Raport

Epidemia koronawirusa

Czy turecka inwazja zabije chrześcijaństwo w północnosyryjskiej dolinie Khaburu?

Chrześcijanie żyją tam w ciągłej niepewności o swój los (fot. PAP/EPA/BRANDEN BOURQUE / US MARINE COPRS / DEPARTMENT OF DEFENSE)

Dolina rzeki Khabur była niegdyś chrześcijańskim zagłębiem w Syrii. Mieszkający tam Asyryjczycy przywędrowali na te tereny kilkadziesiąt lat temu, uciekając przed rzeziami w Turcji i Iraku. W lutym 2015 r. spadła na nich nowa plaga: Państwo Islamskie. Teraz zaś boją się, że znów będą musieli uciekać przed Turkami.

Syria: Kurdowie czują się zdradzeni [OPINIA]

Kilkaset tysięcy mieszkańców musiało opuścić swoje domy w wyniku tureckiej inwazji na Syrię Północno-Wschodnią. Wielu z nich prawdopodobnie nigdy...

zobacz więcej

Niepewna przyszłość

Sargon Slio jest muchtarem (coś w rodzaju wójta) w wiosce Tell Nasri, położonej 5 km na południe od Tell Tammer, głównego miasta w dolinie Khaburu. I jest jednym z nielicznych chrześcijan, którzy nie wyjechali z tych terenów do Europy, Australii czy Ameryki. W Tell Nasri są obecnie dwa kościoły i raptem pięciu chrześcijan. Jeden z nich od 2015 r. leży jednak w gruzach. Drugi, wybudowany w latach 30-tych, tuż po osiedleniu się chrześcijan w tym miejscu, jest remontowany.

- Nikt, poza diasporą, nam nie pomaga w tym remoncie. W ogóle nie mamy tu żadnego wsparcia od innych krajów. Najlepiej by zostawiły nas w spokoju, bo mamy przez nie same problemy” – mówi Sargon, prowadząc do starego kościółka, w którym obecnie odbywają się nabożeństwa. Sargon godzi się na rozmowę pod warunkiem, że nie będzie ona dotyczyć polityki. To zrozumiałe, sytuacja jest bowiem bardzo niestabilna i nie wiadomo kto będzie tu rządził za kilka dni. Cała okolica jest od czasu wyparcia stąd Państwa Islamskiego w 2015 r. częścią autonomicznej Syrii Północno-Wschodniej (NES), stworzonej na terenach kontrolowanych przez zdominowane przez syryjskich Kurdów Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF). Autonomiczna administracja nie jest jednak uznawana przez Damaszek, który dotychczas kategorycznie odrzucał możliwość zmiany swojej decyzji w tej sprawie, mimo prób negocjacji ze strony administrującej NES Syryjskiej Rady Demokratycznej (MSD). Sytuacja skomplikowała się jednak po rozpoczętej 9 października tureckiej inwazji. Jednym z miast zaatakowanych przez Turcję i wspieranych przez nią dżihadystów było Serekaniye, oddalone od Tell Tammer o 35 km. Po dwóch tygodniach walk, w tym intensywnych nalotów, Serekaniye padło, a obrońcy zostali zmuszeni do wycofania się. Front na pewien czas ustabilizował się mniej więcej w połowie drogi między Serekaniye a Tell Tammer.

Daesh 2.0 i protesty w Iraku

Nie ma pomysłu na skuteczną deradykalizację członków Państwa Islamskiego (Daesh) oraz ich rodzin, znajdujących się pod jurysdykcją Iraku i Syrii...

zobacz więcej

Turecka agresja

Tymczasem rozpoczęły się negocjacje, najpierw amerykańsko-tureckie, a potem rosyjsko-tureckie, a także nowe rozmowy między SDF a Assadem z rosyjskim pośrednictwem. W ich wyniku w okolicach Tell Tammer pojawiły się również syryjskie oddziały rządowe, których kolumny zaczęły przejeżdżać pobliską autostradą M4 w kierunku zachodnim, czemu towarzyszyły radosne salwy z kałasznikowów oddawane w powietrze. W czwartek 17 października wieczorem ogłoszono pięciodniowe zawieszenie broni, które jednak w tych okolicach ani przez chwilę nie działało. W okolicach wioski Manajir, na drodze między Serekanije a Tell Tammer, toczyły się walki, a do szpitala w tym mieście cały czas przywożono rannych i zabitych, ofiary tureckich ataków. We wtorek 22 października, na kilka godzin przed upływem zawieszenia broni uzgodnionego w trakcie rozmów amerykańskiego prezydenta Mike’a Pence’a z Erdoganem, Tell Tammer zaczęło się przygotowywać do obrony przed atakiem.

Bazar zakryto niebieskimi płachtami z brezentu, co miało utrudnić działanie dronów i samolotów. Wieczorem jednak doszło do ogłoszenia nowego zawieszenia broni, tym razem po spotkaniu Erdogan – Putin. Miasto znów odetchnęło, ale nie na długo. Zgodnie z uzgodnieniami obydwu mocarstw z Turcją tereny znajdujące się w odległości 32 km od granicy na odcinku Serekaniye – Tell Abyad miały zostać objęte turecką strefą okupacyjną. Dla mieszkańców Tell Tammer i okolicznych wsi, w tym dla resztek tamtejszych chrześcijan, oznaczało to niepewność czy ich domy również nie wejdą w skład tej strefy, co oznaczałoby. że znów musieliby oni uciekać. Nikt nie miał tu bowiem wątpliwości, że protureccy dżihadyści, spośród których wielu wcześniej działało w szeregach Państwa Islamskiego i Al Kaidy, na zajętym przez siebie obszarze, będą siać terror. Mieszkańcy nie byli też pewni, czy jeśli jednak Turcy na te tereny nie wejdą to czy pozostaną one pod administracją MSD czy Assada.

Zabijanie demokratycznego projektu w Syrii [OPINIA]

W ciągu sześciu dni od rozpoczęcia tureckiej inwazji na Syrię zginęło już co najmniej 69 cywilów. Brutalność nalotów i zbrodnie popełniane przez...

zobacz więcej

Sto lat ucieczek

„Nasze rodziny pochodzą z okolic Hakkari. Dziś te tereny należą do Turcji. My stamtąd uciekliśmy sto lat temu przed tureckim ludobójstwem i osiedliliśmy się w Niniwie, która znalazła się w granicach Iraku. W latach 30-tych musieliśmy jednak uciekać również stamtąd przed pogromami i trafiliśmy tu” – opowiada William z sąsiadującej z Tell Nasri wioski Tell Haftan. Tu również Państwo Islamskie spaliło kościół w 2015 r. „I tak mieliśmy szczęście. Z wiosek położonych na południe od rzeki Khabur chrześcijanie nie zdążyli uciec i zostali porwani” – dodaje. Chodzi o ok. 350 osób, które przeszły gehennę, po tym jak znalazły się w niewoli Państwa Islamskiego w lutym 2015 r. Uwolniono ich dopiero, gdy terroryści otrzymali gigantyczny okup zebrany przez asyryjską diasporę. W grudniu tego samego roku w zamachu bombowym w Tell Tammer zginęło natomiast 60 mieszkańców.

William zaprasza nas na herbatę do ogrodu przylegającego do jego domu. Położony jest on tuż obok niedużego kościoła, oczywiście też spalonego. Wokół poszczekuje radosny kundelek o imieniu Bobby. Tutejsi chrześcijanie lubią europejskie imiona. „Nie jesteśmy w stanie go odbudować bo na to potrzeba jakieś 30-40 tys. dolarów, a my takich funduszy nie mamy, może wy nam je załatwicie?” – dodaje William, szybko zastrzegając, że to żart. W Tell Haftan z wielkiej niegdyś społeczności chrześcijańskiej pozostało teraz zaledwie kilka osób.

„Dzieci Państwa Islamskiego – tykająca bomba zegarowa, która może eksplodować w Europie”

Rozmowa z Hoszyarem Siwailim, szefem Biura Zagranicznego Partii Demokratycznej Kurdystanu (rządzącej w Regionie Kurdystanu w Iraku).

zobacz więcej

Zniszczona perła doliny Khaburu

„To był najpiękniejszy kościół w tej części Syrii, zdarzało się, że gromadziło się w nim nawet 3 tys. ludzi w czasie mszy” – mówi Sargon prowadząc nas do ruin kościoła w Tell Nasri. Trudno byłoby w to uwierzyć spoglądając na samą wioskę. Ale gdy podchodzimy do świątyni wszelkie wątpliwości pryskają. Przed nami wyrasta ogromny pusty hol ze spadzistym, podziurawionym dachem. Z przodu widać malowidło przedstawiające górę i wodospady, po bokach kamienne imitacje kolumn. „Wszystko było zaprojektowane w stylu włoskim. Budowę skończyliśmy w 2000 r.” – wspomina Sargon. Teraz widać wszędzie dziury po kulach. „To tylko sala modlitewna, właściwy kościół jest obok” – Sargon prowadzi nas dalej do całkowicie zawalonego budynku, w którym jednak trudno nie dostrzec zniszczonego przez brodatych barbarzyńców piękna. „Tu przechodziła linia frontu, gdy Tell Nasri było wyzwalane przez wojska kurdyjskie, wspierane przez oddziały chrześcijańskie” – opowiada dalej Sargon. „Ale bombardowali nas wszyscy, Assad też, w 2014 r.” – dodaje.

Wciąż remontowany, stary kościół w Tell Nasri jest obecnie, obok kościoła w Tell Tammer, jedyną czynną świątynią chrześcijańską w okolicy. Trudno się temu dziwić, w każdej z wiosek, wcześniej prawie całkowicie chrześcijańskich, pozostało ledwie po kilka osób. „Wyjechali, do Australii, Niemiec, USA” – opowiada William. „To moja siostra, teraz w Holandii, moja mama, w USA, a to mój wujek, nie żyje” – Sargon prezentuje rodzinne fotografie. „Skoro tyle osób wyjechało dlaczego Pan został” – pytam. „To nasza ziemia, tu się urodziliśmy i jej nie opuścimy” – odpowiada. Wprawdzie chrześcijanie nie zamieszkiwali tych terenów od wieków ale ziemie, z których ich wygnano są stosunkowo niedaleko (300 km), a do czasu ich przybycia dolina Khaburu była w zasadzie niezamieszkana.

Taniec słów na płótnie

Azadi, czyli wolność – to słowo najlepiej określa styl kaligrafii irańskiego profesora Ahmeda Mohamadpura, który przez ostatni tydzień gościł w...

zobacz więcej

Msze w kościele w Tell Nasri odbywają się tylko w ważniejsze święta. „Wtedy przyjeżdża do nas ksiądz z Hasaki” – wyjaśnia Sargon. Za to codziennie, półgodzinne nabożeństwa odbywają się w kościele w Tell Tammer. W tym trudnym okresie, związanym z turecką inwazją, uczęszcza na nie tylko kilkanaście, przeważnie starszych kobiet. Gdyby nie odmienny ryt mszy to trudno by je odróżnić od starowinek modlących się w jakimś wiejskim kościółku na Podlasiu czy Podkarpaciu. „Czy chrześcijaństwo na tych ziemiach może przetrwać?” – pytam. „To zależy od tego czy będzie tu spokój i ci którzy wyjechali zdecydują się wrócić. Powinni.” – odpowiada Sargon. Zdaniem księdza z Tell Tamer, obecnie w całej dolinie Kbaburu pozostało około 1 tys. chrześcijan.

Asyryjczycy i Kurdowie

W jego ogrodzie dumnie wisi asyryjska flaga. Obok stół zastawiony owocami: granatami, jabłkami i gruszkami. Siadamy i pijemy herbatę, po chwili dosiada się brodaty mężczyzna. To Sami, brat Sargona. Za jego sprawą na stole pojawia się butelka syryjskiego araku. Rozmowa staje się coraz bardziej luźna i otwarta. Wieczorem dołączają kolejni goście. To już nie chrześcijanie, lecz Kurdowie i Arabowie. W marcu 2018 r. przybyło tu wielu kurdyjskich uciekinierów z zajętego wówczas przez Turków Afrinu. Teraz przybyli też uciekający przed protureckimi dżihadystami mieszkańcy Serekaniye i okolic. Nie wszyscy są muzułmanami. „Jestem Kurdem z Afrin i jestem zaratustraninem” – przyznaje jeden z mężczyzn. To stara religia wyznawana zarówno przez przodków Kurdów tj. Medów jak i Persów przed podbojem islamskim.

Gwałty w obozach dla migrantów

Sylwia Spurek zainteresowała się niedawno seksualnym molestowaniem kobiet i dzieci w obozach dla migrantów w Grecji. Sprawa nie jest nowa. I warto...

zobacz więcej

Choć w Europie można usłyszeć wiele dziwnych opowieści o napiętych relacjach chrześcijańsko-kurdyjskich w Syrii Północno-Wschodniej i rzekomych szykanach wobec wyznawców Chrystusa ze strony administracji NES to z perspektywy doliny Khaburu wygląda to zupełnie inaczej. Panuje pełna harmonia międzyetniczna i międzywyznaniowa. To zresztą Sargon podjął decyzję o przyjęciu w wiosce uciekinierów z Afrin i Serekaniye. Za jego zgodą zamieszkali w domach opuszczonych przez chrześcijan, którzy wyjechali zagranicę. W jednym z opuszczonych domów w Tell Tammer utworzono też kwaterę dla lekarzy i wolontariuszy pracujących w miejscowym szpitali i ratujących życie ofiarom tureckich ataków.

Miejscowi chrześcijanie pamiętają też o tym, że to kurdyjskie oddziały YPG, wspólnie z oddziałami chrześcijańskimi, wyparły terrorystów Państwa Islamskiego z tych ziem. Wszyscy mają też świadomość, że Turcja i wspierane przez nią gangi dżihadystów, są wspólnym wrogiem Kurdów oraz chrześcijan i śmiertelnym zagrożeniem dla ich dalszej egzystencji na tych terenach.

Kurdowie atakowani z dwóch stron

Przy granicy syryjsko-tureckiej toczą się ciężkie walki między posuwającymi się do przodu siłami tureckimi a zdominowanymi przez Kurdów Syryjskimi...

zobacz więcej

Jednym z większych nieporozumień dotyczących polityki administracji NES wobec chrześcijańskich Asyryjczyków były protesty związane z wprowadzeniem do szkół nowego curriculum, oczyszczonego z propagandy assadowskiej partii Baas. W niektórych mediach znalazły się fałszywe informacje o tym, że nowy program ma służyć kurdyfikacji chrześcijan. W rzeczywistości zakładał on wprowadzenie języka asyryjskiego jako wykładowego w klasach zdominowanych przez uczniów asyryjskich. Do programu nauczania postanowiono też wprowadzić elementy kultury i historii asyryjskiej. Partia Baas bowiem, wprawdzie zapewniała chrześcijanom względną wolność religijną ale pod warunkiem arabizacji czyli wyzbycia się etnicznej odrębności asyryjskiej. Protesty związane były natomiast z tym, że świadectwa uzyskane w szkołach nauczających według nowego programu nie były uznawane przez władze Syrii (i w konsekwencji też przez inne kraje). Łatwo było rozwiązać ten problem. Wystarczyłoby, że instytucje edukacyjne z innych krajów podpisały umowy z ministerstwem edukacji NES. Ale to oznaczałoby uznanie polityczne północno-wschodnio-syryjskiej autonomii, na co nikt nie chciał się zdecydować.

W ostatnich dniach października mieszkańcy Tell Tamer i okolic znów rzucili się do ucieczki z miasta. W kościele w tym mieście jak zwykle dzwon zabił jednak o 17.00, a na modlitwę przybyło kilkanaście staruszek. W tym czasie ofensywa dżihadystyczno-turecka coraz bardziej zbliżała się do miasta desperacko odpierana przez chrześcijańskich żołnierzy z Syriackiej Rady Wojskowej (SMC), wchodzącej w skład SDF. Apele do USA by zablokowały niebo dla tureckich dronów i samolotów niestety nie przyniosły skutku. 31 października SDF i SMC uzyskały jednak wsparcie rządowej Syryjskiej Armii Arabskiej (SAA) i wspólnymi siłami udało się przejść do kontrofensywy i odbić kilka wiosek. Los Tell Tammer i tysiąca chrześcijan na tych ziemiach wciąż jednak wisi na włosku.

Zobacz więcej