– Znam osoby, które sprzedawały samochody, zadłużały się w bankach, bo lekarze powiedzieli, że jedyną szansą na posiadanie własnego dziecka jest dla nich in vitro. Nie myślałem o tym, by rozpętać dyskusję polityczną, światopoglądową, po prostu chciałem znaleźć sposób, by pomóc ludziom – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Krzysztof Matyaszczyk, prezydent Częstochowy – pierwszego miasta w Polsce, w którym radni uchwalili budżet zakładający dofinansowywanie zabiegów in vitro.
„Hańba, zdrada”, jak krzyczeli jedni, czy promyk nadziei dla mieszkańców Częstochowy borykających się z problemem „in vitro”, jak mówią inni? Czym jest pańska inicjatywa przegłosowana przez częstochowskich radnych?
Nie komentuję tego, co na ten temat mówią ludzie. Mnie interesuje fakt, że mój wniosek dotyczący budżetu, chęć pomagania mieszkańcom miasta w ich walce o posiadanie dziecka, znalazł poparcie radnych. Mamy 110 tysięcy złotych na dofinansowanie zabiegów in vitro. Mam też nadzieję, że dzięki temu Częstochowianie będą mieć poczucie, że mieszkają w mieście, które jest w stanie zatroszczyć się o potrzeby swoich mieszkańców.
To co jeszcze robicie innego ważnego, by mieszkańcy czuli się tak dobrze? Na co znaleźliście pieniądze?
Zapewnimy szczepionki dla przedszkolaków przeciwko grypie. Wiadomo, jeden przedszkolak chory może rozłożyć całą grupę, a wtedy rodzice muszą brać wolne, by móc opiekować się dzieckiem. Planujemy także badania przesiewowe, szczepionki na HPV, programy skierowane do osób starszych, place rekreacji ruchowej dla seniorów. Pomysłów, dzięki którym chcemy pokazywać, że myślimy o mieszkańcach jest więcej. Tyle tylko, że w mediach najgłośniej jest o in vitro.
Ale to akurat chyba Pana nie dziwi? Musieliście się spodziewać, że właśnie tak się stanie, tym bardziej w kontekście tej ogólnonarodowej dyskusji dotyczącej samego in vitro i finansowania tej procedury.
Miałem wiedzę, jaki to jest problem dla małżeństw. Znam osoby, które sprzedawały samochody, zadłużały się w bankach, bo lekarze powiedzieli, że jedyną szansą na posiadanie własnego dziecka jest dla nich in vitro. Stąd ten pomysł, stąd mój wniosek. Nie myślałem o tym, by rozpętać dyskusję polityczną, światopoglądową, po prostu chciałem znaleźć sposób, by pomóc takim ludziom.
Czy to nie utopia?
In vitro jest ogólnie uznaną w Polsce, i pod kątem prawnym, i pod kątem medycznym metodą, którą się często stosuje. Jedyny problem polega na tym, że jest to droga opcja, nie wszystkich na nią stać. Skoro więc jest to metoda dopuszczona, nie rozpoczynajmy dyskusji w sposób, który niektórzy próbują nam narzucić. Jeśli ktoś jest przeciwnikiem in vitro, niech doprowadzi do sytuacji, w której ta metoda będzie prawnie zakazana w Polsce. My zrobiliśmy swoje.
„
Nie będziemy refundować, a jedynie dofinansowywać zabiegi dla osób, które mają udokumentowane leczenie bezpłodności, a także fakt, że inne metody nie zadziałały
”
To jak odpowiada pan swoim krytykom, którzy zarzucają, że 110 tysięcy złotych z budżetu miasta można było wydać na zupełnie inne cele, niż dofinansowywanie metody leczenia bezpłodności, która i tak nie daje 100 procent szans na powodzenie. Przecież nie ma pewności, że dzięki konkretnej próbie urodzi się dziecko. A 110 tysięcy złotych na zbyt wiele prób przecież nie starczy.
Pamiętajmy, że nie będziemy refundować, a jedynie dofinansowywać zabiegi dla osób, które mają udokumentowane leczenie bezpłodności, a także fakt, że inne metody nie zadziałały.
Poza tym to jest bardzo dobre dla samorządu. Częstochowa jest miastem, zresztą jest wiele takich miast w Polsce, w którym wskaźnik przyrostu naturalnego jest ujemny. A my pokazujemy, że zależy nam na nowych mieszkańcach i dlatego chcemy pomagać obecnym. Poza tym pokazujemy, że warto być Częstochowianinem, warto tu mieszkać, mieć meldunek, bo częstochowski samorząd opiekuje się swoimi mieszkańcami, próbuje ich wspierać w rozwiązywaniu różnych problemów.
Właśnie, chodzi o to, że to jedynie próba pomocy, a nie recepta na „demograficzny” sukces.
Oczywiście kwota nie wyczerpie pewnie całego zapotrzebowania, ale robimy to także po to, by zobaczyć, jak duże jest zainteresowanie. Jeżeli wnioskowałbym o przeznaczenie na in vitro miliona złotych, ktoś spytałby, dlaczego tak dużo. Zarzucano by mi, że otwieram sobie furtkę, by te pieniądze w budżecie zawrzeć i móc wydawać na inne cele. Tymczasem sprawdzimy, ile osób zgłosi się z problemem, opracujemy procedury przyznawania środków, a dopiero później będziemy rozważać, czy uwzględniać w budżecie większe kwoty.
Można powiedzieć, że jest to program pilotażowy.
Pewnie przegląda Pan fora internetowe. Tam pojawia się kilka problemów, wątpliwości. Po pierwsze ludzie chcą meldować się w Częstochowie, by móc ubiegać się o dofinansowanie. Po drugie trzeba przyznać, że rozbudziliście nadzieje naprawdę wielu małżeństw. Ludzie dopytują się, jakie będą kryteria, już chcą zbierać dokumenty. Ja sama rozmawiałam z dwoma parami, które bardzo chciałyby wiedzieć, co muszą zrobić, by pieniądze na in vitro dostać. A więc zawrzało… Bardzo cieszę się, że Polacy chcą być mieszkańcami Częstochowy. O to także chodziło, jeśli więc jest tak, jak pani mówi – efekt osiągnęliśmy. Jak to dalej będzie wyglądało? Już zostały wydane odpowiednie dyspozycje, pracujemy nad tym, by powołać zespół, który opracuje zasady, regulamin przyznawania pomocy. W skład tego zespołu będą wchodzić autorytety, nazwisk na razie nie chcę jednak ujawniać. Ci ludzi ustalą jak jasno i transparentnie określić, kto, na jakich zasadach będzie mógł skorzystać z pomocy, którą radni w budżecie poparli. Dla mnie najważniejsze jest, by była chęć rozwiązania problemu. Z mojej strony taka chęć jest, mam do tego także mechanizmy, mam prawników, lekarzy, którzy mi w tym pomogą.
Ktoś mógłby powiedzieć, że nie mamy ustawowego umocowania naszych działań ws. in vitro. Ale nie ma też ustawy na to, by np. refundować szczepionki przeciw grypie dla przedszkolaków. I jakoś nikt się nie burzy, że takie szczepionki też chcemy zapewniać.
Rozumiem, że kryterium dochodu na rodzinę będzie najistotniejsze?
Głównym kryterium będzie oczywiście wskazanie medyczne, fakt, że wszelkie inne metody walki z bezpłodnością zostały wykorzystane. Reszta kryteriów będzie zależała od zainteresowania. Jeśli nie będzie ono duże, nie musimy wprowadzać dodatkowych progów. Każda para, która się zgłosi dostanie dofinansowanie. Jeśli zaś zainteresowanie będzie ogromne, przewyższające nasze możliwości finansowe – będziemy musieli wprowadzić dodatkowe progi.
Już dzisiaj moglibyśmy się założyć, że raczej będziecie to ten drugi wariant…
Ale pamiętajmy, że to będzie jedynie współfinansowanie. Te pary będą musiały wyłożyć część kwoty z własnej kieszeni. To też jest bardzo istotne.
Już udzielał Pan rad dotyczących dofinansowywania in vitro prezydentom innych miast?
Samorządowcy dzwonili do mnie i pytali, jak chcę to zrobić. Ja im odpowiadałem, że najpierw chcę wiedzieć, czy jest wola zarezerwowania na ten cel środków, inaczej nie mógłbym wydawać publicznych pieniędzy. Skoro dzisiaj mam zabezpieczone w budżecie 110 tysięcy złotych na ten cel, mam mandat, by go realizować.
Co w takim razie z terminami, pojawiały się bowiem informacje, że pierwsze małżeństwa będą mogły starać się o dofinansowanie już w marcu. To prawda?
To są jedynie spekulacje. Nie ma terminu takiego, który chciałbym dzisiaj podać. My zaczynamy od zera, nie mamy możliwości „ściągnięcia” uchwały, regulaminu już istniejącego od innego samorządu w Polsce. Nie chcę obiecywać ludziom „terminów”. Doprowadźmy do tego, by powstała dobra komisja, dobry regulamin i dobrze, sprawiedliwie podzielimy środki wśród potrzebujących.
Kto ma wejść w skład komisji rozpatrującej wnioski. To będą ludzie z magistratu, czy osoby z zewnątrz? Chcemy, by byli i urzędnicy, i autorytety.
Pojawiły się już głosy konstytucjonalistów, którzy obawiają się, iż Częstochowa wprowadzająca „swoje prawo” dotyczące in vitro – stanie się taką enklawą. Że ta sytuacja będzie generowała podziały społeczne. Jak Pan na takie zarzuty „tworzenia swojego prawa” odpowiada?
To jest problem, który powinny rozwiązywać władze centralne, ministerstwo zdrowia. Ja jestem prezydentem Częstochowy i o mieszkańców miasta chcę dbać. Jeżeli uda się wypracować sposoby na rozwiązanie tej trudnej sytuacji u nas w mieście, być może skorzystają na tym również inne samorządy, ministerstwo i być może uda się rozwiązać problem in vitro globalnie.
Dzisiaj nie wiem jednak, jak rozwiązywać go globalnie, nie zajmuję się tym. Ale skoro mam możliwość dofinansowania in vitro u siebie w mieście i do tego wiem, że jest to działanie prorozwojowe, robię to.
A ze względu na swoje zaplecze polityczne cieszy się Pan, że to właśnie w Częstochowie, pod Jasną Górą udało się uchwalić budżet, w którym przewidziano wydatki na in vitro? Myśli Pan, że za częstochowskim przykładem pójdą inne miasta? To chyba byłoby ważne w kontekście prac nad ustawą. Nie bez przyczyny posłem sprawozdawcą projektu ustawy o in vitro autorstwa SLD jest poseł właśnie z Częstochowy, Marek Balt. „
Chciałbym za rok, czy dwa spojrzeć na dzieciaki, które dzięki naszemu pomysłowi przyszły na świat. O tym, czy miałbym być ojcem chrzestnym nawet nie myślałem. To indywidualna, osobista sprawa, pewnie rodzice będą mieć zresztą kogoś bliższego, z najbliższej rodziny…
”
Tak się stało, że pracując w komisji zdrowia dostał projekt dotyczący in vitro. Podkreślam raz jeszcze, że wnioskując nie myślałem o względach światopoglądowych, czy politycznych.
Nie spodziewałem się, że sprawa in vitro wywoła aż tak duże zainteresowanie. Ale to pokazuje, że dobrze identyfikujemy potrzeby mieszkańców – nie tylko Częstochowy. To pomoże w pokazaniu, jaka jest skala problemu. To nie jest temat zastępczy odgrzewany w okolicach wyborów, ale problem dotyczący wielu osób, problem, który jak najszybciej należy rozwiązać.
W takim razie, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i za kilkanaście miesięcy w Pana gabinecie pojawią się rodzice dziecka urodzonego dzięki dofinansowaniu in vitro – zgodzi się Pan zostać jego ojcem chrzestnym?
Chciałbym za rok, czy dwa spojrzeć na dzieciaki, które dzięki naszemu pomysłowi przyszły na świat. O tym, czy miałbym być ojcem chrzestnym nawet nie myślałem. To indywidualna, osobista sprawa, pewnie rodzice będą mieć zresztą kogoś bliższego, z najbliższej rodziny… Aczkolwiek cywilnego ślubu jednej parze już udzielałem, bardzo chcieli, bym to ja właśnie w takiej roli uczestniczył w tym ważnym dla nich dniu (śmiech).