„Artur W. lubił luksus. Z pensji burmistrza nie na wszystko mógł sobie pozwolić”

Przyjaźnił się z warszawskimi baronami PO – donosi „Wyborcza” (fot. PAP/Radek Pietruszka)

Miał nadwornego fotografa i lamborghini, lubił modne garnitury i włoskie buty. Przyjaźnił się z warszawskimi baronami PO, załatwiał sprawy w różnych dzielnicach Warszawy – pisze wtorkowa „Gazeta Wyborcza” o burmistrzu Włoch, podejrzanym o przyjęcie 200 tys. zł łapówki i zatrzymanym przez CBA.

Nie tylko Artur W. Krewni aresztowanego burmistrza Włoch w warszawskim samorządzie

Członkowie najbliższej rodziny aresztowanego burmistrza Włoch pracują w stołecznym samorządzie – ujawnia poniedziałkowa „Gazeta Polska Codziennie”....

zobacz więcej

Jak informuje „GW”, fotel burmistrza Artur W. objął po ostatnich wyborach samorządowych. „Już kilka miesięcy po wyborze musiał się tłumaczyć z wydatków na zagospodarowanie tarasu w urzędzie dzielnicy. Na jego polecenie kupiono meble ogrodowe, zamontowano markizy, a w doniczkach posadzono tuje. Koszt urządzenia tarasu sięgnął 9 tys. zł. Prośbę o uzasadnienie takiego wydatku skierował do W. były burmistrz Włoch, obecnie radny dzielnicy” – pisze wtorkowa gazeta.

Gazeta podaje, że W. odpowiedział, że podjęte działania umożliwiły wykorzystanie niezagospodarowanego tarasu „pod funkcję reprezentacyjną”. „Wyjaśnił, że taras służy »spotkaniom członków zarządu dzielnicy z zaproszonymi gośćmi oraz przedstawicielami instytucji i organizacji«, a pomysł burmistrza »wpłynął na pozytywny wizerunek dzielnicy«” – informuje gazeta.

Jeden z radnych w rozmowie z gazetą opowiada też, że „niedługo po tym, gdy został burmistrzem, zatrudnił nadwornego fotografa, który robił mu zdjęcia przy każdej okazji. Na wszystkich musiał dobrze wyglądać, podobno osobiście je autoryzował”.

Jak informuje gazeta, dzielnica zawarła z fotografem umowę na wykonanie zdjęć wydarzeń organizowanych przez ratusz i samego urzędu. Zapłaciła za to 14 tys. zł. Burmistrz tłumaczył to potrzebą promocji.

Gazeta przypomina, że kariera polityczna W. zaczęła się w 2011 r., kiedy jako 35-latek został szefem państwowej spółki Naftor. „Nie miał wcześniej związków z branżą paliwową, został tam oddelegowany przez Platformę Obywatelską. W radzie nadzorczej spółki siedział wówczas Robert Soszyński, obecny wiceprezydent Warszawy” – czytamy.

Dodaje również, że w tym samym 2011 r. W. dostał od partii stanowisko w radzie nadzorczej miejskiej spółki Przedsiębiorstwo Gospodarki Maszynami Budownictwa „Warszawa” (wynajem dźwigów), a w latach 2013-2014 był wiceburmistrzem Woli, stamtąd oddelegowano go na Bielany, gdzie odpowiadał za inwestycje.

– Nie był konfliktowy, ale w urzędzie się nie przepracowywał. To nie było miejsce, w którym czuł się spełniony. Miał aspiracje, by wrócić na posadę w państwowej spółce. Tam zarabiał więcej, a pieniądze lubił – mówi w rozmowie z gazetą były współpracownik Artura W. z Bielan.

źródło:
Zobacz więcej