Podważa NATO, krytykuje USA. Macron gra miłą dla uszu Putina melodię

Emmanuel Macron dąży do resetu w relacjach z Rosją (fot. Sputnik/Alexei Druzhinin/Kremlin via REUTERS)

Francja i Niemcy od dawna starają się wypychać USA ze Starego Kontynentu. Dojście do władzy Donalda Trumpa tylko przyspieszyło ten proces. Niedawne słowa Emmanuela Macrona o „śmierci mózgu NATO” i sugerowanie, by Europa lepiej nie liczyła w kwestiach obronnych na Stany Zjednoczone, to kolejny przejaw jego antyamerykanizmu. Niemcy z kolei od lat oszczędzają na Bundeswehrze, osłabiając tym samym bezpieczeństwo nie tylko swoje, ale i całego regionu. Oba kraje w tym samym czasie zacieśniają współpracę z Rosją, co jest jest zagrożeniem dla Polski i całej Europy Środkowo-Wschodniej.

Morawiecki dla „FT”: Kwestionowanie przez Macrona NATO niebezpieczne

Premier Mateusz Morawiecki oskarżył Emmanuela Macrona o nieodpowiedzialność po tym, jak francuski prezydent ocenił, że NATO cierpi na „śmierć...

zobacz więcej

Emmanuel Macron niedawno, w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „Economist”, podważył efektywność artykułu 5. traktatu waszyngtońskiego, zgodnie z którym atak na jednego z sojuszników jest uważany za atak na wszystkich członków NATO. To jednoznaczne uderzenie w wiarygodność Sojuszu Północnoatlantyckiego i relacje europejsko-amerykańskie, a także kolejny etap zbliżenia jego kraju z Rosją.

Dlatego też nie ma się co dziwić, że deklaracje te zostały ostro skrytykowane przez Warszawę. Szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz jednoznacznie ocenił, że stanowisko Macrona jest prorosyjskie i zwrócił uwagę, że zostało ono natychmiast pochwalone przez Kreml.

– Wypowiedzi krytyczne, dotyczące Sojuszu Północnoatlantyckiego, według nas nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. Stany Zjednoczone są zaangażowane w NATO. Na szczycie NATO w Warszawie zostały podjęte ważne decyzje, NATO wysłało swoje oddziały do państw bałtyckich, do Rumunii, także do Polski – powiedział Czaputowicz.

Szef polskiej dyplomacji zwrócił też uwagę, że wśród państw członkowskich UE nie widać zaniepokojenia postawą USA wobec wspólnego bezpieczeństwa, tylko zmianą polityki Francji, dotyczącej NATO.

– Zagrożenie dla spójności NATO to nie brak zaangażowania ze strony Stanów Zjednoczonych, ale właśnie ze strony Francji. Francja być może ma taki zamiar, żeby osłabić tę jedność sojuszniczą. To budzi duże zaniepokojenie – podkreślił minister.

Premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „Financial Times” powiedział z kolei, że „NATO to najważniejszy sojusz na świecie, jeśli chodzi o zachowanie wolności i pokoju”, a słowa Macrona są niebezpieczne, gdyż mogą zasiać u innych krajów Sojuszu wątpliwości, co do postawy Paryża. – Mam nadzieję, że wciąż możemy liczyć na to, że Francja wypełni swoje zobowiązania – podkreślił szef polskiego rządu.

Od słów Macrona odcięła się także kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz przyszła szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas podkreślił, że Europa musi myśleć, jak zwiększać swoje bezpieczeństwo, ale w ramach NATO, a nie przeciwko niemu.

O tym, czy niemieckie plany zostaną w jakiś sposób skonkretyzowane, dowiemy się już w połowie przyszłego roku, gdy nasi zachodni sąsiedzi rozpoczną swoją prezydencję w UE.

Europa po francusku? Recepty Macrona szkodzą Unii Europejskiej

Przyzwyczailiśmy się do tego, że ambicje Francji zdecydowanie przewyższają jej realne możliwości, zaś kolejni gospodarze Pałacu Elizejskiego nie...

zobacz więcej

Mateusz Morawiecki w rozmowie z „Financial Times” podkreślił również, że sama Francja osłabia NATO poprzez to, że nie wypełnia swojego zobowiązania do przeznaczania 2 procent PKB na armię. Premier srytykował przy tym angażowanie się francuskich firm w projekt gazociągu Nord Stream 2 i chęć zbliżenia się Paryża z Moskwą. – Europa nie może udawać, że na Ukrainie, Białorusi czy w Gruzji nic się nie stało – zaznaczył szef polskiego rządu.

Niestety, takie kraje, jak Francja i Niemcy coraz mniej przejmują się swoją reputacją i prześcigają się w zacieśnianiu relacji z Kremlem. Wspomniany Nord Stream 2 jest tego najlepszym przykładem. Berlin dziś już nawet nie ukrywa, że jest to projekt nie tylko ekonomiczny, ale i polityczny. Kanclerz Merkel pozostaje tylko rzucanie pustych obietnic, że wybudowanie gazociągu nie osłabi pozycji Ukrainy wobec Rosji. Moskwa zaś nie ukrywa nawet, że jej celem jest szantażowanie Kijowa zakręceniem kurka.

Nie tylko jednak Francja pod rządami Macrona w coraz większym stopniu podważa sojusz europejsko-amerykański i związane z tym kwestie bezpieczeństwa, ale czynią tak również – i to od lat – Niemcy. Angela Merkel w trakcie sprawowania przez siebie funkcji kanclerza doprowadziła Bundeswehrę do fatalnego stanu. Świadomość tego mają nie tylko sami wojskowi, ale także, po kolejnych alarmistycznych raportach, politycy i całe społeczeństwo.

Dlatego też nikogo w Niemczech nie mogą dziwić mocne słowa krytyki pod adresem rządzących, jakie wystosował w połowie września w niedzielnym, magazynowym wydaniu dziennika „Bild” – „Bild am Sonntag” („BamS”) generał w stanie spoczynku Jochen Both.

Oficer, który brał udział w wojnie w Kosowie i dowodził lotnictwem ISAF w Afganistanie, skrytykował kanclerz za zbyt niski budżet Bundeswehry i bardzo zły stan wojska. - Czy dalibyśmy radę obronić własny kraj i sojuszników? Oczywiście, że nie. Na przykład w przypadku rosyjskiego ataku, bez ogromnego wsparcia Amerykanów, nie przetrwalibyśmy - powiedział Both.

Za złamanie obietnicy uznał on przy tym niedotrzymanie przez Niemcy natowskiego celu, jakim jest wydawanie 2 proc. PKB na obronność. Okazuje się jednak, że naszym zachodnim sąsiadom ciężko będzie spełnić nawet własną obietnicę – przeznaczania 1,5 procent PKB na armię i wiele wskazuje na to, że nakłady te mogą spaść do 2023 roku do 1,26 procent PKB.

Taka postawa Berlina od dawna jest przedmiotem krytyki formułowanej przez administrację Donalda Trumpa, która domaga się, by wszyscy, wzorem m.in. Polski, wypełniali wspólne zobowiązania obronne.

Macron żyje przeszłością. Wciąż myśli, że można kazać Polsce „siedzieć cicho”

Lista zarzutów Emmanuela Macrona pod adresem Polski jest długa, a jego niechęć do rządu PiS wciąż narasta. Nie ma się więc co dziwić, że obsadza...

zobacz więcej

– Jestem rozczarowany Angelą Merkel. W czasie jej rządów, czyli przez 14 lat, została zaniedbana poważna i długotrwała debata o tym, co może i musi robić Bundeswehra. W czasie jej kadencji nie wzrosło też społeczne zaufanie wobec Bundeswehry. Również o tym należałoby dużo więcej rozmawiać – podkreślił Jochen Both.

Eksperci od lat ostrzegają, że armia naszego zachodniego sąsiada ma poważne braki w wyposażeniu, przerośniętą biurokrację i źle działający system pozyskiwania nowych rekrutów i pracowników.

Jednak dramatyczna sytuacja niemieckiej armii, która powinna w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego być jedną z jego głównych sił, nie wpływa na dalekosiężne plany, które w ostatnim czasie prezentuje minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer, a zarazem przewodnicząca rządzącej w kraju CDU i namaszczona przez Angelę Merkel na swoją następczynię na stanowisku kanclerza.

AKK opowiedziała się niedawno za utworzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego, która miałaby koordynować politykę bezpieczeństwa RFN, łącząc instrumenty wojskowe, dyplomatyczne i gospodarcze. Podkreślała przy tym, że Niemcy muszą odgrywać aktywniejszą rolę w polityce bezpieczeństwa na arenie międzynarodowej. Rada miałaby pomóc w realizacji tego celu poprzez ułatwianie podejmowania decyzji o misjach Bundeswehry i umożliwienie skuteczniejszej walki z terroryzmem.

Niewypał, jakim okazała się niedawna propozycja AKK, by w północnej Syrii utworzyć strefę bezpieczeństwa, która pozostawały pod międzynarodową kontrolą, pokazuje, że Niemcy nie mają jednak jak na razie zbyt dużej siły przebicia w kwestiach operacji militarnych. Nie oznacza to, że nie będą formułować kolejnych, dalekosiężnych planów, które eksperci będą już na pierwszym etapie oceniać jako bardzo trudne do realizacji.

Czaputowicz: Francja osłabia jedność sojuszniczą. USA angażują się w Europie

Minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz negatywnie ocenił wywiad prezydenta Francji, w którym wyrażał on wątpliwości co do skuteczności...

zobacz więcej

To jednak zapewnie nie zmniejszy determinacji Kramp-Karrenbauer, liczącej, że poruszaniem kwestii bezpieczeństwa poprawi swoje notowania w wyścigu do urzędu kanclerskiego i utrzymania stanowiska szefa chadeków. A jest to obecnie coraz mniej prawdopodobne, gdyż nawet w swojej własnej partii ma ona wielu przeciwników. Z sondażu z początku listopada, opublikowanego przez gazetę „Bild am Sonntag” wynika, że AKK wyraźnie przegrywa z byłym szefem frakcji chadeków w parlamencie Friedrichem Merzem walkę o stanowisko lidera CDU. Badania sprzed miesiąca wskazują zaś, że 63 proc. respondentów nie widzi Kramp-Karrenbauer w roli kanclerza, a innego zdania jest jedynie 11 procent.

AKK ma szerokie plany poprawy sytuacji Bundeswehry i uczestniczenia jej żołnierzy w misjach w wielu zapalnych punktach na świecie. Jednak, czy jest to realne? Hans-Peter Bartels, pełnomocnik Bundestagu ds. obronności przyznaje, że Niemcy muszą jak najbardziej ponosić globalną odpowiedzialność, lecz uważa przy tym, że w obecnej chwili przerasta to siły tamtejszej armii. Aktualnie na misjach wojskowych jest ponad 3 tysiące niemieckich żołnierzy, do tego dochodzą jeszcze poważne zobowiązania w ramach NATO w Europie. – Armia już teraz ledwo daje radę – ocenia Bartels.

Co prawda Berlin zapewnia, że wszystkie ewentualne działania chce przeprowadzać z sojusznikami, ale w tym miejscu pada pytanie – jakimi? Czy Niemcy zweryfikują swoją postawę i wyciągną wnioski z uzasadnionej przecież krytyki pod ich adresem, formułowanej przez USA? Czy może jednak będą chciały brnąć dalej w plany Macrona, dotyczące utworzenia europejskiej armii? Jednoznaczne odcięcie się Berlina od niedawnych krytycznych słów francuskiego prezydenta, dotyczących NATO, pozwalają jednak żywić nadzieję, że u naszych zachodnich sąsiadów wygra rozsądek i zahamują proces oddalania się od Waszyngtonu. Tym bardziej, że już sam Macron zaczął łagodzić swoje słowa i poinformował o tym, jaką dobra miał w ostatnim czasie rozmowę telefoniczną w kwestiach bezpieczeństwa z prezydentem Trupem.

Siła i zwartość Sojuszu Północnoatlantyckiego to główny element bezpieczeństwa Europy i Polski. Współpraca w tym zakresie z USA jest kluczowa. Niewypełnianie zobowiązań przez członków NATO, podważanie jego zasad i gwarancji, to muzyka miła dla uszów władcy Kremla. Polska tymczasem jednoznacznie broni wartości Sojuszu, zacieśnia współpracę z USA i krajami regionu i hamuje prorosyjskie tendencje Paryża i Berlina. Agresywna postawa Kremla i doświadczenia zaatakowanych przez niego państw to dowody na słuszność obranej przez Warszawę polityki. Dlatego też słowa Macrona podważające sens NATO brzmią nad Wisłą tak obco.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia.

źródło:
Zobacz więcej