To jak się myśli o życiu seksualnym, z jakimi wartościami się je łączy ma wpływ na satysfakcjonujący sex – mówi w rozmowie z portalem tvp.info ojciec Ksawery Knotz, autor książek „Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga” i „Seks jest boski, czyli Erotyka katolika”.
Podoba się Ojcu tendencja, że coraz więcej osób decyduje się na życie w pojedynkę? Ksiądz Dziewiecki, krajowy duszpasterz powołań ostatnio powiedział mi, że nie tylko mamy kryzys powołanych do kapłaństwa, ale także tych powołanych do małżeństwa…
Ja akurat bardziej się kontaktuję z parami, z małżonkami, ale rzeczywiście obserwuję takie tendencje. Moim zdaniem ważne jest, by ludzie mieli świadomość, że głównym sposobem życia człowieka jest życie w małżeństwie. Mówiąc językiem teologicznym, to jest podstawowe powołanie. Niezależnie od tego, jak długo trwa życie singla, to w ludziach jednak jest naturalne pragnienie wspólnoty, by kogoś spotkać, pokochać, dzielić z nim życie, mieć dzieci. To pragnienia, które się odzywają w sercu i one nam pokazują, że życie razem, mężczyzny i kobiety, życie w małżeństwie, jest uniwersalnym celem. Pragnienie bycia razem jest zdecydowanie częstsze niż pragnienie bycia singlem.
Ale wyjątek potwierdza regułę. Single żyją wbrew „naturalnym” tendencjom do tworzenia związku małżeńskiego. To może jednak powinniśmy mówić o powołaniu do bycia singlem?
To nie jest takie pewne. Trzeba najpierw się zapytać, dlaczego dany człowiek chce być singlem. Oczywiście są ludzie w młodym wieku, którzy jeszcze nie są gotowi na małżeństwo. Są tacy, którzy nie mogą znaleźć drugiej połówki. Są ci zapracowani, którzy nie mają ani sił, ani okazji, by szukać. A potem jest im trudno kogoś znaleźć, bo rówieśnicy są już od dawna w stałych związkach. I w końcu są ci, którzy mogą mieć głęboki lęk przed poważnym związkiem. Nie raz mówią, że kiedy widzą, iż druga strona się zaangażowała, traktuje wszystko bardzo serio – po prostu uciekają. Boją się odpowiedzialności, zaufać drugiej osobie. Ten, kto jest zbyt długo singlem może mieć na swoim koncie bolesne doświadczenia zranień, krzywdy wyrządzanej przez drugą osobę.
Ojciec sam podkreśla, jak trudną sztuką jest budowanie szczęśliwego związku, dbanie o małżeństwo. Czy zatem nie byłoby lepiej, gdyby Kościół zaakceptował związki partnerskie, takie podczas których ludzie mogliby się „sprawdzić”, zweryfikować swoje zachowania? Utwierdzić się w przekonaniu, że to na pewno „to”?
Może się tak wydawać, ale jest to złudne. Powołam się na badania. Zjawisko takich związków nieokreślonych, konkubinatów, kohabitacji było badane we wszystkich krajach europejskich. Wszędzie badania potwierdziły, że te związki nie są trwałe, że się rozpadają i osoby, które weszły w taki związek, a on po 2-3 latach się rozsypał, są mniej usatysfakcjonowane swoim kolejnym związkiem, często już małżeńskim. Mają też mniejszą zdolność do tworzenia trwałych związków, rośnie więc ryzyko rozwodu. Choć wydaje się, że wypróbowywanie się w codziennym życiu jest podejściem racjonalnym, to wbrew pozorom im dłużej trwa takie wypróbowywanie, tym więcej jest niezadowolenia w życiu małżeńskim.
„
Wiele problemów z relacją małżeńską zaczyna się w sypialni. Seks jest bardzo ważnym elementem życia małżeńskiego. Jest wielkim błędem unikanie tych tematów, oburzanie się, że się o nich mówi, robienie z nich tabu
”
Czyli szybciej i łatwiej o zwątpienie i rozpad związku, jeśli przed małżeństwem okres wypróbowywania się jest dłuższy?
To dotyczy zarówno związków nieformalnych, które przeradzają się w małżeństwo, ale też takich relacji, które nigdy nie kończą się przed ołtarzem. Czas „niejasności” szkodzi.
Często przychodzą do Ojca małżeństwa walczące z kryzysem w związku?
Oczywiście, zresztą jak przychodzą to oznacza, że szukają pomocy, kogoś kto podsunie im pomysł, jak się dogadać.
Kiedy u małżonków napięcie wzrasta, kiedy iskrzy porządnie nigdy nie wiadomo, gdzie piorun uderzy. Trudno wtedy dawać jednoznaczne podpowiedzi, bo okazuje się, że wszystko jest problemem. Jest tyle złych uczuć, pojawiają się urazy, nawet drobne sprawy urastają do rangi gigantycznego konfliktu. Co się w takiej sytuacji wydarzy w dalszej perspektywie, ciężko oceniać. Albo małżonkowie zaczynają ze sobą rozmawiać spokojnie, korzystając z okazji, że ktoś stoi obok i nie wypada sobie skakać do oczu, albo wychodzi tyle bólu i cierpienia, że nie wiadomo jak ludzi pojednać ze sobą.
Zaleca Ojciec wtedy uzdrawianie relacji w małżeństwie pracą nad pożyciem seksualnym? Ojca zdaniem seks może być receptą na poprawę związku?
Najpierw trzeba z większą miłością spojrzeć na siebie, aby w satysfakcjonujący sposób przenieść relację na poziom intymny. Wiele problemów z relacją małżeńską zaczyna się w sypialni. Seks jest bardzo ważnym elementem życia małżeńskiego. Jest wielkim błędem unikanie tych tematów, oburzanie się, że się o nich mówi, robienie z nich tabu.
To szalenie ważny element życia, który odbija jak w lustrze całe życie małżeństwa, całe życie związku.
Zgodnie z nauką Kościoła partnerzy mają prawo mówić sobie, jakie są ich oczekiwania seksualne? Jakie mają pragnienia, czego chcą doznać…?
To bardzo ważne, żeby o tym rozmawiali. Muszą się poznać, dowiedzieć, jak rozumieją swoją cielesność, jakie mają oczekiwania, kiedy czują się kochani, szanowani w tej bardzo intymnej relacji. To konieczne. Można nawet powiedzieć, że sakrament małżeństwa się nie realizuje, jeśli między małżonkami nie ma rozmów o seksie i troski o niego.
A co robi Ojciec, kiedy przychodzi para, która oczywiście skonsumowała swój związek dopiero po ślubie i nagle okazało się, że seksualnie do siebie nie pasują? Przecież z medycznego, seksuologicznego punktu widzenia – takie sytuacje się mogą zdarzyć. Paradoksalnie więcej problemów jest z parami, które wcześniej się już dobrze „poznały” i już wydaje im się, że nie mają czego odkrywać.
Mamy skłonność do definiowania współżycia jakby w sposób anatomiczny, fizjologiczny, tak jak je z zewnątrz widzimy. Ale sukcesem nie jest to, że udaje się w sensie „zewnętrznym”. Nie chodzi tylko o taką zdolność, umiejętność współżycia. Kluczem jest serce ludzkie i nasze relacje. Jeśli człowiek nie słucha, ma prześmiewczy styl komunikacji, jest pełen złośliwości – nie pomoże mu przeczytanie książki o pozycjach seksualnych. Cały czas chodzi bowiem o relację między ludźmi. Jeśli małżonkowie się szanują, kochają, to będą mieć dobre życie seksualne. Po prostu muszą siebie odkryć, swoje przejść, a życie seksualne będzie się poprawiało.
Nie jest powiedziane, że ci, którym seks kilka razy się udał, był świetny, jak na filmie, przez całe życie nie będą mieli w tej kwestii problemów.
Czyli Ojciec potwierdza tezę, że życie seksualne nie zależy od penisa i waginy, a od głowy i serca?
To jest najważniejszy wniosek. To jak się myśli o życiu seksualnym, z jakimi wartościami się je łączy – ma wpływ na satysfakcjonujące pożycie. Oczywiście nie chcę pomijać kwestii uczenia się swojej seksualności, bogatego obszaru seksuologicznego, bo on jest tak samo ważny.
Czyli i wiedza dotycząca kochania się w sensie cielesnym, współżycia, ale i dotycząca własnego serca, zdolności kochania, wierności, zaufania, czystości duchowej wpływają na jakość seksu.
Ojciec w swoich publikacjach zwraca też uwagę na to, iż małżonkowie są w łóżku równi, że kobieta też ma prawo do orgazmu. Że także powinna być zaspokojona. Feministki musiały być usatysfakcjonowane…
Może tak być, że mężczyzna się nie troszczy o potrzeby seksualne kobiety. Ważne, by szkodliwe stereotypy likwidować, bo niektóre z nich jeszcze istnieją. Do tej pory często pojawiają się opinie, że mężczyzna może mówić o seksie, swoich potrzebach, a kobieta już nie. Ale to nie tak powinno wyglądać, bo kobiety także powinny mówić o swoich potrzebach czułości, intymności, bliskości.
Pewne wzorce kulturowe odbijają się negatywnie na małżeństwie. Więź wymaga dialogu, a dialog – jak wiadomo – dotyczy dwóch stron.
Czy partnerzy mogą sobie pomagać zapoznając się z Kamasutrą, używając erotycznych gadżetów?
Nie można myśleć czysto pornograficznie, tylko o sex - shopach i wszystkim, co tam można znaleźć. Pamiętajmy, że jest też sfera ludzkiej miłości, która wyraża się w ładnym ubieraniu dla kochanej osoby. Jednak nie tylko okazjonalnie na randkę, także na co dzień, w domu. Małżonkowie nie mogą się bowiem zaniedbywać, bo wtedy się od siebie oddalają. No i ładnie można się ubrać także do sypialni.
Ale lateksowy kombinezon ojciec raczej wyklucza z alkowy osób wierzących?
To nie mogą być wyuzdane, perwersyjne stroje. Jest wiele pięknych ciuszków, które mogą pomóc wyrazić miłość, to, że nam na sobie zależy. Takie myślenie jest zdrowe i dobre.
Nie musimy mówić o gadżetach erotycznych, bo one kojarzą się od razu z wibratorami. Ale są perfumy, żele do masażu, cała gama rzeczy pomocnych. To też gadżety, ale w innym znaczeniu. One pomagają nam wydobyć całe bogactwo relacji i nie zapominać o człowieku.
„
Jeśli nie byłoby Walentynek, ktoś wymyśliłby święto „serduszek”. Miłość przecież domaga się świętowania, jest niemożliwe, by nie było dnia poświęconego miłości
”
Są jeszcze zagadnienia, których do tej pory ojciec nie poruszył, a którym należałoby poświęcić uwagę w kolejnej książce?
Cały czas coś się rodzi, tylko trudniej to przelać na papier. Ostatnio spotkałem seksuologa, zaczęliśmy rozmawiać o książce „Ksiądz i seksuolog”. Chcemy rozmawiać, debatować, zobaczymy co z tego wyjdzie. Każdy będzie miał inne spojrzenie, doświadczenia, nawet inny język. To może być ciekawe.
Bardzo często docierają do mnie głosy, że dzięki moim książkom pożycie w danym małżeństwie się poprawiło. To zachęca do pisania.
Kolegów duchownych, księży, hierarchów Kościoła musiał ojciec przekonywać, że warto głośno mówić o seksie?
Ja ich przekonuję cały czas, ale większość księży, zwłaszcza tych z młodszego pokolenia traktuje to bardzo naturalnie. Wiedzą, że takie są potrzeby.
14 lutego obchodzi się jako Dzień Zakochanych. Czy ludzie wierzący mogą obchodzić Walentynki? I jeśli mogą, to jak mają je celebrować?
Jeśli nie byłoby Walentynek, ktoś wymyśliłby święto „serduszek”. Miłość przecież domaga się świętowania, jest niemożliwe, by nie było dnia poświęconego miłości. To okazja, by wysłać liścik miłosny, umówić się na randkę. Ale nie powinny robić tego tylko nastolatki, ale również małżonkowie powinni na te randki się wybierać, do kina, teatru, czy na kolację. Tę okazję można dobrze wykorzystać. Każdy miłość przeżywa po swojemu. Wiadomo, że Walentynki nie są żadnym świętem religijnym, ale żonę do dobrej restauracji wziąć można.
Walentynki są pięknym dniem dla wszystkich zakochanych, także tych jednej płci. Również homoseksualiści będą okazywać sobie uczucia. Ojca to przeraża, obrzydza?
Zastanawiam się, jaką dać odpowiedź. Nie można udawać, że na świecie nie ma homoseksualistów. To temat, który pojawił się stosunkowo niedawno w debacie publicznej i o którym trzeba rozmawiać, myśleć, zastanawiać się, jakim językiem mówić.
Ale nie ma to być chyba język nienawiści?
To takie ideologiczne hasło. Nagle okazuje się, że każda krytyka jest językiem nienawiści. Jedno jest pewne, że nie da się prowadzić dyskusji, obrzucając się błotem, wyzwiskami.
Nie zapominajmy też o tym, żeby nie utrwalać stereotypu, że homoseksualiści to są ludzie źli. Potem trzeba przesadnie pokazywać, że cieszą się życiem i są mili. Wielu jest bardzo dobrymi ludźmi, którzy też mają problemy rodzące cierpienie.
Trzeba z nimi rozmawiać z szacunkiem, ale oni także z szacunkiem muszą się odnosić do katolików.
Ojciec Ksawery Knotz jest kapucynem, duszpasterzem małżeństw i rodzin. Jego dwie książki, „Seks jakiego nie znacie. Dla małżonków kochających Boga” i „Seks jest boski, czyli Erotyka katolika” szybko stały się bestsellerami i były szeroko komentowane. Ojciec Knotz, jako pierwszy polski duchowny katolicki – tak otwarcie pisał w nich bowiem o seksie.