Raport

Epidemia koronawirusa

Lenin wiecznie żywy. Ekwador na krawędzi wojny domowej

Choć Ekwador ma potężne złoża ropy naftowej, kraj zmaga się z permanentnym kryzysem (fot. PAP/EPA/Jose Jacome)

Wenezuela, Chile, Kolumbia, Nikaragua, Brazylia, Boliwia – lista państw Ameryki Południowej, w których robi się niespokojnie, jest coraz dłuższa. Do tego grona dołączył Ekwador, w którym – żadne zaskoczenie – socjalistyczny sposób kierowania gospodarką okazuje się być niewydajny. W kraju trwają protesty niemal wszystkich grup, od kierowców taksówek po rdzennych mieszkańców. Prezydent Lenin Moreno ani myśli cofać rozporządzenia likwidującego dotacje do paliwa, zamiast tego wprowadził stan wyjątkowy.

Protesty w Ekwadorze. Aresztowano 350 osób

350 osób zostało aresztowanych w ogólnokrajowych protestach w Ekwadorze, będących efektem zniesienia przez rząd tego kraju istniejących przez 40...

zobacz więcej

Obyś żył w ciekawych czasach – głosi starożytne chińskie przysłowie. Obecnie ta mądrość coraz bardziej przypomina przekleństwo. Wojen przybywa w wielu regionach świata, także niedaleko naszej granicy. Dla mediów to korzystna sytuacja, ale ogólny kierunek rozwoju naszej cywilizacji raczej nie napawa optymizmem.

W Ameryce Południowej toczy się wiele nieformalnych konfliktów zbrojnych. Niby obowiązuje pokój, a jednak trwa wojna. Niby zawieszenie broni, a jednak kule latają. Niby politycy podpisują rozejmy, a jednak grupy zbrojne grasują. Niby życie toczy się swoim torem, a jednak ludzie giną.

Ameryka Łacińska jest wyjątkowym regionem na geopolitycznej mapie świata. Stanem naturalnym wydaje się tu być orientacja lewicowa. Kierunek ten obowiązuje już od ponad dwustu lat i jest związany u podstaw z działalnością Simóna Bolívara. Jego ideologia walki wyzwoleńczej spod panowania hiszpańskiego była oparta na europejskiej myśli liberalnej.

Chrystus z karabinem

W żadnym innym miejscu na świecie tak dobrze nie przyjęła się radykalnie lewicowa teologia wyzwolenia. Gorąca krew mieszkańców Ameryki Łacińskiej, żarliwa wiara oraz niesprawiedliwość jako stan permanentny sprawiły, że Jezus Chrystus z karabinem stał się wręcz symbolem niemal całego regionu.

Lewicowość nie jest jednak stanem podstawowym ani permanentnym. W Ameryce Łacińskiej oprócz lewicowych, nigdy nie brakowało także prawicowych dyktatur. Można wysnuć wniosek, że rozwój państw w tym regionie nie jest uzależniony przede wszystkim od zasobów naturalnych czy położenia geograficznego, a od intensywności kursu lewicowego i jego ścierania się z kursem prawicowym, często występującym pod postacią junty wojskowej.

Ostatnie podrygi socjalizmu? Boliwia na rozdrożu

Farmer koki, piłkarz, trębacz, murarz, trzykrotny prezydent Boliwii – kariera zawodowa Evo Moralesa należy do najdziwniejszych, ale i...

zobacz więcej

Położenie geograficzne regionu ma swoje poważne i dość nieoczekiwane konsekwencje na arenie międzynarodowej. O ile ruchy prawicowe zawsze mogły liczyć na przychylność, jeżeli nie na wsparcie, również militarne, Stanów Zjednoczonych, o tyle ruchy lewicowe raczej nie mają mocarstw za patronów. W czasach zimnej wojny Związek Sowiecki był za daleko i jego wpływ na region był co najwyżej pośredni.

Ekspansja innych niż USA mocarstw w tym kierunku następuje dopiero od kilku lat. Podstawą nie jest jednak w tym przypadku wspólnota ideologiczna, a interesy. Amerykę Łacińską upatrzyli sobie w pewnym stopniu już jakiś czas temu Rosjanie, ale ich zasięg jest ograniczony. Na głównego rozgrywającego wyrosły natomiast Chiny, które w wielu zakątkach świata tworzą przyczółki do ekonomicznej ekspansji.

Apetyt na paliwo

Nieposkromiony apetyt szybko rozwijających się Chin na paliwo sprawił, że Pekin inwestuje przede wszystkim w krajach bogatych w ropę naftową. Wystarczyły wielomiliardowe pożyczki i transporty z pomocą humanitarną do pogrążonej w chaosie Wenezueli, by Pekin opanował tamtejszy przemysł wydobywczy, a trzeba pamiętać, że kraj ten dysponuje dwukrotnie większymi zasobami ropy naftowej niż Arabia Saudyjska...

Otwartym pozostaje pytanie, dlatego Waszyngton odpuścił ten strategiczny region. Wydaje się, że to konsekwencja lat zaniedbań, sięgających jeszcze czasów Ronalda Reagana. Główne błędy Stanów Zjednoczonych to odpuszczanie i brak pomysłu. Grzechy te były w zasadzie otwartymi wrotami dla Chińczyków.

To jednak temat na inne rozważania. Dla nas ciekawszym pytaniem jest – choć odpowiedzi możemy się naturalnie domyślać – dlaczego region, który w geologicznej loterii wyciągnął kilka zwycięskich losów, jest w zasadzie skazany na polityczną niestabilność. Szans bowiem na uzdrowienie sytuacji w Wenezueli czy Nikaragui nie ma.

Prezydent Lenin Moreno wprowadził stan wyjątkowy (fot. PAP/EPA/Jose Jacome HANDOUT)

Jak doprowadzić kraj do ruiny. Socjalizm w wykonaniu Maduro

Mogło być eldorado, jest kryzys humanitarny, głód, wysokie bezrobocie, szalejąca hiperinflacja sięgająca milion procent i trwające kolejny rok...

zobacz więcej

W tym przypadku Ekwador nie jest wyjątkiem, ale kraj ten wyróżnia się na tle innych państw w regionie. Idzie swoją drogą, choć gdy za reformy neoliberalne bierze się socjalista, nie trzeba być prorokiem, by przewidzieć fatalne skutki dla mieszkańców.

Gra o tron

Ekwador, jak wszyscy jego sąsiedzi, przeszedł drogę od kolonii, przez krótką radość ze zdobycia niepodległości w 1824 roku, po bycie państwem postkolonialnym ze wszystkimi konsekwencjami, problemami, bolączkami, kompleksami, konfliktami. Perspektywa zysków z eksportu kakao, a później również ropy sprawiła, że wiele podmiotów grało na osłabienie organizmu i przejęcie władzy. Konsekwencje tego są odczuwalne do dziś.

Pierwsza połowa ubiegłego wieku to w zasadzie ciągłe zamachy stanu i rosnące uzależnienie przede wszystkim od Stanów Zjednoczonych. Do tego dochodziły bunty Indian i lokalne wojny z sąsiadami o roponośne tereny. W latach 70. rząd w Quito, ku niezadowoleniu Waszyngtonu, znacjonalizował część amerykańskich aktywów w Ekwadorze i przystąpił do Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), dzięki czemu eksport ropy zaczął przynosić przyzwoite zyski. Oczywiście nie miały one prawie żadnego przełożenia na poprawę sytuacji mieszkańców.

Ponieważ cena ropy naftowej jest papierkiem lakmusowym kondycji światowej gospodarki, mały Ekwador zawsze szczególnie boleśnie odczuwał skutki globalnych kryzysów. Te wywoływały kolejne niepokoje społeczne, które szczególnie przybrały na sile na początku lat 80. W 1992 rok nowo zaprzysiężony prezydent Sixto Duran Ballen wycofał kraj z OPEC po tym, jak organizacja zabroniła Ekwadorowi zwiększenia limitów wydobycia ropy naftowej, stanowiącej jedną trzecią eksportu tego kraju.

Miało być dobrze, skończyło się podwyżkami, dewaluacją waluty i protestami. Na fali niezadowolenia powstała lewicowa partyzantka Grupa Ludowych Kombatantów, która wkrótce zaczęła przeprowadzać zamachy. Wojna domowa czekała tylko na punkt zapalny. Jakimś sposobem udało się jej uniknąć, co jest tym bardziej imponujące, że wkrótce sytuacja jeszcze bardziej się zaogniła.

Prezydent Ekwadoru: Assange wykorzystywał ambasadę w Londynie do szpiegowania

Prezydent Ekwadoru Lenin Moreno oskarżył Juliana Assange'a o próbę wykorzystywania ambasady jego kraju w Londynie jako „centrum do prowadzenia...

zobacz więcej

Tąpnięcie

Tąpnięcie cen ropy na światowych rynkach jak fala rozlało się po Ekwadorze, przynosząc ogromny kryzys, dalszy wzrost bezrobocia, wzrost inflacji oraz serię strajków i demonstracji. Do tego doszedł odpływ inwestycji zagranicznych, co było efektem nieudanych apeli Międzynarodowego Funduszu Walutowego o prywatyzację niektórych sektorów gospodarki.

Wprowadzenie przez prezydenta Jamila Mahuada stanu wyjątkowego zaowocowało tylko przewrotem wojskowym, wprawdzie nieudanym, ale wkrótce prezydent i tak został zmuszony do odejścia. W tym czasie narodowa waluta sucre tak się zdewaluowała, że zastąpiono ją dolarem amerykańskim. W tym przypadku konsekwencji też nie było trudno przewidzieć – ceny poszły w górę, a protesty przybrały na sile. Równia pochyła.

Względną stabilizację przyniosła prezydentura populisty Rafaela Correi (2007-2017), lewicowego ekonomisty, który sposobów na wyjście z kryzysu gospodarczego upatrywał między innymi w niespłacaniu zadłużenia. Z drugiej strony Ekwador pod jego rządami ponownie dołączył do OPEC. Polityk lewicowego ugrupowania Alianza PAIS (Dumna i Suwerenna Ojczyzna), co jest ewenementem w historii Ekwadoru, rządził aż 10 lat i nie pozbawił go władzy nawet bunt wojska i policji z 2010 roku.

Mocną pozycję prezydent zawdzięczał w dużej mierze poparciu najbiedniejszych warstw, zwiększył bowiem wydatki socjalne, w ciągu pięciu lat o przyzwoite 20 proc. Znaczna część z około 17,3-milionowej populacji Ekwadoru żyje w ubóstwie – to głównie ludność tubylcza i rolnicy. Nigdy bowiem nie było przyjęte, żeby zyski ze sprzedaży ropy były przeznaczane w dużej części na pomoc tym grupom.

Wskaźniki przemawiały za skutecznością polityki społecznej prezydenta. W latach 2007-16 względne ubóstwo spadło o 38 proc., a skrajne – o 47 proc. W 2014 roku spadły jednak ceny ropy na światowych rynkach, co natychmiast odbiło się na gospodarce Ekwadoru. Produkt Krajowy Brutto zmniejszył się o 2,2 proc., co jeszcze nie było sytuacją alarmową, ale dzieła zniszczenia dokonały konsekwencje zastąpienie narodowej waluty dolarem.

Wenezuela nie spłaciła pożyczki, Deutsche Bank przejmie jej złoto

Wenezuela nie spłaciła pożyczki zaciągniętej w Deutsche Banku, której zabezpieczeniem było złoto o wartości 750 mln dolarów – podał Bloomberg,...

zobacz więcej

Tylko w wyniku dolaryzacji w 2015 roku Ekwador stracił 7,4 mld dolarów przychodów z eksportu, czyli 7,4 proc. PKB. Wszystko działo się niezależnie od Quito, po prostu wartość dolara wzrosła w latach 2014-16 o 25 proc. Sąsiednie Peru i Kolumbia postawiły na dewaluację swoich walut w celu stymulacji eksportu i nie poniosły aż takich strat. Ekwador – jak później barwnie powiedział Correa – przez dolaryzację popełnił „monetarne samobójstwo”. Jedynym rozwiązaniem było dalsze zapożyczanie się za granicą, czyli w Chinach, zabezpieczeniem jest oczywiście ropa.

Następcą Correi został inny polityk założonego przez niego ugrupowania Alianza PAIS, Lenin Moreno, nazwany tak oczywiście na cześć Włodzimierza Iljicza. Moreno to postać wyróżniająca się wśród światowych przywódców. Porusza się na wózku inwalidzkim, co jest konsekwencją postrzelenia w plecy podczas napadu w centrum handlowym, do którego wybrał się z żoną na zakupy. Podczas rehabilitacji stosował terapię śmiechem i napisał później kilka książek na ten temat, założył też fundację, zajmującą się badaniami i promocją tej osobliwej formy terapii.

Nierozwiązywalne problemy

Doświadczony przez los Moreno zaangażował się w pomoc niepełnosprawnym, za co został nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. W czasach wymuskanych polityków chcących się popisywać sprawnością Moreno potrafił przekonać wyborców i w 2017 roku wygrał wybory. Początkowo cieszył się poparciem sięgającym nawet 70 proc., ale ponieważ kraj zmaga się z nierozwiązywalnymi problemami, po dwóch latach stopniało ono do 30 proc.

Ostatnio karuzela zaczęła się rozkręcać. W kraju trwa permanentny kryzys gospodarczy, prezydent zdecydował się więc na poproszenie MFW o pożyczkę, choć jego gabinet długo zapewniał, że żadne takie rozmowy nie są prowadzone. W ramach negocjacji najpewniej musiał się też zobligować do wycofania azylu politycznego dla Juliana Assange'a, szefa WikiLeaks, który od 2012 roku przebywał na terenie ambasady Ekwadoru w Londynie, co nastąpiło w kwietniu 2019 roku. Fundusz sam z siebie nic nie daje, warunkiem jest przeprowadzanie wyznaczonych reform w duchu neoliberalnym, których niezmiennym skutkiem są wzrost bezrobocia i cięcie wydatków publicznych, najczęściej władze odbierają wtedy środki najsłabszym.

Protesty wybuchły po zniesieniu dopłat do paliwa (fot. PAP/EPA/JOSE JACOME)

Co trzeci mieszkaniec Ameryki Łacińskiej chce emigrować. „Głosują nogami”

Ponad 30 proc. mieszkańców krajów Ameryki Łacińskiej chciałoby z nich wyemigrować, a głównym powodem są: przestępczość, korupcja i obawy przed...

zobacz więcej

Moreno był zmuszony do podporządkowania się i na początku października wydał zarządzenie numer 883, które dało początek ostatnim protestom. W wystąpieniu telewizyjnym prezydent ogłosił, że „uwalnia cenę oleju napędowego i dodatkowo benzyny”. Dotąd, przez ostatnich 40 lat, paliwo było dotowane, co Moreno nazwał „wynaturzeniem” zakłócającym rozwój gospodarki. Wyjaśnił, że państwo przeznacza rocznie ponad 1,3 mld dolarów dolarów na dopłaty do paliw, ale teraz będzie można te pieniądze zaoszczędzić i przeznaczyć na inne cele. Rozporządzenie ma również rozwiązać problem przemytu paliwa.

Konsekwencje były natychmiastowe. 3 października, w ciągu jednego dnia ceny wzrosły od 25 do 120 proc. Za galon benzyny zamiast 1,85 dolara trzeba było płacić już 2,30 dolarów. Jeszcze wyżej podskoczyła cena oleju napędowego – z 1,03 dolara do 2,27 dolara. Wraz z ceną paliwa podrożało w zasadzie wszystko – żywność i wszelkie towary.

Drastyczne decyzje

Paliwo to jedno, MFW nakazał również zreformowanie systemu podatkowego, kodeksu pracy („uwolnienie umów o pracę”), prywatyzację niektórych kluczowych przedsiębiorstw, a także podjęcie szeregu innych drastycznych decyzji, mających wpływ na gospodarkę. Minister gospodarki Richard Martinez twierdzi, że cały pakiet reform podatkowych pozwoli zaoszczędzić około 2,27 mld dolarów rocznie.

Koszty społeczne bez wątpienia będą ogromne, ale nie nam oceniać, czy opłacalne dla 4,2 mld dolarów pożyczki od MFW, z łącznej kwoty 10,2 mld dolarów pożyczonych od zagranicznych podmiotów. Fundusz chce wymuszonymi reformami zobligować władze w Quito do zaciśnięcia pasa, ale też zachęcić zagranicznych inwestorów. Sęk w tym, że to, co jest korzystne dla zagranicznego kapitału, już dla samych Ekwadorczyków – niekoniecznie.

Obecnie kraj znalazł się na krawędzi wojny domowej. Protestują niemal wszyscy – taksówkarze, związkowcy z branży transportowej, handlowcy, ale również studenci czy Indianie. W takich sytuacjach zawsze wracają stare problemy i nie inaczej jest w tym przypadku. Ludność tubylcza domaga się więc zwrotu ziem nadanych reformami junty z lat 60. i 70. i odebranych w 1994 roku. Po stronie Moreno są w zasadzie tylko służby mundurowe i – co powinno dziwić biorąc pod uwagę jego socjalistyczne poglądy – wielki kapitał.

Wenezuela: Patowa sytuacja pomiędzy Guaido a Maduro

Pięć miesięcy po tym, gdy szef opozycyjnego parlamentu wenezuelskiego Juan Guaido ogłosił się tymczasowym prezydentem, został uznany przez pół...

zobacz więcej

Potężna i wpływowa Konfederacja Narodowej Ludności Ekwadoru (Conaie; rdzenna ludność ma zapisane w konstytucji specjalne uprawnienia), ogłosiła, że wprowadza na podległych sobie terytoriach stan wyjątkowy. W oświadczeniu ostrzeżono, że jeżeli siły policyjne i wojskowe będą chciały wprowadzić swoje porządki, wobec mundurowych zostanie zastosowana „sprawiedliwość rdzennej ludności”.

Pierwsza ofiara

Protesty w kraju przybierają na sile. W Quito i we wszystkich większych miastach dochodzi do starć z siłami bezpieczeństwa. Aresztowano setki osób. Zginęło co najmniej 7 soób. Wśród ofiar jest niejaki Raul Chilpe. Mężczyzna brał udział w protestach w prowincji Azuay i został potrącony przez samochód, który starał się przecisnąć przez blokadę zorganizowaną przez demonstrantów. Z powodu blokad lekarzom nie udało się do niego dotrzeć i mężczyzna zmarł.

Prezydent Moreno wprowadził stan wyjątkowy na terenie całego kraju i o ile protesty go nie zmiotą, być może będzie chciał je przeczekać w nadziei, że nie eskalują. Polityk musi umieć czekać. Tę naczelną zasadę z powodzeniem zastosował prezydent Francji Emmanuel Macron przy okazji protestów „żółtych kamizelek”. Moreno chce też udobruchać opinię publiczną pośrednimi krokami. Takim jest ogłoszone opuszczenie przez Ekwador OPEC z dniem 1 stycznia 2020 roku. Resort energii zapewnił, że jest to związane z potrzebą „stabilności finansowej”, choć można się domyślać, że to warunek postawiony przez Chińczyków.

Szacuje się, że zasoby ropy w Ekwadorze to około 8,3 mld baryłek. W ubiegłym roku produkcja wynosiła 517 tys. baryłek dziennie. Od przyszłego roku powinna się ona zatem zwiększyć. Na ponowne dotowanie paliwa mieszkańcy raczej nie mają co liczyć, ale przyszłość Moreno może zależeć też od tego, czy dodatkowe zyski zostaną przeznaczone na pomoc najuboższym i inne mechanizmy wsparcia dla przedsiębiorców tracących na cofnięciu dotacji.

Prezydent Moreno powinien też modlić się o umiarkowanie mocny kurs dolara i wzrost cen ropy na światowych rynkach. Bez tego Ekwador czeka zapaść gospodarcza. Zresztą już teraz sytuacja jest tak trudna, że kuracja śmiechem może okazać się niewystarczająca.

źródło:
Zobacz więcej