RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Anaruk” z Grenlandii nigdy nie istniał. Zaskakujące informacje nt. książki Centkiewicza [WIDEO]

Kim tak naprawdę był chłopiec z Grenlandii? (fot. youtube/ Poznaj Grenlandię)

Zapewne wielu z nas czytało o przygodach dzielnego eskimoskiego chłopca, z którym rzekomo zaprzyjaźnił się Czesław Centkiewicz. Przez dekady była to lektura szkolna. Dziś okazuje się, że jego „reportaż” z 1937 r. o spotkaniu z „Anarukiem” to zmyślona historia, a jego imię w tłumaczeniu na język polski to „s*aj to”. Kim w takim razie jest w rzeczywistości chłopiec, którego czarno-białe zdjęcie trafiło na okładkę książki Centkiewicza „Anaruk, chłopiec z Grenlandii”? Adam Jarniewski (autor książki „Nie mieszkam w igloo”) i Agata Lubowicka przeprowadzili dokładne „śledztwo” w tej sprawie, a wynikami podzielili się na swoim blogu.

Miasto da młodym mieszkańcom pieniądze na zakup książek i gazet

Władze Florencji postanowiły zachęcić młodych mieszkańców miasta do czytania książek i prasy. Zarząd miasta oferuje po 50 euro każdemu...

zobacz więcej

Książka „Anaruk, chłopiec z Grenlandii” opowiada o życiu dwunastoletniego Eskimosa Anaruka, który wraz z rodziną mieszka na Grenlandii. Centkiewicz opisuje w niej, jak zaprzyjaźnił się z nim i ze szczegółami opowiada czytelnikom, jak żyje dziecko w nieprzyjaznym ludziom, mroźnym świecie. Wszystko dzieje się w pierwszej połowie XX wieku, w czasach, gdy autor miał podróżować po krajach polarnych.


Czy to możliwe, że Centkiewicz w rzeczywistości nigdy nie spotkał się z chłopcem? Tak wynika z tekstu Lubowickiej i Jarniewskiego, którzy przyjrzeli się bliżej książce i zbadali dokładnie tę sprawę.

Okazało się, że Eskimos, o którym pisał Centkiewicz nie mógł mieć na imię Anaruk, ponieważ słowo to w tłumaczeniu na język polski oznacza „s*aj to” (prawdopodobnie powinno brzmieć Amaroq, co w języku grenlandzkim oznacza „wilk”). Z kolei zdjęcie chłopca z okładki książki wcale nie wykonał Czesław Centkiewicz, a jest to - tak samo jak inne zdjęcia, przedstawione jako dokumentalne - fotos z filmu „Palos brudefærd” (Wyprawa po narzeczoną) z 1934 r.

„Kim zatem jest roześmiany chłopiec ze zdjęcia, które począwszy od roku 1952 zdobi okładki pięciu różnych wydań książki w oficynie Nasza Księgarnia?” – pytają autorzy bloga.

Kim naprawdę był Anaruk - Poznaj Grenlandię 

Paczkomat na książki. Nowa opcja wypożyczania w Krakowie

43 skrytki ma książkomat, który od wtorku działa w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie. Wypożyczenia są teraz możliwe o każdej porze....

zobacz więcej

Jak udało się im ustalić, chłopiec z książki Centkiewicza to Simeon Ferdinand Noa Umeerinneq Larsen, syn Thorvalda i Frederikke, urodził się 25 lutego 1923 roku w Pikiiddi. Mężczyzna zginął w lawinie w wieku 24 lat, w 1947 roku.

„Nasz bohater umarł, zanim książka o Anaruku zdążyła zyskać swą ogromną popularność i szturmem wtargnąć do polskich szkół. Również nikt z rodziny nie wiedział, że młodzi czytelnicy w Polsce mają go za dobrego znajomego, a może nawet przyjaciela niejakiego Czesława Centkiewicza, który rzekomo obserwował życie jego rodziny i współmieszkańców” – napisano na blogu.

Książka o Anaruku razem z kolejnymi wydaniami ulegała zmianie. W pierwszym, z 1937 r. znajduje się odautorski komentarz Centkiewicza (usunięty z kolejnych wydań od początku lat pięćdziesiątych), dotyczący spotkania grupy Polaków z Norwegami na Wyspie Niedźwiedziej i długich rozmów autora z jednym z nich. „Fritz Oien, przysuwając się jak najbliżej do rozpalonego piecyka, opowiadać nam zaczął o surowym i trudnym życiu Eskimosów w krainie wiecznych śniegów. Poznał ich i zaprzyjaźnił się z nimi w czasie swego paroletniego pobytu na Grenlandii. Najmilej wspominał młodego Eskimosa, Anaruka. To, co zapamiętałem z jego opowiadań – powtarzam w tej książeczce”.

Autorzy bloga zastanawiają się, czy wydawnictwo ustosunkuje się w jakiś sposób do nowych informacji o Anaruku.

„Ten szczególny zbieg okoliczności rodzi w mojej głowie pytanie: czy nasz kraj jest już na tyle cywilizowany, by wydawnictwo, które przez dekady czerpało zyski z poniekąd skradzionego wizerunku Simeona Larsena, jest w stanie przyznać się do błędu i wziąć za to odpowiedzialność? Czy może pod tym względem cywilizacyjnie znajdujemy się gdzieś na poziomie opisywanej przez Czesława Centkiewicza Grenlandii? Kraju, w którym nigdy nie postawił nogi” – zastanawiają się autorzy.


„No i jak ustosunkują się do tego przedstawiciele polskiego szkolnictwa odpowiedzialni za to, że książka przez tak długi czas znajdowała się na liście lektur obowiązkowych, a tysiące polonistów od dziesięcioleci każe uczniom czytać Anaruka jako reportaż? Jeśli książka Czesława Centkiewicza miałaby pozostać lekturą, może warto byłoby wykorzystać ją raczej do przedstawienia rozwoju, który w ciągu ostatnich stu lat dokonał się w społeczeństwie grenlandzkim, a historia powstania tego utworu mogłaby dodatkowo posłużyć ukazaniu, jak wielkie znaczenie dla odczytywania dzieła noszącego znamiona literatury faktu ma znajomość jego kontekstu” – dodają autorzy.

źródło:
Zobacz więcej