia Państwa Islamskiego na półwyspie Synaj poinformowała 2 listopada o złożeniu przysięgi lojalności nowemu liderowi organizacji.

Za wcześnie jeszcze oceniać, jak zmiana przywództwa w IS wpłynie na kondycję resztek tego jeszcze kilka lat temu potężnego w tym rejonie „kalifatu” w Syrii i Iraku. Nie wiadomo, czy będą też zmiany w sposobie prowadzenia operacji terrorystycznych, w strategii, taktyce, priorytetach i strukturze. Śmierć Bagdadiego i objęcie rządów przez następcę może osłabić IS, ale równie dobrze może je wzmocnić, dodać nowej energii.

Śmierć przywódcy terrorystycznej, mocno zideologizowanej organizacji zawsze jest dla niej niebezpiecznym momentem, bo może prowadzić do wewnętrznych walk. Jednak dżihadystyczne organizacje są tak zbudowane, że ucięcie im głowy – w postaci lidera – nie prowadzi do upadku. Tak było z talibami, ale też z Al-Kaidą, gdzie Osamę bin Ladena zastąpił nr 2 organizacji, Ayman al-Zawahiri, na pewno mniej charyzmatyczny niż poprzednik, ale zdolny do kierowania wielką organizacją. Mimo utraty niemal wszystkich kontrolowanych terytoriów w Syrii i Iraku, IS wciąż ma w tych dwóch krajach ok. 10-15 tys. bojowników. Organizacja dysponuje też wciąż bardzo dużymi środkami finansowymi – może to być nawet 300 mln dolarów. Choć sam tzw. Kalifat, czyli quasi-państwo z własnym terytorium i administracją, został zniszczony, marka Państwa Islamskiego wciąż żyje na całym niemal świecie.

Śmierć Bagdadiego uradowała niewątpliwie głównego rywala Państwa Islamskiego w świecie dżihadu, czyli Al-Kaidę. Utrata dotychczasowego „kalifa” nie powali IS, za to można spodziewać się, że część członków IS czy też różnych lokalnych grup terrorystycznych dotąd uznających formalną zwierzchność Daesh, zwróci się właśnie ku Al-Kaidzie. Takiemu przepływowi sprzyjać będą zmiany wewnątrz Państwa Islamskiego, nieuniknione po odniesionych ostatnio ciosach. Liczni ideolodzy dżihadu związani z Al-Kaidą apelują do członków IS, by po śmierci Bagdadiego „wrócili na słuszną ścieżkę”, czyli pod sztandary organizacji, z której wyszli zamachowcy 11 września.

Jednocześnie należy pamiętać, że jednym z powodów konfliktu między dwiema największymi organizacjami dżihadystycznymi był personalny spór Bagdadiego z Ajmanem al-Zawahirim. Teraz, gdy nie ma już Bagdadiego, nie można wcale wykluczyć scenariusza innego niż konfrontacja. Jeśli liderzy obu organizacji jakoś się ułożą, w kilku krajach, gdzie dotychczas Al-Kaida i Daesh niemal otwarcie ze sobą walczyły (Jemen, Somalia, Afganistan), może dojść do prób zawarcia paktu o nieagresji.

Syria: W 150 egzekucjach Państwo Islamskie zamordowało ponad 5000 osób

Od chwili ogłoszenia swego „kalifatu” w czerwcu 2014 roku terroryści z Państwa Islamskiego zamordowali w Syrii w ciągu czterdziestu miesięcy w 150...

zobacz więcej

Turcja ma problem

Gdy Donald Trump oficjalnie potwierdzał śmierć Bagdadiego, dziękował Turcji, Rosji i Irakowi za pomoc oraz syryjskim Kurdom za dostarczenie użytecznych informacji. W rzeczywistości, jeśli mowa o Turkach, Rosjanach i Irakijczykach, ich rola ograniczyła się tylko do tego, że nie przeszkodzili w przeprowadzeniu samej operacji (powietrzny rajd specjalsów). Jeśli zaś mowa o realnej pomocy w namierzeniu lidera IS, to ogromne zasługi przypadają Kurdom. To oni – oskarżani przez Ankarę o terroryzm - pomagają USA w walce islamskim terroryzmem, a nie Turcy. Rozprawa z Bagdadim tylko to potwierdza.

Agent w otoczeniu lidera IS długo był kontaktem Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Kurdyjscy przywódcy przekazali jednak kontrolę nad nim służbom amerykańskim. Przedstawiciel SDF Redur Chalil powiedział, że do operacji, w czasie której zginął Bagdadi, doszło, gdy kurdyjski wywiad wskazał jego lokalizację. Chalil oskarżył Turcję, że przez jej ofensywę w Syrii operacja przeciw Bagdadiemu opóźniła się o ponad miesiąc.

Namierzenie i likwidacja Bagdadiego w Idlib, tuż pod nosem Turków, stawia Ankarę w niekorzystnym położeniu. Od dawna Kurdowie twierdzili, że Turcy nieskutecznie zwalczają bojowników IS na terenach kontrolowanych przez Ankarę i jej syryjskich sprzymierzeńców. Okazuje się, że Amerykanie – mimo że formalnie wycofali się z tych obszarów, pozostawiając je de facto Turcji i Rosji – nadal polują na IS z pomocą wywiadu SDF. Uwagę zwraca, że lotnictwo amerykańskie, które było zaangażowane w akcję zabicia Bagdadiego, wyruszyło z bazy wojskowej niedaleko Irbil w irackim Kurdystanie, a nie z bazy Incirlik w Turcji, choć ta leży kilka razy bliżej kryjówki lidera IS.

Amerykanie woleli ponieść ryzyko związane z długim przelotem nad niebezpiecznymi terenami niż zaufać Turkom w kwestii walki z dżihadystami. Amerykanie zwrócili się do Turków o zgodę na przelot śmigłowców, ale nie ujawnili, że chodzi o rajd na kryjówkę Bagdadiego. Barisha i prowadzące do niej drogi znajdują się w polu obserwacji posterunków armii tureckiej w Idlib. Pytanie więc, czy Turcja faktycznie nie wiedziała o obecności szefa IS w tym rejonie, czy może jednak wiedziała, ale to ignorowała? Na tym nie koniec kłopotów Turcji. 28 października rzecznik YPG Nouri Mahmoud ogłosił, że ta kurdyjska milicja zbrojna rozpoznała pewną grupę byłych członków IS, którzy znaleźli się w szeregach syryjskich rebeliantów uczestniczących u boku tureckiej armii w operacji Krynica Pokoju (funkcjonuje także tłumaczenie Źródło Pokoju). Mahmoud podał nawet ich nazwiska.

Wojna w Syrii pochłonęła już ponad 330 tysięcy istnień ludzkich

Od wybuchu wojny w Syrii w 2011 roku w konflikcie tym zginęło już ponad 330 tys. osób, w tym ok. 100 tys. cywilów; wśród ofiar śmiertelnych jest...

zobacz więcej

Recep Tayyip Erdogan zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakim jest znalezienie się Turcji w pozycji faktycznego sprzymierzeńca dżihadystów, a nie wroga. Dlatego Ankara próbuje przedstawiać akcje przeciwko Bagdadiemu i jego rzecznikowi jako wynik wspólnych działań Turcji z koalicją antyterrorystyczną.

Aby wzmocnić taki przekaz, zaraz po śmierci „kalifa” tureckie służby dokonały rajdów na kilku podejrzanych o przynależność do IS islamistów w paru punktach kraju, w tym w Stambule i Ankarze.

Tureckie władze poinformowały też 4 listopada o schwytaniu starszej siostry Bagdadiego. Rasmiya Awad została zatrzymana wraz z mężem, synową i pięciorgiem dzieci w położonym na północy Syrii mieście Azaz, w pobliżu Aleppo. Dwa dni później Erdogan ogłosił, że Turcy schwytali też wdowę po Bagdadim. Prorządowe media podkreślają zaś, że Państwo Islamskie zabiło dotąd w Turcji 315 osób w 21 różnych zamachach, zaś władze tureckie zabiły 3500 członków IS i aresztowały 5500 podejrzanych.

Tzw. Państwo Islamskie podaje nazwisko następcy Al-Baghdadiego

Tzw. Państwo Islamskie (IS) potwierdziło w czwartek śmierć swojego dotychczasowego przywódcy Abu Bakra al-Baghdadiego. Jego następcą został Ibrahim...

zobacz więcej

Idlib w rękach islamistów

Okoliczności związane z ostatnimi akcjami Amerykanów (ze wsparciem Kurdów) przeciwko dżihadystom z IS w Idlib i na terenach kontrolowanych przez Turków mogą doprowadzić od tego, że wróci z jeszcze większą siłą pytanie stawiane już wcześniej Ankarze: kim tak naprawdę są panujący w Idlib rebelianci cieszący się wsparciem Turcji? Choć rebeliancka enklawa Idlib jest zdominowana przez oddziały islamistów z Hayat Tahrir al-Sham (HTS), to sama Barisha, gdzie zginął Bagdadi, jest pod kontrolą formacji Hurras al-Din, filii Al-Kaidy, która współdziała z HTS, mimo że oderwała się od tej organizacji w 2018 roku. Wiadomo, że HTS na własną rękę prowadziło poszukiwania Bagdadiego i prawdopodobnie dzieliło się informacjami z wywiadem tureckim.

Po akcji z Bagdadim uprawnione jest stawianie pytania, czy enklawa w Idlib nie stała się schronieniem dla członków IS. W przeszłości islamistyczne formacje kontrolujące ten obszar były wrogami Daesh. W maju 2018 roku bojówki HTS dokonały rajdu na komórki IS w Idlib. W odpowiedzi IS w czerwcu 2018 roku dokonało egzekucji grupy członków HTS. W październiku 2018 roku IS zabiło 15 członków HTS w zamachu bombowym na punkcie kontrolnym al-Mutlaq. W zemście HTS rozstrzelało 12 schwytanych członków IS.

Dlaczego więc Bagdadi zdecydował się schronić właśnie tutaj? Mimo wrogości między IS a Wolną Armią Syryjską (FSA), Daesh wciąż może mieć powiązania lub porozumienia z niektórymi oddziałami islamistycznych rebeliantów. Na przykład wspomnianą Hurras al-Din. Można też przypomnieć zdarzenia z lutego 2019 roku. Otoczeni w ich ostatnim bastionie w Baghouz (miasto nad Eufratem, blisko granicy syryjsko-irackiej) bojownicy IS oświadczyli, że poddadzą miasto w zamian za bezpieczne przejście do Idlib. Tak samo inne niedobitki Daesh po wschodniej stronie Eufratu często próbowały uciekać właśnie do ostatniej enklawy rebelii.

źródło:
Zobacz więcej