– Byłam od wielu lat członkiem SLD, ale po mojej korekcie płci oni mnie po prostu u siebie nie chcieli, nie odpowiadało im to, co ze sobą niosę. Myślę, że SLD straciło swoją lewicowość już dawno, zwłaszcza za czasów „premierostwa” pana Leszka Millera – mówi Anna Grodzka, nowa posłanka z Ruchu Palikota, odpowiadając na pytania naszych internautów.
Anna Grodzka deklaruje, że jej działania parlamentarne nie ograniczą się jedynie do walki o równouprawnienie osób transseksualnych (fot. PAP/Marcin Kaliński)
Moja płeć, moja rzecz – głosi wasze hasło. Czy w takim razie jest sens obnoszenia się z seksualnością? Iwona
A kto się obnosi z seksualnością, co ma wspólnego płeć z seksualnością? Ale nawet gdybym rzeczywiście się obnosiła z seksualnością, nie widzę żadnego problemu w tym, żeby otwarcie mówić o seksie. W Polsce jest mania, by o tak ważnej kwestii jak seksualność człowieka mówić szeptem, albo w ogóle nie rozmawiać. Najczęściej nie znamy nawet podstawowych pojęć, którymi się w tym przypadku należy posługiwać…
Ludziom brakuje wiedzy z zakresu wychowania seksualnego. Czy walka o polepszenie standardów nauczania także jest celem, który chciałaby Pani osiągnąć jako posłanka? Kaja
Na tyle, na ile będę miała na to wpływ – będę o tym głośno mówić. Edukacja seksualna, czyli edukacja dotycząca jednej z najważniejszych sfer naszego życia, jest rzeczą absolutnie niezbędną i powinna być należycie traktowana. W Polsce mamy dobre uczelnie i jesteśmy w stanie przygotować bardzo dobrą kadrę do edukacji seksualnej.
Tylko tu wraca problem z pojęciem „edukacja seksualna”. To jest całkowicie niezrozumiałe, bo seks to nie tylko technika uprawiania miłości, tylko to bardzo szerokie pojęcie obejmujące całą emocjonalność, uczucia, związki międzyludzkie, wszystko, co wiąże się z życiem intymnym dwojga ludzi.
Tymczasem polska szkoła uczy zakuwania formułek, tego, co w dzisiejszych czasach można znaleźć w internecie, uczy tysiąca rzeczy na pamięć, ale nie uczy, jak żyć. Nie ma podstaw wiedzy psychologicznej, wiedzy o społeczeństwie, ale nie rozumianej, jako wiedza o polityce – ale społeczeństwie jako takim. Dzieci nie są uczone tego, co stanowi sens naszego życia.
Jak obecni dwudziestoparolatkowie, czy 30–latkowie mieli należycie opanować wiedzę z zakresu edukacji seksualnej, skoro tego przedmiotu uczyły i w niektórych szkołach zresztą nadal uczą katecheci… Ania
To trzeba zmienić. I tu od razu pojawia się kwestia wycofania religii ze szkół. Religia stanowi pewną indoktrynację ideologiczną, a nie wszyscy obywatele tego kraju chcą narażać swoje dzieci na taką indoktrynację. Kościół powinien wrócić ze swoim nauczaniem do sal katechetycznych i być dostępnym dla wszystkich tych, którzy go potrzebują, ale nie ma prawa istnieć w publicznej szkole.
Dzieci powinny być przygotowywane do zrozumienia procesów społecznych, powinny obejmować to lekcje etyki, choć pewnie i program etyki trzeba by przeanalizować. Ale generalnie szkoła powinna uczyć inteligencji emocjonalnej, bo to stanowi potem o sukcesie dziecka. Podkreślam raz jeszcze: religia jest rzeczą prywatną, osobistą, niech sobie funkcjonuje, ale nie w publicznej szkole.
Czy naprawdę musicie swoją parlamentarną karierę zaczynać od batalii o krzyż? Wiki
To batalia o demokrację, a nie o krzyż. Bo krzyż dla tych osób, które wieszały go w nocy, spadając z drabiny to był symbol tego, że Polska jest katolicka. A Polska dzisiaj jest demokratyczna. Systemy, w których jakakolwiek religia, czy wiara ma wpływ na demokrację, trudno nazwać demokratycznymi.
Poza tym w Konstytucji RP jest napisane, że kościół jest odrębną od państwa instytucją, a nie elementem wpływania na władzę. Niektórzy mówią, by obok krzyża powiesić inne symbole religijne. Tymczasem żaden z takich symboli nie ma prawa tam być. Niech one znajdują się w świątyniach, w miejscach kultu. Tam gdzie to jest ludziom potrzebne, ale tylko tym ludziom, którzy się na to zdecydowali.
Na razie funkcjonuje jednak narzucanie woli Kościoła wszystkim, co ma praktyczne odzwierciedlenie w stanowieniu polskiego prawa. W ramach tego „wymyśliliśmy”, że w szkołach ma być religia, że 1 miliard 600 tysięcy rocznie państwo płaci z naszych podatków na kościół, że władze państwowe niejednokrotnie ulegały hierarchom Kościoła katolickiego obdzielając ich szczególnymi przywilejami. W państwie, w którym brakuje podstawowych równości, to nie do przyjęcia.
Głośno mówi Pani o rzeczach, które nie podobają się przedstawicielom prawej strony sceny politycznej. Czy tak zwyczajnie, po ludzku boi się Pani konfrontacji w Sejmie z ludźmi, którzy mają całkowicie inne spojrzenie na świat? Z „zabetonowanymi” umysłami, jak ich nazywacie. Dawid
Posłanka Ruchu Palikota walkę o swoją kobiecość okupiła wieloletnim cierpieniem (fot. PAP/Marcin Kaliński)
Tu chodzi o konserwatyzm, który stawia na tradycję, czasami zbyt mocno akcentujący pojęcia takie jak naród, patriotyzm, konserwatyzm przybierający formę nacjonalizmu. Takie nurty budują jednak nastawienia ksenofobiczne, które są wrogie wszelkiej „inności”. I takiego konserwatywnego podejścia się spodziewam, bo tacy ludzie są w polskim Sejmie. Nie potrafię jednak powiedzieć, czy się tego boję. Na pewno nie będzie to jednak nic miłego, bo ciężko jest starać się zmieniać ludzkie poglądy, szczególnie w tak delikatnych kwestiach.
Pani język jest dyplomatyczny, ale są politycy, którzy mimo tego, że kadencja jeszcze się nie rozpoczęła – już starają się zdyskredytować Panią wygłaszając „przykre” sformułowania. Czy to Panią rusza? Wojciech
Najbardziej bywa mi przykro, gdy nie spodziewam się ataku. Gdy obraża mnie pan Terlikowski, to nie dotyka moich uczuć, bo spodziewam się po nim właśnie tak agresywnych zachowań. Nie mogę jednak na nie pozwolić, stąd mój pozew, bo on chce te agresywne zachowania upowszechniać.
Bardziej mnie natomiast boli, gdy osoby, które budzą mój szacunek, nie zawsze wykazują zrozumienie w tej sprawie. Myślę o profesorze Iwińskim ( poseł SLD -red.), który zawsze stanowił i stanowi dla mnie autorytet. Powiedział jednak na antenie TVP Info, że nie do końca jestem kobietą. To mnie zabolało.
Może się nie zastanowił, ale z drugiej strony to, co mówimy, wynika z naszych wewnętrznych przekonań. Pewnie profesor Iwiński nie uważa mnie tak do końca za kobietę.
A przecież tak naprawdę chodzi o to, że transseksualność jest związana z tożsamością płciową , która jest częścią tożsamości człowieka. Jeżeli ktoś nie szanuje mojej tożsamości, nawet w przypadku, gdy sąd potwierdza fakt, że jestem kobietą, to znaczy, że nie szanuje mnie w ogóle.
To jest zresztą głębszy problem, bo w Polsce często brakuje szacunku dla indywidualnego człowieka. Mówimy, że brakuje u nas tolerancji, ale powiem więcej - brakuje akceptacji. Każdemu człowiekowi należy się przecież akceptacja do momentu, kiedy nie przekracza pewnej granicy. A taką granicą jest krzywda wyrządzana drugiemu człowiekowi.
W jaki sposób trafiła Pani na Janusza Palikota? Sylwia
Byłam od wielu lat członkiem SLD, po swojej korekcie płci zaproponowałam Sojuszowi zajęcie się tematem osób transpłciowych i transseksualnych, chciałam działać przy tworzeniu regulacji prawnych ułatwiających życie tym osobom, ale moja inicjatywa nie spotkała się z zainteresowaniem. Myślę, że SLD straciło swoją lewicowość już dawno, zwłaszcza za czasów „premierostwa” pana Leszka Millera. On jest bardzo kompetentny i inteligentny, jednak już dawno przestał być człowiekiem lewicy i dawno utracił swoją wrażliwość społeczną. A całe SLD poszło razem z nim.
Oni mnie po prostu u siebie nie chcieli, nie odpowiadało im to, co ze sobą niosę. A pan Janusz Palikot dostrzegł moją pracę w fundacji, a może również osobowość oraz potencjał i zaproponował start z list Ruchu Palikota. Po chwili wahania, bo to była dla mnie bardzo ważna, osobista decyzja – przyjęłam tę propozycję. Uznałam, że już sam udział w kampanii wyborczej jest wypełnianiem, kontynuacją misji mojej fundacji, czyli oswajaniem społeczeństwa z transpłciowością. Udało się, dlatego mam kolejne 4 lata na realizację tego zadania.
A polityką interesowałam się od zawsze, dla mnie wejście do parlamentu to ważna okazja, by przekładać moją wrażliwość, poglądy i wiedzę na politykę. Teraz mam taką okazję i obowiązek, by reprezentować moich wyborców.
Trudno jest reprezentować prawie 19,5 tysiąca wyborców i to tych z konserwatywnego Krakowa? Dominika
Postrzegam to jako sukces, mój i Krakowa. Bo przecież to miasto, w którym walczy się hasłami „papieskimi”, a ja tam występowałam dość wyraźnie z wątkiem przeciwko pazerności kleru, nawet przed Kurią Biskupią zorganizowałam pikietę na ten temat. Bo wiadomo, że tam gdzie jest akcja, tam jest reakcja, gdzie jest prawo, jest i lewo, tam gdzie jest konserwatyzm jest i cała grupa ludzi z tego niezadowolonych. Liczyłam właśnie na to, że ta grupa dostrzeże mnie i moje poglądy. I tak się stało. Ludzie mają dość, że od lat szepcze się rzeczy, które nie mają później odzwierciedlenia w polityce. Pojawił się ruch oddolny - Ruch Palikota, który zaczął mówić głośno o tym, o czym do tej pory szeptano. To nie dotyczy tylko Kościoła czy spraw środowisk LGBT, ale też idei przyjaznego państwa, polityki społecznej, gospodarki mikro, w której kryje się ogromny potencjał.
To jakie są Pani zdaniem największe luki w polityce społecznej? No i jak mają wyglądać działania na rzecz równouprawnienia osób LGBT? Dariusz
Na pewno ustawa o związkach partnerskich, w tym jednopłciowych. Do przedyskutowania jednak, czy to miałoby być w takiej formie, jak proponowało SLD, czy w zmienionej formie. Ja uważam, że to prawo powinno iść dalej. Na pewno też ustawa o określaniu płci, która ma regulować sytuację osób transseksualnych i transpłciowych przed, w trakcie i po korekcie płci, by uniknąć ich dyskryminacji i problemów, jakie napotykają. Począwszy od oskarżania rodziców w procesie o zmianę płci, poprzez konieczność przebywania bez dokumentów odpowiadających ich płci psychicznej, czy wizerunkowej aż do dyskryminacji na rynku pracy już po zmianie płci. Ale to kwestie oczywiste, wszyscy wiedzą, że tym będę chciała się zajmować.
„
Myślę, że w Sejmie jest wielu mądrych ludzi, tylko niestety są to ludzie tchórzliwi
”
Równie ważna będzie dla mnie walka z „nierównością” kobiet w stosunku do mężczyzn, w tym także o In vitro, ustawę o liberalizacji aborcji, gdyż uważam, że kobieta ma prawo do decydowania o własnym ciele. Kobietom trzeba stworzyć równe szanse poprzez mechanizm, który pozwala rekompensować okres połogu i macierzyństwa.
Ważne są także sfery wykluczenia, nierówność ekonomiczna, los osób zarabiających najmniej. Nie jest prawdą, iż podniesienie płacy minimalnej spowoduje bezrobocie. Czy człowiek, który zarabia 1500 złotych może być kreatywny, czy chce dawać z siebie wszystko? Na pewno nie. Za to człowiek, który widzi swoją szansę i zarabia przyzwoicie jest w stanie działać prężniej dla siebie i dla państwa.
Kolejna kwestia to wchodzenie młodych ludzi w dorosłe życie. Młodzi ludzie, na umowach śmieciowych pozbawieni są szans. Jeżeli my nie wykorzystujemy ich potencjału – traktujemy ich na umowach śmieciowych, jak śmieci, to oni w ten sam sposób traktują pracę. Tym samym nie mamy szans na rozwój społeczny.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że świata, nawet Polski nie zmienię, ale chciałabym przekonywać polityków, by monitorowano powstawanie polskiego prawa pod kątem równości i różnorodności zarazem. W różnorodności, która powoduje kreatywność, kryje się potencjał gotowy do wykorzystania. Równość i różnorodność to nasz majątek narodowy.
Widzi Pani partnerów do rozmów w innych partiach? Czy dyskusja nad tymi zmianami w ogóle jest realna? Karina
Myślę, że w Sejmie jest wielu mądrych ludzi, tylko niestety są to ludzie tchórzliwi. Przecież te idee, o których mówię, to nic nowego. SLD o tym mówiło, tylko nic z tym nie zrobili, ze strachu. Tymczasem trzeba odwagi, by ryzykować stanowiskiem, nie płynąć głównym nurtem, a dostrzegać, że są „pobocza”.
Myślę, że i w PO i w SLD mimo konkurencji politycznej znajdziemy partnerów do rozmów i uda nam się wspólnie działać.
Czy łatwiej być w Polsce kobietą, czy mężczyzną? Eustachy
Łatwiej być mężczyzną (śmiech). Ja poszłam w drugą stronę, bo ja jestem kobietą, czuję się nią i wewnętrzna spójność była dla mnie ważniejsza, niż ułatwienie sobie życia.
W różnych źródłach pojawiają się różne wersje Pani „męskiego” imienia. Raz jest to Krzysztof, raz Ryszard. Czy specjalnie podawała Pani różne informacje, by chronić swoją starą tożsamość? Roman
Nie chcę, żeby moje życie osobiste było treścią debaty publicznej. To nie ma najmniejszego znaczenia, to jakaś tam ciekawostka dla ludzi. Ja nie widzę powodu, żeby sprawy dla mnie naprawdę osobiste – upubliczniać. Odpowiedź na pytanie jest jednak taka: niech już będzie,... miałam na imię Krzysztof.
Często stara się Pani podkreślać, że jej obecność w życiu publicznym to jeszcze żadna rewolucja. Ale oprócz tego, że Pani będzie zasiadać w parlamencie, w jednym z rozrywkowych programów o młodych modelkach także występuje transseksualistka. Coś ewidentnie zmienia się w mentalności Polaków… Inez
O ile wiem, to nie jest transseksualistka, a interseksualistka (jednoczesna dwupłciowość - red.). Czytałam, że to wspaniała osoba. Nie miałam jeszcze okazji jej poznać, ale z przyjemnością to zrobię. To piękna dziewczyna, walczy o swoje marzenia, chce być sobą.
Czym tak naprawdę się różni interseksualista od transseksualisty? Roch
„
Niby wszystkie koniczyny mają trzy listki, ale bywają też koniczyny czterolistne. To nie są jednak zboczone koniczynki
”
Osoby interseksualne mają znamiona jednocześnie jednej i drugiej płci, tej cielesnej. Dramat tych osób polega na tym, że kiedy się rodzą, lekarze po zewnętrznych narządach płciowych określają płeć. Po czym hormonalnie, w kontaktach międzyludzkich itd. stara się wychować właśnie osobę, którą określono podczas porodu. Tymczasem wewnątrz ktoś taki ma zupełnie inną płeć psychiczną. To okazuje się po latach.
Pamiętajmy, że geny, genitalia, nawet fenotyp, czyli wygląd człowieka – to też nie jest płeć. Na rozpoznanie płci składa się 10 czynników…
Niby wszystkie koniczyny mają trzy listki, ale bywają też koniczyny czterolistne. To nie są jednak zboczone koniczynki. Tak po prostu je wyprodukowała natura. Dopóki nie zrozumiemy, że natura nie produkuje identycznych egzemplarzy, że produkuje egzemplarze różne, dopóty nie zrozumiemy i biologii i samego człowieka.
Jak jest z polskimi lekarzami, jak się zachowują, gdy przychodzi do nich pacjent i mówi, że chce zmienić płeć lub skorygować płeć? Waleria
Lekarze i personel medyczny zazwyczaj wiedzą i rozumieją więcej. Taka jest ich rola. Ale nie jest idealnie. Są bowiem lekarze, którzy nie chcą się uczyć, starać się zrozumieć człowieka, czasami brakuje empatii.
Jak w Polsce rozwiązuje się problemy zmiany czy też korekty płci. Jeżyk
W Polsce możliwość takich operacji wygląda dosyć słabo. Jedni jako główny cel stawiają sobie, by wyglądać społecznie jako osoba o odczuwanej psychicznie płci, inni pragną mieć genitalia odpowiednie do ich płci, jeszcze inni chcą wszystkiego razem. Problem polega na tym, że u nas pomoc medyczna związana z całą przemianą, oczywiście nie chirurgiczną, została zepchnięta na lekarzy seksuologów. Moim zdaniem nie ma to większego sensu, bo pomagać powinni raczej psychiatrzy, endokrynolodzy. Zagadka polega jednak na tym, że zepchnięto to do seksuologii, która w Polsce jest pełnopłatna. Tymczasem do psychiatry można iść „państwowo” – w ramach NFZ.
Anna Grodzka (fot. PAP/Marcin Kaliński)
Młodzi ludzie popełniają więc samobójstwa, bo nie stać ich na leczenie, nie widzą nadziei na wyjście z sytuacji… Jeszcze inni nie decydują się na zmianę płci w obawie przed opresjami w społeczeństwie, męczą się przez całe życie.
Czy gdyby nie miała Pani wsparcia ze strony przyjaciół i najbliższej Pani osoby, czyli syna – podjęłaby Pani decyzję o zmianie płci? Karol
Jestem bardzo przedsiębiorczą osobą, mam dużo siły w porównaniu z osobami, z którymi mam styczność choćby na grupach wsparcia (spotkania organizowane przez fundację Trans-Fuzja – przyp. red.). Ja się czułam dostatecznie silna, umiałam przewidzieć, co mnie czeka, przygotowałam się psychicznie na spotkanie z problemami. Miałam to „szczęście”, że przemianę przechodziłam w wieku późnym, zatem wcześniej zdołałam zgromadzić oszczędności pozwalające mi na leczenie. Dzięki temu nie miałam bariery finansowej.
Jednak lęk przed społeczeństwem, niemożność pomocy samej sobie, które często towarzyszą osobom transseksualnym przez całe życie, nie były mi obce. Ale dziś jestem szczęśliwa i zadaję sobie pytanie, dlaczego tak późno zdecydowałam się na taki krok. Powinnam to była zrobić, kiedy byłam młoda. Gdybym zrobiła to wtedy, moje życie nie miałoby tego przykrego aspektu – przeżywania życia nie we własnym ciele.
Gdyby miała Pani wskazać najszczęśliwszy moment w całej swojej „przemianie”? Ivo
Trudno powiedzieć, to był tak długi proces. Wszystko się na to moje szczęście składało. To jednak nie przyszło łatwo, wszystko było okupione cierpieniem.
Jak każda kobieta pewnie lubi Pani wydawać pieniądze na babskie fanaberie, fatałaszki, może kosmetyczkę? Jasmina
Czuję się normalną kobietą, ale nic szczególnego ze sobą nie robię. Nie staram się być młodą laską, bo nie jestem. Nie staram się udawać kogoś, kim nie jestem. To także największa wartość mojej przemiany. Kupuję normalne ubrania, lubię spokojną elegancję. Ekstrawagancje są nie dla mnie.
Czy zdarza się, że w sklepach z ubraniami panie ekspedientki krzywo na Panią patrzą? Monika
Na samym początku, kiedy jeszcze wyglądałam jak mężczyzna, ale próbowałam kupować stroje kobiece – ludzie byli zdziwieni. Ale nie można mieć pretensji, że ludzie się dziwią. Dzisiaj nie mam żadnych problemów, funkcjonuję jak każda kobieta, tak jak pani.
Podobno lubi Pani komplementy? Czy jest Pani w jakimś związku i czy miłe słowa padają z ust Pani partnera? Patrycja
Bardzo lubię komplementy i często jestem nimi obsypywana (śmiech), a drugie część tego pytania niech pozostanie bez odpowiedzi...