Strona główna » Opinie » Wywiady
Jerzy Kisielewski

Jestem wodą po Kisielu

Autor: Krzysztof Lubczyński
  • A
  • A
  • A
13:25
21.04.2011
Myślę, że Kisiel nie przewidywał tego, że ktoś komuś w Polsce będzie odmawiał prawa do płaczu po kimś. Piłsudczykom nie przyszło by do głowy odmówić endekom prawa płakania po Piłsudskim. Jak widać, twórczo się rozwijamy - mówi Jerzy Kisielewski, dziennikarz, z którym w setną rocznicę urodzin i dwudziestą rocznicę śmierci ojca, Stefana Kisielewskiego, rozmawia Krzysztof Lubczyński.
Pana Ojciec był przez dziesięciolecia, przede wszystkim jako felietonista „Tygodnika Powszechnego”, komentatorem rzeczywistości o unikalnym autorytecie. „Kisiel” to była firma! W jego opinie i prognozy wczytywali się ludzie od prawa do lewa, od Sasa do Lasa. Co by powiedział Pana ojciec na to, co się dziś dzieje w Polsce?

To najczęściej zadawane mi pytanie – co by Kisiel na to powiedział? Niezmiennie na to odpowiadam, że jeśli zacznę chodzić i mówić, co by ojciec na jakiś temat powiedział, czy kogo by poparł w wyborach i w życiu publicznym, to trzeba by chyba mnie odstrzelić albo zamknąć w miejscu odosobnienia jako stukniętego.

Niemniej ja sam sobie często zadaję to pytanie, bo kiedy ojciec żył, zawsze mogłem liczyć z jego strony na poradę, względnie na ostudzenie emocji.

Właściciel sklepu, w którym ojciec lubił robić zakupy zapytał mnie niedawno: „Co by pański ojciec na to wszystko dziś powiedział?”. Inny pan przypomniał mi odpowiedź ojca na pytanie, co będzie po zmianie ustroju – powiedział, że będzie 20 lat bałaganu, a potem będzie lepiej. I pan ten przypomniał, że 20 lat już minęło.

Czego nie przewidział?

Nigdy nie uważał się za profetę. Myślę jednak, że nie przewidywał tego, że ktoś komuś w Polsce będzie odmawiał prawa do płaczu po kimś. Piłsudczykom nie przyszło by do głowy odmówić endekom prawa płakania po Piłsudskim. Jak widać, twórczo się rozwijamy. (śmiech)

Z drugiej strony ojciec, jako młody publicysta w latach trzydziestych zarzucał piłsudczykom, że nie mają wizji Polski i tylko administrują krajem. Znajomo to brzmi, prawda?

Nie przewidział wiele, ale przecież nie czuł się nigdy wyrocznią. Inna sprawa, że kiedy Litwa odrywała się od ZSRR, był przeciwny temu, by Polska pierwsza, najgorliwiej przyklaskiwała odzyskiwaniu przez nią niepodległości. Kiedy go pytano, czy nie lubi Litwinów, mówił, że lubi – lubi Mickiewicza i swojego przyjaciela Czesława Miłosza. (śmiech). To w kontekście naszych obecnych stosunków z Litwą brzmi dość znamiennie.

Z czego byłby zadowolony?

Przede wszystkim z wolności słowa, z wolnej wymiany myśli, z nieskrępowanej wymiany poglądów, bo o to przecież walczył, o to żeby nie trzeba było iść do cenzury po pozwolenie na wydrukowanie zaproszeń na ślub. Mniej byłby zadowolony z tego, że tak jak on za PRL odbijał się jak piłka od ściany cenzury i niemocy generowanej przez ustrój, tak i dziś wpływ ludzi mądrych na rzeczywistość jest bardzo ograniczony.
To najczęściej zadawane mi pytanie – co by Kisiel na to powiedział?
Co dziś mówiłby o PRL, którą tak krytykował?

I jednocześnie nieustannie o niej myślał, analizował ją. Ciągle nurtowało go to, że nigdzie nie można kupić Manifestu Lipcowego PKWN, bądź co bądź historycznej podstawy głównego święta w PRL, 22 Lipca.

I znalazł odpowiedź?

Tak, bo w Manifeście była mowa o trójsektorowej gospodarce państwowej, prywatnej i spółdzielczej, czyli takiej, jaka jest w normalnym kapitalizmie.

 Myślę, że spojrzałby dziś na PRL z nieco skorygowanej perspektywy. Z większą wyrozumiałością. Wydaje mi się, że przyznałby, iż w PRL także tętniło bujne życie mimo szarości dekoracji, że ludzie sensownie pracowali dla Polski na tyle na ile można było, że miewali szczęśliwe życie prywatne. Podejrzewam też, że żałował by ówczesnej nadwyżki wolnego czasu, tego, że w PRL mieliśmy o wiele więcej niż dziś czasu, który można było zapełnić spotkaniami z ludźmi, życiem towarzyskim i uczuciowym, lekturami, pisaniem.

Teraz my gonimy czas, nie nadążamy, nieustannie odbieramy telefony i dzwonimy, no i martwimy się, gdy z braku czasu nie możemy skorzystać z nadmiaru istniejących możliwości. Z drugiej strony myślę, że ojciec cieszyłby się z tego, że Polska tętni rozwojem, czego wielu ludzi ze starej Europy nam zazdrości, bo tam, na przykład wyraźnie widać to we Francji panuje dużo marazmu i poczucia bezsensu.

Kisiel mówił o sobie, że nie ma poglądów politycznych, ale ma poglądy gospodarcze. Ciekawe jak on, zwolennik wolnorynkowego kapitalizmu, odniósłby się do obecnej polityki gospodarczej państwa, do sprawy reformy OFE, do kryzysu recept neoliberalnych w gospodarce?

Nie potrafię szczegółowo odnieść się do tego pytania, zwłaszcza w imieniu ojca. Mogę za to mocno przypuścić, że ponownie zadawałby sobie pytanie: komu potrzebna jest Polska? Martwiłby się tym, co przewidział na początku lat dziewięćdziesiątych, polemizując z optymizmem Adama Michnika i „Gazety Wyborczej” – obudzeniem się w Europie egoizmów i nacjonalizmów. No i okazuje się, że dziś Europa nie chce płacić na pogrążoną w kryzysie Grecję czy Portugalię, mimo że należą do Unii, a nas próbuje przesunąć na pasmo mniejszej z „dwóch prędkości”.
Pytanie, co by powiedział Kisiel można odnieść do setek kwestii, ale ograniczę się do trzech. Jak odniósłby się do szybkiego zwycięstwa wyborczego postpeerelowskiej lewicy po 1989 roku, co stało się już po jego śmierci, do wybuchu politycznego klerykalizmu i do kryzysu recept neoliberalnych w gospodarce, widocznych choćby w polityce gospodarczej Platformy Obywatelskiej?

Jak w każdym przypadku, uczynię zastrzeżenie, że mogę sobie tylko wyobrażać, co mógłby powiedzieć ojciec i że możemy się jedynie zbliżyć do odpowiedzi na to pytanie.

Co do pierwszej kwestii, to jego nie dziwiło, że PRL-owska kadra zarządzająca gospodarką ma na nią wpływ także po przełomie ustrojowym, bo ci ludzie po prostu znali się na zarządzaniu tamtą gospodarką, jaka by ona na nie była. W jakimś sensie konsekwencją tego była wygrana wyborcza SLD. Przypuszczam, że by go ona nie zdziwiła, jako że spodziewał się niechęci ludu pracującego do realnego, bolesnego demontażu socjalizmu w gospodarce, którego dokonał Balcerowicz.

Co do klerykalizmu i politycznej roli Kościoła, to doceniając rolę Kościoła w hamowaniu komunizacji Polski, to przypuszczam, że patrząc na ekscesy klerykalne przywoływałby słowa księdza Józefa Tischnera o „nieszczęsnym darze wolności”. Część kleru i biskupów się w nim nie odnalazła, choć część odnalazła się bardzo dobrze, o czym często mało się wie, choćby jako organizatorzy życia w Polsce samorządowej, w małych społecznościach. I to pierwsze, świadomość „oblężonej twierdzy”, bardzo by mu się nie podobało, a to drugie podobałoby się, bo byłoby bardzo po jego myśli.

Co do kwestii trzeciej, to ojciec nadzieję dla gospodarki widział w klasie średniej i podejrzewam, że dominacja Platformy Obywatelskiej byłaby dla niego po części emanacją wzrostu tej klasy, a po części wyrazem wiary tych, którzy do tej klasy aspirują. Nie miałby jak myślę zastrzeżeń do dokonanej przez rząd Platformy prospołecznej korekty kursu liberalnego, choćby w przypadku OFE, bo będąc zwolennikiem kapitalizmu nie był doktrynerem i był wrażliwy społecznie.

Co by go jeszcze cieszyło? Nie sposób przejechać się po Polsce i nie zauważyć, że to jest inny kraj niż 20 lat temu, głównie dzięki samorządom, na punkcie których i ja jestem zafiksowany. Myślę, że nie koncentrowałby się na zacietrzewieniu kilku polityków i traktowałby to jako polityczne teatrum. Ale pamiętajmy, że to ciągle są moje odpowiedzi z Kisielem w tle, a nie odpowiedzi Kisiela. Jestem tylko wodą po Kisielu (śmiech).

Kim dla Pana był ojciec przede wszystkim?

Przede wszystkim troskliwym, choć na ogół zajętym ojcem. Martwił się, co ze mnie wyrośnie i pisał w „Dzienniku”, że „Jerzyk przepieprza czas”. Był też kompozytorem, co ostatnio jest przypominane koncertami jego utworów, ale oczywiście zaraz potem felietonistą.

Mówi się, że felieton żyje krótko, ale okazuje się, że niekoniecznie. Felietony Bolesława Prusa do dziś są nie tylko cenną kroniką życia Warszawy jego czasów, ale także w jakimś stopniu są ponadczasowe. „Dziennik” ojca, jak sam go nazywał – „dziennik śledziennika i żółciowca” do dziś jest czytany przez młodych ludzi jako pasjonujący i oryginalny obraz PRL. Staram się przez cały czas pamiętać o pana wyjściowym pytaniu – co by Kisiel dziś powiedział. Wydaje mi się, że to, co by dziś powiedział, można wyczytać także z tego, co go cieszyło, również w czasach PRL.

Jak Pan się czuje ze świadomością, że to już setna rocznica urodzin ojca?

Czuję się z tą świadomością staro, bo choć co prawda byłem późnym dzieckiem, to jednak 100 lat to nie byle co…

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: