Wywiad portalu tvp.info: Stanisław Piotrowicz odpowiada na zarzuty opozycji

(fot. arch.PAP/Bartłomiej Zborowski)

– Myślę, że bardzo ważne jest zdobyte przeze mnie doświadczenie w tworzeniu i stosowaniu prawa. Przez kilkadziesiąt lat wykonywałem prawo, a przez 14 lat aktywnie uczestniczyłem w jego tworzeniu – mówi portalowi tvp.info Stanisław Piotrowicz. Były poseł odnosi się m. in. do zarzutów dotyczących swojej aktywności w PRL. Z kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego rozmawiał Samuel Pereira. 

Nowi sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. PiS wytypował kandydatów

Stanisław Piotrowicz, Krystyna Pawłowicz i Elżbieta Chojna-Duch zostali zgłoszeni jako kandydaci klubu PiS na sędziów Trybunału Konstytucyjnego –...

zobacz więcej

Ryszard Terlecki ogłosił kandydatury Prawa i Sprawiedliwości na nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Wśród trójki kandydatów jest również pan. Jakie cele pracy w TK sobie pan wyznaczył?

Czas pokaże, czy w ogóle sędzią Trybunału zostanę. Zgłoszenie kandydatury to początek drogi. Myślę, że bardzo ważne jest zdobyte przeze mnie doświadczenie w tworzeniu i stosowaniu prawa. Przez kilkadziesiąt lat wykonywałem prawo, a przez 14 lat aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu prawa.

Zarówno w Senacie, jak i w Sejmie przez te lata pracowałem w komisji ustawodawczej i w komisji sprawiedliwości. W poprzedniej kadencji, kiedy PiS było w opozycji, kilkadziesiąt razy reprezentowałem stanowisko sejmu przed TK. Mam więc również doświadczenie w zakresie funkcjonowania tej instytucji.

Kiedy się pan dowiedział, że PiS panu zaproponuje kandydowanie na stanowisko sędziego TK?

O tym, że taka decyzja zapadła, dowiedziałem się kilka dni temu.

Jak ją pan przyjął?

To dla mnie zaszczyt uzyskać rekomendację z takiej partii, jaką jest Prawo i Sprawiedliwość. Wielki zaszczyt, a zarazem wyróżnienie. Spodziewałem się natomiast wściekłości nieprzychylnych mi mediów. Nie pierwszy zresztą raz doświadczam niemerytorycznej krytyki, a wręcz ordynarnego hejtu.

W kontekście kandydatur Krystyny Pawłowicz i pańskiej pojawia się zarzut, że PiS wprowadza polityków do TK.

Przed paroma laty, wspólnie z panem profesorem, wtedy senatorem, Leonem Kieresem prowadziliśmy liczne dyskusje prawne i polityczne w ramach prac w Senacie. Obydwaj byliśmy senatorami. Pan profesor Leon Kieres z Senatu poszedł prosto do Trybunału.

Fakt „demaskował” Piotrowicza, a „Newsweek” zarzucił mu kłamstwo. Poseł przedstawił dowód

– Domagam się sprostowania i zaprzestania rozpowszechniania nieprawdziwych wiadomości na mój temat od redakcji, które takie wiadomości...

zobacz więcej

To, że parlamentarzysta zostaje kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego, to nie jest nic nowego. Wystarczy prześledzić kariery innych sędziów. Wyznacznikiem niezależności sędziego jest przede wszystkim odporność na naciski, w tym również medialne, czy presję środowiskową, jaką obserwujemy w ostatnich latach w kontekście reformowania wymiaru sprawiedliwości.

Politycy opozycji nazywają pana „prokuratorem stanu wojennego”.

Ten nowy termin stworzono specjalnie, żeby mnie zdeprecjonować. Nie było nigdy takiej funkcji „prokurator stanu wojennego”, w tym czasie swoje śledztwa prowadziło kilka tysięcy prokuratorów, a ten tytuł „nadano” akurat mnie, jakbym jakąś szczególną nadzorczą rolę w tym czasie.

Zarzucanie mi, że byłem prokuratorem w PRL, to nic nowego, ale już nikt nie mówi o tym, że po wprowadzeniu stanu wojennego skrytykowałem go, za co spotkały mnie szykany ze strony przełożonych i złożyłem wypowiedzenie z pracy. W dwóch politycznych sprawach, z którymi się później zetknąłem, zapadło umorzenie.

O pozytywnej ocenie mojej aktywności w czasach PRL ze strony środowisk opozycyjnych najlepiej świadczy fakt, że gdy zostałem senatorem, zarząd regionu podkarpackiej Solidarności poprosił mnie, żebym otworzył biuro senackie w ich budynku, co będzie dla „S” zaszczytem.

Opozycja oburzona kandydaturami byłych posłów do TK. Wcześniej w takich sytuacjach milczała

Kręgi opozycyjne z oburzeniem podnoszą, że niedawni posłowie Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz są zgłoszonymi przez PiS kandydatami na...

zobacz więcej

Kilka lat temu głośno było o sprawie aresztowania i oskarżenia pana Antoniego Pikula z Jasła za działalność opozycyjną, a konkretnie kolportaż ulotek i innych materiałów solidarnościowych w czasie stanu wojennego.

Wielokrotnie tłumaczyłem, ale jak widać, fakty i argumenty dla moich przeciwników nie mają większego znaczenia. To nie była kwestia „słowo przeciwko słowu”. Na konferencji prasowej prezentowałem stosowne dokumenty na potwierdzenie wiarygodności swoich słów i dalej stawiam pytanie: jeżeli ktoś uważa, że komuś wyrządziłem w tamtym czasie krzywdę i tak twierdzi, to proszę o wskazanie ofiar. Zawsze odpowiedzią na tak postawione pytanie jest milczenie.

Jako prokurator nie prowadziłem spraw o charakterze politycznym. Moja praca w prokuraturze polegała na tym samym, na czym praca wielu prokuratorów polega dziś, a więc na prowadzeniu śledztw o charakterze kryminalnym, gospodarczym; takie śledztwa prowadziłem.

Zetknąłem się z dwoma sprawami politycznymi. W obu sprawach nie ogłoszono wyroku, a w tym, żeby sprawy zakończyły się umorzeniem, miałem swój znaczny udział. I poniosłem z tego tytułu określone konsekwencje.

Pikul oskarżył pana, że wcale mu pan wtedy nie pomógł.

Wszyscy dobrze wiedzą, jaka jest prawda, łącznie z tym panem, który mnie dziś oskarża. Przecież nawet mecenas Jan Pyzik, działacz „S”, który wtedy z Pikulem drukował ulotki, wspominał, że po wyjściu z aresztu Pikul mówił o mnie korzystnie i był pełen uznania. Jego wolta szokuje do dziś.

Poseł PO wycofuje wniosek z TK i hejtuje sędziów. Prezes TK: zarzuty posła bezzasadne

Posłowie PO wycofali wniosek do TK o zbadanie konstytucyjności nowelizacji ustawy o służbie cywilnej. Stwierdzili, że zostali do tego zmuszeni...

zobacz więcej

On przez 30 lat mówił o mnie dobrze, jako o tym człowieku, który mu w życiu pomógł. Po opuszczeniu zakładu karnego ciepło się o mnie wypowiadał. Co się stało, że zmienił swoje wypowiedzi? Dlaczego zmienił swoją narrację?

Może odpowiedzią na to pytanie, jest fakt, że w ostatnich wyborach samorządowych został jedynką do sejmiku województwa podkarpackiego z Koalicji Obywatelskiej? Może to jest klucz do odpowiedzi na pytanie, dlaczego przez 30 lat w różnych wypowiedziach z wdzięcznością o mnie się wypowiadał, a teraz zmienił zdanie.

W mediach pojawiła się pańska archiwalna wypowiedź na temat pedofila z Tylawy.


Ja tego śledztwa nigdy nie prowadziłem i w tym śledztwie nie wykonywałem żadnych – podkreślam – żadnych czynności procesowych.

TVN cytuje pańskie słowa zarzucając, że bagatelizował pan całowanie dziewczynek w usta, mówiąc, że „dzieci dawały ciumka”, a dotykanie miejsc intymnych to był przejaw „zdolności bioenergoterapeutycznych”.


To jest klasyczny fake news. Na tym nagraniu z konferencji prasowej nie prezentowałem swojego stanowiska, występowałem w roli rzecznika prasowego. W prokuraturach rejonowych nie ma instytucji rzecznika prasowego, to szef prokuratury jest zobowiązany do utrzymywania kontaktów z mediami.

Chojna-Duch o kandydowaniu TK: Będę niezależnym sędzią w apolitycznym organie

Prof. Elżbieta Chojna-Duch, była wiceminister finansów w rządzie PO-PSL, poinformowała, że przyjęła złożoną jej przez Prawo i Sprawiedliwość...

zobacz więcej

Informując wówczas o tej sprawie, cytowałem fragmenty zeznań świadków, co jest często konieczne. Przesłuchujący redaguje protokół, ale są takie fragmenty, kiedy jest zobowiązany dosłownie zapisać treść wypowiedzi, dlatego że ona świadczy o osobie, która wypowiada te słowa.

Na tej konferencji, prezentując postanowienie o umorzeniu postępowania w tamtej sprawie, a podkreślam: nie byłem autorem tego postanowienia o umorzeniu – nie wykonywałem żadnych czynności procesowych. Udzielając informacji dziennikarzom, użyłem sformułowań, jakie padły z ust świadków. To nie są moje sformułowania i na tym polega manipulacja medialna TVN i „Gazety Wyborczej”.

Przez 14 lat, a może i więcej byłem oskarżany o to, że broniłem księdza pedofila, bo tak prowadziłem śledztwo. Gdy po wielu, wielu latach okazało się, że to nieprawda, bo śledztwa takiego nie prowadziłem – ze strony tych samych dziennikarzy pojawiły się pretensje do mnie, dlaczego nie prostowałem ich fałszywych informacji.

Odparłem, że nie miałem takiego obowiązku. To dziennikarze mieli obowiązek zbadać sprawę rzetelnie, zanim cokolwiek napiszą. To oni mieli obowiązek sprawdzić, zanim cokolwiek opublikują. Zachęciłem wtedy ich, żeby pojechali i zobaczyli akta sprawy na potwierdzenie wiarygodności moich słów.

Czemu PO nie zgłosiła swoich kandydatów? „Nie uznajemy TK w Polsce”

Opozycja nie przestaje krytykować Prawa i Sprawiedliwości za zgłoszenie kandydatur Krystyny Pawłowicz, Stanisława Piotrowicza i Elżbiety...

zobacz więcej

Tak się stało?

Podejrzewam, że to zrobili i w związku z tym zaczęły się gorączkowe poszukiwania: co zrobić, żeby mimo wszystko związać mnie z tą sprawą. No więc znaleźli ten materiał wideo z konferencji prasowej.

Mówi pan o manipulacji. Na czym ona polega?

Na tym, że słowa wypowiadane wówczas nie były moimi słowami, bo ja takiej terminologii nie używam, tylko cytowaniem zeznań świadków. Mamy sytuację taką, że wtedy w kontakcie z dziennikarzami rzetelnie przedstawiłem materiał na konferencji prasowej i żeby oddać okoliczności decyzji o umorzeniu postępowania w tamtej sprawie, zacytowałem fragmenty zeznań, co zresztą nikogo nie zdziwiło.

Po latach jednak zastosowano zabieg manipulacyjny, który miał na celu przede wszystkim ośmieszenie mnie w oczach opinii publicznej. Na zasadzie: proszę bardzo, prokurator używa tego rodzaju sformułowań.

Które dziś przypisywane są panu.

Powtarzam: to nie były moje sformułowania. Każdy, kto mnie zna, wie, że takim językiem nie operuję. Te fragmenty zeznań były chyba również cytowane w tymże postanowieniu, które wówczas prezentowałem. Padam ofiarą wielu takich manipulacji medialnych. Zawsze polegają one na ćwierćprawdach, półprawdach, a wszystko to, jak mówił ks. abp Ignacy Tokarczuk, to kłamstwo.

Jaki te formułowane publicznie zarzuty mają wpływ na pana życie osobiste?

„Trybunał Konstytucyjny ostatecznie skompromitował Adama Bodnara”

„Trybunał Konstytucyjny ostatecznie skompromitował Adama Bodnara. Wytknął mu brak konsekwencji, opieranie się na medialnych opiniach i...

zobacz więcej

Ci, którzy mnie znają, doskonale wiedzą, że jest to kłamstwo i manipulacja. Mogę powiedzieć, że mimo tak nachalnej manipulacji i wysiłków zmierzających do zdyskredytowania mojej osoby, w ostatnich wyborach swojego poparcia udzieliło mi ponad 10 tys. osób.

Ale posłem pan nie został.


Nie zostałem, ale blisko 10,3 tys. głosów poparcia uzyskałem.

W czasach PRL otrzymał pan również Brązowy Krzyż Zasługi.


To też już wyjaśniałem. Manipulacja polega na tym, że przedstawia się mnie jako tego, który prowadził śledztwa o charakterze politycznym i za to został nagrodzony. Nic z tych rzeczy. Odmówiłem prowadzenia śledztw o charakterze politycznym, w związku z czym zostałem zdegradowany, poniewierany, szykanowany.

Znowu ten Trybunał!

Historię VIII kadencji Sejmu w ogromnym stopniu zdążyli napisać poprzednicy wybranych na nią posłów. Jak wszyscy pamiętamy, Platforma wybrała...

zobacz więcej

Pytam się publicznie: czy kogokolwiek oskarżyłem? Czy doprowadziłem do skazania? Jeżeli ktoś twierdzi, że było inaczej, to proszę bardzo - niech wskaże ofiary. Takich ofiar nie ma.

W takim razie za co było to odznaczenie?

Byłem dobrym prawnikiem, dobrym prokuratorem. Zdałem egzamin z najlepszą oceną w grupie aplikantów i potrafiłem robić to, co do obowiązków prokuratora należy. A więc dobrze prowadziłem śledztwa o charakterze kryminalnym i gospodarczym – tylko takie i ta praca została doceniona.

W PRL wykonywałem to, co wykonują prokuratorzy teraz. Dziś też prowadzi się śledztwa dotyczące pospolitych przestępstw. Gdy w okresie PRL zetknąłem się z dwoma sprawami, w obydwu sprawach – różnymi zabiegami – doprowadziłem do umorzenia postępowania.

W jednym przypadku mogłem umorzyć sam, w innym jednym przypadku takiej możliwości nie miałem, więc tak przygotowałem sprawę, że musiał to zrobić sąd. Wszyscy w Jaśle o tym bardzo dobrze wiedzą.

źródło:
Zobacz więcej