– Chciałbym zrobić coś w innej konwencji niż do tej pory… Dobijam do czterdziestki, nie mam już czasu na bycie wszędzie – mówi Michał Żebrowski w rozmowie z Katarzyną Marcysiak. Rozmowa toczyła się przy kuchennym stole, w scenografii przedstawienia „Po drodze do Madison” zrealizowanego w prowadzonym przez Michała Żebrowskiego od 2 lat Teatrze 6. piętro w Warszawie. Spektakl został zrealizowany na podstawie powieści Roberta J. Wallera. „Co się wydarzyło w Madison County”, na której podstawie powstał głośny film Clinta Eastwooda.
Czy płakał pan na filmie „Co się wydarzyło w Madison Country”?
Byłem za młody, żeby płakać, ale czułem, że jest to film wyjątkowy z racji rangi aktorstwa, które tam zostało pokazane światu. W ogóle prywatnie uważam Meryl Streep za najciekawszą aktorkę świata i, zaskoczę Panią, ale doszedłem do tego wniosku tak naprawdę po obejrzeniu filmu „Mamma Mia!”, w którym ona śpiewała jedną z piosenek ABBY w taki sposób, że gdybym mógł prywatnego Oskara wręczyć w tym momencie komukolwiek na świecie to na kolanach wręczyłbym go Meryl Streep.
Teraz czekamy na jej rolę Meryl Streep we wchodzącym na ekrany polskich kin filmie o Margaret Thatcher…
To jest nieprawdopodobna wielkość tej aktorki. Tego się nie da nazwać.
A czy Daniel Olbrychski, który w waszym przedstawieniu gra rolę odtwarzaną w sławnym filmie o miłości przez Clinta Eastwooda daje radę udźwignąć ciężar tego wyzwania?
Daniel w ogóle daje radę. Jest naszą ukochaną osobą w teatrze. Wszyscy go kochają.
Zazdrości Pan, że Daniel Olbrychski grał w lepszych czasach dla aktorów w Polsce?
Tak, kiedyś bardzo tego żałowałem. Ale teraz przestałem już tak myśleć – muszę wyciągać wnioski z tego, co niesie współczesność, pracować nad swoim aktorstwem, nad swoim warsztatem. Teraz troszkę wycofałem się z teatralnych desek i przeszedłem na „mały ekran”, zrobiłem kilka filmów… po to, żeby odpocząć, nabrać dystansu i wrócić z większym apetytem do teatru.
„
Obecnie mam w sobie takie niezadowolenie z siebie, z pewnych rzeczy w moim aktorstwie. Chciałbym zrobić coś w innej konwencji niż do tej pory…
”
Jednak w tym, co Pan mówi słyszę pewien żal. Czy trudno Panu było przekonać się do komercyjnego podejścia do teatru, który trzeba utrzymać?
W 37. roku życia otworzyłem teatr prywatny dla 550 osób z mistrzem teatru polskiego (i nie tylko) – Eugeniuszem Korinem. To wcześniejsze pokolenie, o które Pani zapytała, nie miało takiej szansy. Oni, w moim wieku, jeździli na Stefanie Batorym i zarabiali grając „do kotleta” w kabaretowych numerach. Więc to jest szalona różnica. Wszyscy dziś występują w obronie wartości i piętnują komercję. Tylko nikt tak naprawdę nie potrafi tych wartości nazwać. Najwięksi artyści świata: Szekspir, Molier, Chaplin – byli to ludzie, którzy wieczorami sprawdzali w teatrze stan kasy. Ci, którzy komercję przeciwstawiają sztuce są to po prostu niezdolni reżyserzy.
Gdzie w takim razie miejsce dla awangardy, dla eksperymentu w teatrze?
Jest bardzo dobra sytuacja teatru – jest i awangarda. W Polsce można obejrzeć Warlikowskiego, i teatr literacki Współczesny, i Teatr Narodowy. Wszystkie te instytucje działają w pełnym biegu… O czym my mówimy?!
Zgadzam się. Uważam, że w teatr w Polsce ma się bardzo dobrze…
Coraz lepiej!
Mam poczucie, że u Pana jest za mało aktora w aktorze. Brakuje mi trochę mocnych, znaczących ról. Jest Pan przede wszystkim aktorem, a „jakieś” role filmowe, czy „jakieś” role teatralne to za mało. Odczuwa Pan jakąś wielką tęsknotę za mocnym pojawieniem się na scenie.
Obecnie mam w sobie takie niezadowolenie z siebie, z pewnych rzeczy w moim aktorstwie. Chciałbym zrobić coś w innej konwencji niż do tej pory… Dobijam do 40-tki nie mam już czasu na bycie wszędzie.
Myślę, że brakuje Panu mocnego, silnego reżysera, który poprowadziłby Pana…
Zrobiłbym coś, co mnie samego zaskoczy i nie twierdzę, że zakończy się to sukcesem. Potrzebuję większego ryzyka artystycznego.
Tymczasem w Teatrze 6. Piętro, którego jest pan dyrektorem artystycznym, niedługo drugie urodziny. Jaką premierę z tej okazji przygotowujecie?
Robimy drugie przedstawienie z cyklu „Miłość, zdrada, wybaczenie” wg Woody’ego Allena: „Central Park West”. Jest to prapremiera, druga sztuka z tego cyklu. Nota bene muszę się pochwalić, że jesteśmy chyba jedynym teatrem, do którego agencja Woody’ego Allena zadzwoniła sama z pytaniem, czy na pewno będziemy robić tę sztukę. Zyski z grania w naszym teatrze „Zagraj to jeszcze raz sam” są tak duże, że agencja Woody’ego Allena w Nowym Jorku zwróciła uwagę na Teatr 6. Piętro, a zapewniam Panią, że w wielu miejscach na całym świecie grana jest właśnie ta sztuka.
Michał Żebrowski (1972) – aktor filmowy i teatralny. Popularność przyniosły mu role w „Ogniem i mieczem”, „Panu Tadeuszu”, „Pręgach” i „Wiedźminie”.