Strona główna » Opinie » Pytanie do
Ewa Błaszczyk

Interesuje mnie tylko konkretne działanie

Autor: Katarzyna Piotrak
  • A
  • A
  • A
11:54
17.02.2012
Są fundacje, które mają świetny PR. To takie plastikowe opakowanie, słodkie ciastka. Tylko, że od ciastek szybko się wymiotuje, a tak naprawdę potrzeba zwykłego chleba. Jeśli ktoś się zastanowi, to zobaczy, że w naszym działaniu jest jakaś wartość. Nie ma kolorowego plastiku, ale są konkretne komunikaty – mówi o swojej fundacji „Akogo?” aktorka Ewa Błaszczyk, odpowiadając na pytania internautów tvp.info. Opowiada też o tragedii jaka rozegrała się w jej życiu: 12 lat temu jej córka Ola zakrztusiła się tabletką, wskutek czego dziewczynka znalazła się w śpiączce. Ta sytuacja sprawiła, że Ewa Błaszczyk zdecydowała się założyć fundację, która ma na celu m.in. stworzenie kliniki „Budzik”
z
Fot.TVP
Zbliża się czas rozliczeń podatkowych. Każdy może przekazać jeden procent na wybraną organizację pożytku publicznego. W jaki sposób fundacja „Akogo?” będzie w tym roku walczyć o ten procent? Macie jakieś oryginalne pomysły? Konkurencja przecież jest coraz większa i nie śpi. Iwona

Przygotowaliśmy nowy spot z apelem. Cały czas staramy się coś przekazywać i robić coś nowego. 17 kwietnia chcemy zorganizować po raz pierwszy w naszym kraju Dzień Walki z Komą (inne określenie śpiączki, zaburzenie świadomości-red). Chodzi nam o to żeby ten temat został zauważony. Kiedyś np. dla społeczeństwa nie istnieli autyści, czy narkomani… Dopóki nie pojawił się ktoś, kto się tym zajął i pokazał: „zobaczcie, jest problem”. I tak samo jest w przypadku komy. To jest problem.

Rok temu po raz pierwszy został zatwierdzony w tej dziedzinie program leczenia. Przyjęła go Agencja Technologii Medycznych. I to jest coś konkretnego, co zostaje dla danej jednostki chorobowej na zawsze. I o to mi tak naprawdę chodziło od początku.

Fundacje, ubiegające się o jeden procent, często stawiają na efektowne kampanie reklamowe. Jak jest w przypadku „Akogo”? Witold

Zawsze staram się odwoływać do świadomego człowieka. PR to takie plastikowe opakowanie, takie słodkie ciastka. To wszystko jest fajne. Tylko, że od ciastek szybko się wymiotuje, a tak naprawdę potrzeba zwykłego chleba. Jeśli ktoś naprawdę się zastanowi, to zobaczy, że w naszym działaniu jest jakaś wartość. Nie ma kolorowego plastiku, ale są konkretne komunikaty: po pierwsze powstał program leczenia dzieci w śpiączce. A po drugie - robimy wszystko, żeby oddać do użytku klinikę.

Ile pieniędzy Wam potrzeba, by klinika Budzik mogła zacząć przyjmować pierwszych małych pacjentów? Julian

Teraz budujemy ośrodek za pieniądze europejskie, które udało nam się pozyskać. W wyposażeniu pomaga nam Jurek Owsiak. Korzystamy też z takiej pomocy, że firmy nam nie dają pieniędzy, ale np. przekazują drzwi, łóżka itp. Klinikę chcemy oddać na przełomie listopada i grudnia 2012.


Jak radzi sobie Pani z chwilami zwątpienia? Bo pewnie i takie przychodzą. Sama mam ciężko chore dziecko i czasami zastanawiam się, na jak długo starczy mi sił… Irmina

Są takie momenty zwątpienia. Ratunkiem jest dla mnie praca. Czasem uciekam w iluzję, w jakąś fikcję, coś co mnie akurat interesuje. Ostatnio robiłam sztukę teatralną i bardzo się w nią zaangażowałam. Nie dopuszczam do siebie takich rozważań, że życie, świadomość i świat się kończą, bo one się cały czas rozwijają. Oczywiście myśl o Oli zawsze gdzieś jest we mnie głęboko, ale nie przeszkadza to w tym żeby przód głowy mógł starać się skupiać na czymś, co jest do zrobienia. Właśnie tak sobie radzę.

Czy ma Pani jeszcze nadzieję, że Ola wyzdrowieje, czy to może już zwykły upór? Bo skoro włożyła Pani tyle wysiłku, to nie można się poddać.Anka

Nie chciałabym myśleć w takich kategoriach, jak „upór”, bo bardzo mnie rani takie słowo. Jakbym chciała iść w taką kategorię, w stronę tego słowa, to byłoby to bardzo trudne.

Stymuluje mnie do działania wiele rzeczy. Bo organizm, który w pewnym sensie jest nieużywany, a tak jest w przypadku Oli, powinien się jakoś potwornie degradować i psuć, a tu sytuacja się poprawia. Ola trwa, wychodzi z ciężkich opresji i nie daje wyboru. Muszę walczyć. Jest jakaś wola w niej, którą ona realizuje i mi też każe coś robić. Jak rozmawiam z lekarzami, to okazuje się, że jest bardzo rzadkie, aby ktoś miał taką determinację… Jej organizm walczy o coś. I to jest oczywiście wielka zagadka…

Czy myśli Pani czasami o tym, jak wiele rzeczy straciła Pani córka Ola, jak wiele pięknych chwil ją ominęło? Marian

Myślę, ale z takiego myślenia tak naprawdę nic specjalnie nie wynika. Właściwie można od razu wziąć pistolet i strzelić sobie w głowę. Staram się natomiast myśleć co wynika z tego, że jest tak, jak jest i po co tak jest? I odpowiadam sobie, że może kilka tysięcy dzieci zostanie uratowanych dzięki temu?

Czy na początku obwiniała się Pani o to, co się stało? Jak zwalczyć te wyrzuty sumienia? Iza

Nie obwiniałam ani siebie, ani Pana Boga, ani nikogo. Od razu starałam się kombinować co zrobić z tym co się stało, żeby coś z tego wynikło


Czy uważa Pani, że choroba córki i zaangażowanie w tworzenie „Akogo?” pozbawiły Panią szans na prawdziwy rozwój kariery? Ewelina

Na pewno to musiało zmienić wszystko nieodwracalnie. Pojawiają się jednak takie pytania: a co to właściwie jest kariera? Tworzą się duże znaki zapytania – o jakość, o wartość. I wtedy wybory też są inne. Bo coś takiego musi determinować wiele spraw.

Śledziła Pani dramatyczną historię małej Madzi z Sosnowca i jak, Pani zdaniem, powinniśmy oceniać matkę dziecka i czy w ogóle mamy do tego prawo skoro to był „nieszczęśliwy wypadek”? Aga

Wtedy była premiera w teatrze, więc byliśmy bardzo zakręceni, ale oczywiście przebijały się do nas informacje na ten temat. Ponieważ zawsze się interesowałam psychologią – chyba do szkoły teatralnej trafiłam bardziej z powodu grzebania w emocjach, niż z innych – to zwróciło moją uwagę jakieś kompletne nieprawdopodobieństwo tej sytuacji. Ale oceny to jest najgorsza rzecz na świecie. To nauczyciele muszą stawać wobec tego problemu – postawić tróję czy trzy z dwoma. A w życiu tak się nie da. Kiedyś miałam bardzo trudną rozmowę z inną matką, która całe życie rehabilitowała dziecko, później ono umarło, rozwaliło się jej małżeństwo… Ta kobieta powiedziała bardzo piękną rzecz, że ona by w życiu nie oceniła swojego męża, ani swojej matki, ani nikogo. Po prostu sama by nie umiała przewidzieć, jak by się zachowała w takiej sytuacji. To jest piekielnie trudne.

Jeśli chodzi o sprawę z Sosnowca to cała ta sytuacja jest głęboko niejasna. Gdybym była jakimś prywatnym detektywem, to bym wzięła się za to wszystko od A do Z i przyjrzała się temu punkt po punkcie.

Czy po wypadku Oli powstał wokół pani rodziny taki szum, jak w przypadku małej Madzi? Czy uważa Pani, że to się jakoś na Pani odbiło? Alex

Zawsze w takiej sytuacji dzieje się coś takiego niezdrowego. Coś takiego po prostu jest w ludziach. To potem oczywiście cichnie… Marzyłabym o tym, żeby zawsze, jak się coś takiego dzieje, była jakaś bliska osoba, która jest spokojna i racjonalna. Nie wiem czy to powinien być wujek, detektyw, czy tatuś, ale ktoś kto umiałby spojrzeć na to tak zdrowo i racjonalnie. To na pewno bardzo by chroniło te osoby, które po prostu cierpią i nie są w stanie przyjmować tego, co się dzieje na zewnątrz. Trzeba mieć taki kordon, który nas ochroni.

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: