Strona główna » Opinie » Wywiady
Jacek Santorski

W prokuraturze oglądaliśmy reality show

Autor: Paulina Socha-Jakubowska
  • A
  • A
  • A
12:24
12.01.2012
– Musimy znów z troską pochylić się nad kondycją naszego państwa. W poznańskiej prokuraturze wojskowej odbyło się bowiem coś, co nosi raczej znamiona reality show, niż zdarzenia, które można przypisać poważnej i odpowiedzialnej instytucji – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Jacek Santorski, psycholog społeczny, zdrowia i biznesu.
foto
Jacek Santorski (fot.PAP/Radek Pietruszka)
16 stycznia czeka nas Blue Monday, czyli podobno najbardziej depresyjny dzień w roku, „wymyślony” przez brytyjskiego psychologa. Czy Polacy powinni się nim w ogóle przejmować? Czy nas wyliczenia dotyczące wyspiarskiego Blue Monday tak naprawdę obowiązują?

Brytyjski psycholog Cliff Arnall wykazał matematycznie, że kolejny miesiąc krótkich dni, debet na koncie po świątecznych zakupach, wyzwania w nadchodzącym roku, sylwestrowe postanowienia, których trudno dotrzymać, mogą generować depresję. Blue Monday stał się obiegowym pojęciem anglosaskiej kultury. Do nas takie zjawiska docierają selektywnie i z opóźnieniem. Walentynki się przyjęły, ale już z dynie na Halloween tak sobie... Managerowie i lekarze, z którymi pracuję nic o Blue Monday nie mówią, a jakie są Pani obserwacje?

U znajomych obaw związanych z najbardziej depresyjnym poniedziałkiem roku nie zauważyłam. Przypuszczam, że wiele osób w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że istnieje coś takiego, jak Blue Monday. Ludzie dowiadują się o nim, gdy sięgają po gazety bombardujące tytułami „Uwaga! Dziś najgorszy dzień w roku”. Czy ktoś, kto ma akurat cięższe chwile, jest podatny na takie sugestie?

Tego rodzaju prognozy i zapowiedzi mogą kształtować nasze nieświadome nastawienie. Faktem jest, że człowiek „bardziej dostaje to, czego oczekuje niż to czego potrzebuje". Ale siła takich przepowiedni jest mocniejsza, gdy wywodzi się z naszej „niszy" geograficznej i kulturowej. Mieliśmy kiedyś Ojca Klimuszkę, zielarza i wizjonera, którego przepowiedniami przejmowaliśmy się wszyscy. Koniec świata według kalendarza Majów mniej na nas oddziałuje. To nie nasza narracja.

A czym żyją dziś Polacy? Gdyby miał Pan postawić diagnozę, na podstawie rozmów ze swoimi klientami, partnerami, czy jesteśmy w dobrej kondycji psychicznej?

Poza nielicznymi wyjątkami, do których należą przede wszystkim ludzie biznesu, większość Polaków jest bardziej skłonna rozpatrywać to, co się stało niż to, co nas czeka i co możemy zrobić. O czym na co dzień rozmawiamy? O tym, co robią ludzie przeciwko ludziom. Obgadujemy znajomych i oceniamy osoby publiczne. Oczywiście większość jest beznadziejna. Potem przechodzimy do rozpatrywania, kto, co komu zrobił, kto jest winny, a jeżeli coś dobrze wygląda, to kto ma w tym interes, jaka ukryta agenda za tym stoi. Paradoksalnie rozważania takie, choć nie malują uśmiechów na naszych twarzach, to w pewnym sensie „podnoszą nas" na duchu, bo do wniosku, że sami też jesteśmy beznadziejni, dochodzimy jednak rzadziej.

Dlatego jest mało prawdopodobne, aby psychologiczna refleksja nad zjawiskiem Blue Monday odnośnie najbliższego poniedziałku, zdominowała nasze rozmowy w ten weekend.

Tym bardziej, że my Polacy już mieliśmy swój „paskudny poniedziałek” w tym tygodniu, gdy prokurator Mikołaj Przybył w trakcie konferencji prasowej próbował odebrać sobie życie. Choć i co do tego, czy była to próba samobójcza, już teraz nie można mieć pewności…
Myślę, że Pan pułkownik jawi się teraz przede wszystkim jako postać tragiczna. Prawdopodobne jest oczywiście uproszczenie, że jeśli te zdarzenia w prokuraturze wpiszemy w scenariusz tragedii greckiej, gdzie mamy trzy role - ofiary, prześladowcy i wybawiciela/bohatera, to różne osoby i różne środowiska mogą znaleźć argumenty, żeby obsadzić pana Przybyła w każdej z tych ról
Tak, to tragiczne zdarzenie rzeczywiście wpisuje się w naszą poetykę. Zwłaszcza, że wieloznaczność sytuacji aż zaprasza do jałowych spekulacji, kto co komu zrobił i kto jest winny. W ogóle mieliśmy kilka trudnych tygodni. Zamieszanie wokół refundacji, które bezpośrednio przekłada się na poczucie bezpieczeństwa w sferze zdrowia i stanu naszych portfeli, a do tego jeszcze znaleźli się bezinteresowni „demaskatorzy", którzy zabrali się w ostatnią niedzielę do gaszenia światełka do nieba wysyłanego przez Jurka Owsiaka, w imię oczywiście słusznej sprawy…

Zanim dopytam o Jurka Owsiaka, chciałabym się dowiedzieć, czy pułkownik Przybył może dla niektórych stać się bohaterem? Bo przecież walczy z „układem”, z niesprawiedliwością?

Myślę, że pan pułkownik jawi się teraz przede wszystkim jako postać tragiczna. Prawdopodobne jest oczywiście uproszczenie, że jeśli te zdarzenia w prokuraturze wpiszemy w scenariusz tragedii greckiej, gdzie mamy trzy role - ofiary, prześladowcy i wybawiciela/bohatera, to różne osoby i różne środowiska mogą znaleźć argumenty, żeby obsadzić pana Przybyła w każdej z tych ról. Do tego dochodzi jeszcze jedna możliwa „narracja" - samurajska. Tak na marginesie, z uwagi na to, że ta tradycja jest mi bliska, zastanawiałem się, co by miał oznaczać akt samobójstwa, czy samookaleczenia w imię „honoru". Według kodeksu bushido, harakiri popełniał wojownik który uległ słabości, sprzeniewierzył się samurajskiemu kodeksowi i wybiera własną śmierć przed wstydem, z którym musiałby przyznać się do błędu.

Jak długi może być w takim razie etap dochodzenia do prawdy, stawiania diagnozy, co rzeczywiście w przypadku prokuratora Przybyła się wydarzyło?

Nie możemy wykluczyć, że to fatalne zdarzenie jest wierzchołkiem góry lodowej. To by było takie przebicie ze „świata równoległego", niczym w powieściach science fiction albo political fiction. Zwykle przebicie z jednego świata do drugiego jest bardzo dramatyczne i kosztowne. Bliski jestem hipotezie, że nie dowiemy się do końca, co się wydarzyło. Sprawa będzie się ślimaczyła, aż ostatecznie się rozmyje, i – niestety – przykryje ją inna tego rodzaju historia…

A fakt, że prokurator już dzień po prawdopodobnej próbie samobójczej, zwierzał się dziennikarzom może o czymś świadczyć?


Kiedy nie znamy części okoliczności, które są po drugiej stronie kurtyny, to jakiekolwiek zachowanie, czy powstrzymanie się od niego przez drugiego człowieka będzie dla nas niezrozumiałe. Szkoda naszej inteligencji na spekulacje. Nie ocenimy obiektywnie kryzysu małżeńskiego, jeśli nie dowiemy się, co się dzieje w sypialni i przy śniadaniu…

Niektórzy ludzie mają ciągle dużo czasu na czczą gadaninę. Żyję na świecie 60 lat i jeden dzień dłużej. Szkoda mi każdej godziny, by brać udział w tego rodzaju „rozrywkach". Osobiście współczuję rodzinie, najbliższemu otoczeniu, współczuję człowiekowi, jako istocie ludzkiej, która znalazła się w takiej sytuacji. Niezależnie od tego jaki scenariusz jest prawdziwy, akt samookaleczenia jest mocno poruszający.

Jako psycholog społeczny myślę o tym, że musimy znów z troską pochylić się nad kondycją naszego państwa. Bo niezależnie od tego, kto jest ofiarą, prześladowcą, czy wybawicielem – to w prokuraturze – miejscu, które stoi na straży naszego prawnego bezpieczeństwa, odbyło się coś, co nosi raczej znamiona reality show, niż zdarzenia które można przypisać poważnej i odpowiedzialnej instytucji. Miejmy nadzieję, że prezydent i premier postąpią jak inteligentni emocjonalnie liderzy i zarówno w sferze pragmatycznej, praktycznych wniosków i zmian, jak i symbolicznej, poprzez stanowcze i konsekwentne stanowisko na rzecz prawdy, porządku i profesjonalizmu, przywrócą utraconą przez nas w tych dniach równowagę. Zdaję sobie sprawę, że za ten proces odpowiadamy wszyscy, zarówno politycy jak i pani jako dziennikarka, czy ja jako publicysta i doradca.

Musimy pamiętać, że wciąż jesteśmy w procesie budowy i przebudowy nowoczesnego obywatelskiego społeczeństwa.

W takim razie, czy 20. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a z drugiej strony fala krytyki, która się po nim wylała, to jednoczesne dowody na budowanie społeczeństwa obywatelskiego i rozprzestrzeniania się polskiego piekiełka?

Dyskusja i twórcza polemika wokół tego czym żyjemy, także wokół tego, co jawi się jako emanacja dobra i postępu jest uzasadniona, potrzebna i powinna mieć swoje miejsce w społecznym dyskursie. Mamy tu wiele ciekawych tematów. Na przykład, czym się różni filantropia strategiczna, codzienna i zorganizowana, od akcyjnej. Mniej wiemy o tym, że wolontariusze Orkiestry pracują także przez cały rok w wielu już nienagłośnionych projektach, a z drugiej strony taką wielką i piękną robotę robią setki organizacji, wolontariat obejmuje w Polsce blisko 3 miliony ludzi.
Każdy lider potrzebuje uczciwego zaplecza, ludzi, którzy będą chcieli grać dla niego. Ludzie pracujący dla WOŚP są na tyle dojrzali, że nie ujmuje im, iż tyle splendoru spływa na Jurka. Oni i tak mają wiele wewnętrznej, dojrzałej satysfakcji
Owsiak chyba idealnie wpisuje się także w to nasze dążenie do poszukiwania bohaterów narodowych. Zrobiliśmy z niego bohatera, zrobiliśmy bohatera z kapitana Wrony…

Pewna idealizacja takich postaci pokazuje jak wielki mamy deficyt „pozytywnych liderów". Znam od lat Jurka Owsiaka i wiem, że pozycjonowanie go w rankingach społecznych autorytetów na równi z prof. Bartoszewskim, to „przegięcie", on nie do tego dążył. Po prostu chciał, żeby było dobro, wolność w jego rozpowszechnianiu i żeby był „fun”.

Anatomia charyzmy jest znana. W jej skład wchodzą: spójność wewnętrzna, wizja, skuteczność działania, wyczucie społeczne i trafność narracji, prawdziwość i autentyczność. W Polsce tęsknimy za „dobrym panem” i „dobrą panią” albo za dojrzałym, rzeczywistym liderem, takim jakim na przykład stał się Nelson Mandela.

Popularność Owsiaka właśnie pokazuje to, jak wielki jest głód, a jak nieduża jest podaż. Jak niewielu polskich polityków stać na tego rodzaju narrację, na wizję, na pokazanie, jak w Polsce może być za trzydzieści lat. Wałęsa miał w sobie coś z wizyjnej narracji, ale zabrakło mu zaplecza takiego, jakie dziś ma Jurek. Każdy lider potrzebuje uczciwego zaplecza, ludzi, którzy będą chcieli grać dla niego. Ludzie pracujący dla WOŚP są na tyle dojrzali, że nie ujmuje im, iż tyle splendoru spływa na Jurka. Oni i tak mają wiele wewnętrznej, dojrzałej satysfakcji.

A co z kapitanem Wroną? Na czym polega jego „bohaterstwo”?


Pan Wrona miał dość pokory i ciągle przypominał, że wbrew stereotypom naszego narodowego charakteru, zadziałały procedury w rękach kilkuset ludzi. Gdyby ktoś mnie spytał, jakie było najważniejsze wydarzenie ubiegłego roku, odpowiedziałbym, że właśnie to lądowanie. Ale nie ze względu na bohaterstwo kapitana Wrony, bo ja takich bohaterów, którzy operacji neurologicznych czy kardiologicznych robią pięć dziennie, znam dziesiątki. Ale w sytuacji improwizowanej kilkuset ludzi nie zawahało się z koncentracją godną Justyny Kowalczyk, z pokorą wobec standardów, oddać się dobrze zaprojektowanym procedurom. To bardzo pod prąd naszym narodowym cechom, to pokazuje, że coś się w nas pozytywnie zmienia.

Jest Pan fanem sportu? Kibicuje Pan Justynie Kowalczyk?

Bliscy są mi sportowcy, którzy podążają "ścieżką wojownika". Dla których to, co robią jest pasją i robią to jednocześnie w sposób imponująco zdyscyplinowany, dzięki czemu sukces jest powtarzalny. Dlatego wyznam, że nie jestem fanem sportu, ale niektórych sportowców. Byłem więc fanem Korzeniowskiego, Małysza, a dzisiaj jestem fanem pani Kowalczyk.

Jako naród już ją pokochaliśmy, choć nie wiem, czy z wzajemnością. Ona unika kontaktu z mediami, nie podpisuje setek plakatów ze swoją podobizną… Bywa oschła, zdystansowana…

Póki co obdarowuje nas swoim pięknym uśmiechem… Poza tym pokazuje, że jeśli ktoś chce osiągnąć sukces, nie może rozmieniać się na drobne. Przyjdzie moment, by celebrować sukcesy, by się nimi z nami dzielić.

Te ułamki sekund, o które ona walczy, zdobywa dzięki temu, że nie traci żadnej chwili na niepotrzebne myśli. Każda jedna myśl, chwila, przez którą niepotrzebnie tracimy energię – zwiększa zapotrzebowanie na glukozę, która jest w mózgu i ogranicza wydolność ciała. Tak się dzieje w przypadku każdej myśli, a co dopiero w przypadku niepotrzebnej rozmowy.

To jest zarządzanie energią na najsubtelniejszym poziomie. A ten uśmiech Justyny Kowalczyk, o którym mówiłem świadczy o tym, że jej koncentracja jest „zrelaksowana", jak u mistrzów sztuk walki. Życzę Pani, sobie i wszystkim tej zrelaksowanej koncentracji, którą emanują mistrzowie.

Jacek Santorski , psycholog społeczny, zdrowia i biznesu, prowadzi Akademię Psychologii Przywództwa firmy VALUES i Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej. W księgarniach jest jego nowa książka pt. „Ludzie przeciwko ludziom – jak żyć we współczesnej Polsce".

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: