Wojna o narkotunele

Niektóre tunele to inżynieryjne arcydzieła (fot. arch.PAP/EPA/Alfonso Rochin)

Wyrok dożywocia i odsiadka w więzieniu supermax Joaquina „El Chapo” Guzmana to ogromny sukces w walce z narkotykami. Być może największy od likwidacji Pablo Escobara. Wojny domowej w Meksyku to jednak nie zakończyło, bo też nie mogło. Ona jest jak hydra. Rozgorzała na innym odcinku frontu i kraj ten coraz bardziej pogrąża się w jej odmętach. Dziesiątki tysięcy osób giną dla zysku z narkotyków szmuglowanych do USA. Walki toczą się m.in. o najbezpieczniejszy szlak przerzutowy – tunele pod granicą.

Ponad sto worków z ludzkimi szczątkami. Makabryczne odkrycie w studni

Naukowcom z Meksyku udało się zidentyfikować 44 ciała odnalezione w studni w stanie Jalisco. Odkryte niedawno na obrzeżach miasta Guadalajara...

zobacz więcej

Meksyk należy do państw rozwijających się, ale ma jedną z najważniejszych gospodarek na świecie. W swoim regionie wręcz kluczową – stanowi bowiem podstawowe zaopatrzenie Stanów Zjednoczonych w tanią siłę roboczą. Równolegle rozwija się eksport niemający porównania z żadnym innym miejscem na Ziemi – gigantyczny przemyt narkotyków. Jego wartość to setki miliardów dolarów rocznie.

W Meksyku wytwarza się przede wszystkim marihuanę, metamfetaminę oraz heroinę, które zalewają USA. Trafiają tu również tranzytem narkotyki – głównie kokaina – z Ameryki Południowej. Kraj ten pełni także funkcję centrum logistycznego w przemycie nielegalnych substancji przez granicę. Gwarantuje więc ogromne pieniądze, które nie służą jednak poprawie zamożności społeczeństwa. Nie przekładają się one również na poprawę infrastruktury.

Brudne pieniądze

Brudne pieniądze gwarantują jedynie stały wzrost przemocy, z którą nie da się wygrać. Za jej gwałtowny rozwój w ostatnich latach odpowiadał przede wszystkim Guzman, który narkotykowy biznes znał jak mało kto. Pochodzi z biednej wioski La Tuna w stanie Sinaloa i od najmłodszych lat miał kontakt z przestępczym procederem wymuszonym trudną sytuację ekonomiczną.

Ojciec uprawiał mak, niezbędny do produkcji opium i heroiny. Produktami handlował jego wuj, przy którym mały Joaqin uczył się przestępczego rzemiosła. W wieku 15 lat założył pierwszą własną plantację marihuany, a do pracy zatrudnił kuzynów. Po śmierci wujka dołączył do rozbitego, niewielkiego Kartelu Gallardo, który jeszcze przetrzebił, żeby stać się bossem.

Guzman nie nauczył się czytać i pisać, ale posiadł wiedzę ważną w przestępczym procederze – nie zatrzymywać się i terroryzować. Kolejnym etapem było przejęcie Kartelu Sinaloa, z którego stopniowo stworzył najgroźniejszą organizację przestępczą na świecie. Żadna jakuza, triady, Mara Salvatrucha, mafia sycylijska czy sołncewska nie mogła się z nią równać pod względem przemocy i wpływów na gospodarkę.

Bitwa o Tepalcatepec. Jest wiele ofiar szturmu kartelu

Co najmniej dziewięć osób zginęło w ataku członków kartelu CJNG na konkurencyjny Cartel del Abuelo. Wcześniej członkowie CJNG złożyli obietnicę, że...

zobacz więcej

W szczytowym okresie pracowało dla niego przeszło pół miliona osób i był najwyższą instancją na obszarze 40 tys. km kwadratowych, czyli równym jednej ósmej powierzchni Polski. Z majątkiem szacowanym na 10 do 13 mld dolarów trafił nawet na listę najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes”.

Zaostrzony rygor

Wzrost znaczenia oznaczał nieuchronnie rywalizację z innymi kartelami i nieprzychylność służb. W 1993 roku „El Chapo” przeżył zamach na swoje życie, a potem trafił do Punta Grande – więzienia o zaostrzonym rygorze. Zaostrzony rygor był, ale dla innych osadzonych. „El Chapo” kontrolował zza krat swoje imperium, dostawał alkohol, sprowadzano mu luksusowe prostytutki. Opornym strażnikom wystarczyło pokazać zdjęcia ich rodzin.

Sielanka skończyła się w 2001 roku gdy amerykański Sąd Najwyższy wystąpił o ekstradycję Guzmana. Nazajutrz boss uciekł z więzienia. Oficjalnie – wyjechał z celi i zakładu w wózku z brudnym ubraniem. Zabawa ze służbami w kotka i myszkę trwała do lutego 2014 roku, gdy przywódca Kartelu Sinaloa ponownie wpadł.

Tym razem trafił do zakładu w mieście Almoloya de Juarez, ale nie miał zamiaru czekać na ekstradycję do USA. Gdy prawnicy toczyli swoją batalię, ludzie Guzmana wykopali 10 metrów pod ziemią półtorakilometrowy tunel, wysoki na 170 cm, w którym ułożono tory dla motocykla. Guzman ponownie odjechał w siną dal, ale wpadł już w styczniu 2015 roku podczas bitwy w mieście Los Mochis w swym rodzinnym stanie Sinaloa. Bitwy, bo przeciwko gangsterowi wysłano piechotę morską. W strzelaninie zginęło co najmniej 10 członków kartelu.

Joaquin „El Chapo” Guzman dorobił się wielomiliardowej fortuny (fot. DEA)

Kartel zbudował „metro” do przemytu narkotyków

Meksykańskie służby odkryły wyjątkowy tunel, mający służyć kartelowi do przemytu narkotyków. Prowadzi do amerykańskiego stanu Kalifornia, ma...

zobacz więcej

Tym razem „El Chapo” uciec już nie mógł. W maju 2016 roku władze Meksyku potwierdziły, że zgodzą się na ekstradycję Guzmana do USA. Początkowo prezydent Enrique Pena Nieto sprzeciwiał się temu pomysłowi, nie chciał podpaść królowi podziemia, ale później musiał wyrazić zgodę. Sędzia Vicente Bermudez Zacarias, który odrzucił apelację w sprawie Guzmana, zginął zastrzelony podczas joggingu.

Brutalna siła

W styczniu 2017 roku gangster został przekazany USA. Po zaledwie trzymiesięcznym procesie, który śledził cały świat, sąd uznał, że Kartel Sinaloa przerzucał z Meksyku do Stanów Zjednoczonych warte miliardy dolarów heroinę, kokainę, metamfetaminę i marihuanę. Świadkowie zeznawali o wielomilionowych łapówkach wypłacanych meksykańskim urzędnikom na wysokim szczeblu. Opowiadali, że Guzman rozkazywał, a czasem sam brał udział w torturowaniu i mordowaniu ludzi uznanych za wrogów kartelu, którego proceder oparty był na „brutalnej sile i zastraszaniu”.

Gdy w lipcu tego roku sąd w Nowym Jorku skazał Guzmana na dożywocie za handel narkotykami i pranie pieniędzy oraz dodatkowo na 30 lat więzienia za nielegalne posiadanie broni stało się jasne, że wojna domowa w Meksyku osiągnie niespotykany wcześniej poziom. Już po jego ostatnim zatrzymaniu statystki zabójstw poszybowały.

W lipcu meksykański Sekretariat Bezpieczeństwa i Ochrony Obywateli przedstawił dane, z których wynika, że w pierwszej połowie tego roku zostało zabitych 17 065 osób, co daje średnią około 94 zabójstw dziennie. Tylko w czerwcu zamordowano ponad 3 tys. osób. Od 2006 roku konflikt pochłonął życie już ponad 200 tys. osób.

Przemiana w zasadzie całego Meksyku w pole bitwy to efekt rywalizacji stronnictw walczących między innymi o być może największy wkład „El Chapo” w przemyt narkotyków – tunele pod granicą z USA. Śledczy uznali, że cenne szlaki przerzutowe odziedziczył jego syn Jesus Alfredo Guzman Salazar. Choć „Alfredillo” wychowywał się obserwując, jak powstaje imperium, sam nie ma energii ojca i obecnie Kartel Sinaloa traci wpływy.

Odkryto tunel do przemytu narkotyków. Łączy KFC w Arizonie z Meksykiem [WIDEO]

Amerykańscy śledczy odkryli tajny tunel narkotykowy prowadzący z budynku zajmowanego niegdyś przez restaurację KFC w stanie Arizona do sypialni...

zobacz więcej

Beczki z kwasem

Guzman junior nie ma szans, żeby stać się numerem jeden w przestępczym półświatku Meksyku. O tym, jak autorytet jego ojca niewiele znaczy świadczy incydent z 2016 roku gdy „Alfredillo” został porwany wraz z pięcioma członkami Kartelu Sinaloa przez sicarios z Nowej Generacji Kartelu z Jalisco (CJNG). Jeńców wypuszczono, gdyż porwanie miało przede wszystkim pokazać, że teraz rządzi CJNG Nemesia Oseguery Cervantesa. Podczas następnego spotkania z ludźmi „El Mencho” syn Guzmana może po torturach skończyć w beczce z kwasem.

Właśnie niewyobrażalne okrucieństwo jest znakiem rozpoznawczym kartelu Cervantesa i nadało nowe oblicze wojnie domowej w Meksyku. W połowie września w studni w stanie Jalisco odnaleziono zmasakrowane szczątki 44 ofiar. Były ukryte w workach. W sierpniu władze poinformowały o odnalezieniu ponad 3 tys. grobów, w których było niemal 5 tys. ciał. To wciąż jednak tylko ułamek z listy zaginionych w ostatnich latach.

Meksykańska ziemia skrywa nie tylko ciała w nieoznakowanych grobach, ale także źródło wielomiliardowych zysków dla karteli. Tunele wykopane pod granicą to obecnie najbezpieczniejsza i najbardziej pożądana przez gangsterów metoda szmuglowania narkotyków do Stanów Zjednoczonych.

Przejścia graniczne są obstawione, choć tamtędy oczywiście również jest przemycana kontrabanda. Inna metoda to łodzie, ale straż przybrzeżna nie śpi. Poza tym łodzie stwarzają poważne ograniczenie geograficzne – zawężają pole manewru do Oceanu Spokojnego i Zatoki Meksykańskiej. Tunele można natomiast kopać niemal pod całą liczącą ponad 3,3 tys. km granicą. W żaden sposób nie zaszkodzi im stawiany przez administrację Donalda Trumpa mur, który z założenia ma powstrzymywać przemyt narkotyków i ludzi.

Tunele pod granicą to najbezpieczniejsza metoda szmuglowania narkotyków do USA (fot. Army.mil/Sgt. 1st Class Gordon Hyde)

„El Mencho” znaczy śmierć. Meksyk w odmętach wojny domowej

Ciała rozpuszczane w kwasie, zwłoki wywieszane na wiaduktach z wiadomościami od karteli, głowy poniewierające się po ulicach, brutalne morderstwa...

zobacz więcej

Pan tuneli

Inżynierowie pracujący dla kartelu – często kuszeni pieniędzmi, ale też po prostu szantażowani – mają ogromne pole do popisu. Niektórzy to mistrzowie w swoim fachu. Guzman, obwołany w przeszłości „panem tuneli”, potrafił wysłać grupę specjalistów do Niemiec na studia z zakresu budowy takich konstrukcji. Właśnie oni przygotowali tunel, przez który uciekł z więzienia Los Mochis w 2014 roku. Wejście było pod prysznicem, dla bossa przygotowano m.in. schody, oświetlenie i motocykl.

Niektóre tunele to prawdziwe perełki inżynierii, ale takie, których żadna postronna osoba ma nigdy nie oglądać. Niektóre mają windy, oświetlenie z energii pochodzącej z paneli słonecznych, systemy wentylacji czy pompy odprowadzające wszelką wodę.

Wejścia do nich są zwykle w miejscach, w których nikt by się tego nie spodziewał i gdzie służbom nie chciało by się szukać. A to w jakimś zwyczajnym domu, a to w jakimś warsztacie samochodowym na odludziu, w którym ruch aut nie wzbudza podejrzeń, ale także choćby w barach. Często tunele mają swój początek i koniec w centrach miast, w tłumie łatwiej jest się bowiem ukryć.

Przestępcy nierzadko długimi miesiącami przygotowują się do wykopania tunelu. Podstawione firmy wykupują ziemie, na których mają być ukryte wejścia, organizują lipne interesy, żeby były przykrywką dla właściwej inwestycji. Inwestycji faktycznie drogiej, eksperci szacują bowiem, że w zależności od długości, złożoności czy materiału, który trzeba przebić, koszt niektórych tuneli może sięgnąć nawet 2 mln dolarów.

Kwota ogromna, ale trzeba pamiętać, że raz uruchomiony szlak będzie przynosił grube miliony, dziesiątki milionów dolarów. Apetyt Amerykanów na narkotyki stale bowiem rośnie. – Kartel Sinaloa jest głównym budowniczym wyrafinowanych tuneli. Narkotunele są warte tyle, ile ważą w złocie – przyznał w rozmowie z magazynem „InSight Crime” Mike Vigil, były dyrektor ds. międzynarodowych operacji DEA, amerykańskiej federalnej agencji zajmującej się zwalczaniem narkotyków.

Ale Meksyk! Zbudowali tunel pod granicą do przemytu marihuany

Po raz pierwszy meksykańscy przemytnicy narkotyków kupili ziemię po amerykańskiej stronie granicy, by wybudować tam wyjście z 400-metrowego tunelu....

zobacz więcej

Służbom co jakiś czas udaje się namierzyć taką podziemną konstrukcję. Niektóre robią wrażenie nawet na najbardziej doświadczonych śledczych. W 2016 roku zlikwidowano w San Diego tunel o długości aż 2600 metrów, zwykle mają one jednak po kilkaset metrów. Zdarza się, że kartele wykorzystują je również do przemytu nielegalnych imigrantów z Meksyku, Ameryki Środkowej i Południowej czy Chin, ale raczej unika się sytuacji, w których o przeprawie wiedzą postronne osoby.

Topór wojenny

Nikt nie wie, ile tuneli funkcjonuje pod granicą. Kilkadziesiąt? Kilkaset? Nie jest to wiedza, którą kartele chętnie się dzielą. Z drugiej strony wiadomo, że organizacje potrafią czasem zakopać topór wojenny i współpracować przy przemycie narkotyków. Czasem władze kartelu, który wybudował tunel wolą wynajmować go konkurentom za gotówkę albo procent od sprzedaży narkotyków po drugiej stronie granicy.

W przypadku transportu na przykład kokainy z Kolumbii bardziej się opłaca odpalić działkę konkurencji i mieć zagwarantowane bezpieczeństwo dostawy niż ryzykować, że produkt zostanie namierzony na przejściu granicznym. Z nierzadko tysięcy kilometrów, które pokonują narkotyki z Ameryki Środkowej i Południowej, zawsze najtrudniejszy jest ten ostatni.

Przykłady współpracy należą jednak do wyjątków. Wojna toczy się na całego. Na porządku dziennym są porwania i zabójstwa. Nie tylko zresztą przestępców należących do wrogich organizacji. Kartele, jakby się umówiły, stosują terror także wobec cywilów. Celem są najsłabsi – kobiety, narkomani, ale też przypadkowe osoby. Chodzi o to, żeby zasiać strach i pokazać, że gangi – CJNG, Kartel Sinaloa, Kartel z Zatoki, Los Zetas czy Kartel z Juarez i inne – mają władzę absolutną.

Narkotyki to jeden z głównych towarów eksportowych Meksyku (fot. US Coast Guard)

Masakra w barze. Nie żyje kilkanaście osób

13 osób zginęło w barze mieście Minatitlan w meksykańskim stanie Veracruz, gdy napastnicy wpadli do lokalu i zaczęli strzelać. Media wskazują, że...

zobacz więcej

Stronami w konflikcie są również policja oraz wojsko. W stanach Tamaulipas, Chihuahua, Sonora czy Sinaloa, gdzie toczą się najcięższe walki, trudno nawet orzec, po której stronie prawa stoją służby mundurowe. Zdarza się, że całe posterunki są zastraszane bądź opłacane przez kartele.

Na własną rękę

Funkcjonariusze potrafią też w działać na własną rękę. Tak było choćby 26 września 2014 roku, gdy studenci z miasta Ayotzinapa w stanie Guerrero udali się na demonstrację do pobliskiej Iguali. W drodze powrotnej autobusy, którymi wracali, zostały ostrzelane przez policję. Mundurowi twierdzili, że podjęli takie działania po informacji o porwaniu autobusów.

Podczas strzelaniny zginęło pięć osób, w tym trzech studentów. Dwóch poniosło śmierć od broni palnej, ale już trzeci został skatowany na śmierć i odnaleziony później w pobliżu miejsca zdarzenia. Pozostali przy życiu studenci przekonywali, że żadne porwanie nie miało miejsca, a kierowcy dobrowolnie zgodzili się ich podwieźć. Wkrótce kontakt ze studentami się urwał. Do dziś los 43 osób pozostaje nieznany. Nie ma ciał, nie ma winnych.

Pięć lat po tej niewyjaśnionej masakrze prokurator generalny ogłosił wznowienie śledztwa. Prezydent Andrés Manuel López Obrador stwierdził, że sprawa stanowi „otwartą ranę” na ciele Meksyku i powinna zostać dogłębnie wyjaśniona.

Bez cienia przesady można powiedzieć, że całe pogranicze i północna część kraju jest taką otwartą raną. W tym przypadku żaden lekarz nie pomoże – szans na jej zagojenie nie ma absolutnie żadnych. Dopóki Amerykanie nie przestaną zażywać narkotyków albo nie skończą się paliwa kopalne – kradzieże benzyny to również jedno z głównych źródeł dochodów karteli – tak długo wojna domowa w Meksyku będzie przybierała na sile.

źródło:
Zobacz więcej