– Płacimy podatki i musimy wymagać od państwa, by dbało o wysoką kulturę, ale ja jestem krytycznie nastawiony do tego „wspierania kultury przez państwo”. Nikt nie mówi o tym, że zostały obcięte dotacje. To, co miało być komercyjne, czyli sport – odebrał kulturze pieniądze (…). Dlatego chociaż jestem zapalonym sportowcem, będę bojkotował Euro 2012. – mówi aktor Piotr Cyrwus odpowiadając na pytania internautów tvp.info.
Które pytanie dotyczące postaci Ryśka wywołuje u Pana najsilniejszą reakcję alergiczną? Alicja
Nie reaguję już tak na nie, jestem spokojny. Ktoś mi zresztą poradził, by na tego rodzaju pytania odpowiadać w jeden sposób i tak też robię. Postanowiłem także, że o tym „problemie” będę mówił tylko do końca tygodnia. To luźno wyznaczona data, niczym nie powodowana.
Dziwnie się stało, że nagle znowu pojawiło się i moje nazwisko, i moje dobre zdjęcia. Dzięki temu widać, że wszystko zależy od zabarwienia tematu. Kiedy w internecie zostanie pokazana brzydka fotografia i do tego będzie ono opatrzona nieprzychylnym komentarzem – internauci to podchwycą i zaczną komentować.
Podobno miał Pan zakaz mówienia o śmierci swojego bohatera. To prawda? Sylwia
Ja już jestem dorosły chłopak i raczej nikt niczego nie może mi zakazać (śmiech). W tym wypadku, dla dobra serialu razem z producentami ustaliliśmy, że będziemy dozować wiadomości. To, że wszystkich interesuje samo wydarzenie, jego jakość i efektywność jest dla mnie dziwne. Ale z drugiej strony fakt, że do tej pory takie rzeczy, sytuacje jeszcze mnie dziwią oznacza, że mam w sobie młodość.
Oburza Pana, a może bardziej śmieszy to, w jaki sposób media nagłaśniają temat śmierci Ryszarda Lubicza? Czy to nie jest dziwne, że nagle zaczynamy żyć śmiercią fikcyjnych bohaterów? Tak przecież było także w przypadku „osławionego” już odejścia bohaterki „M jak miłość”. Paweł
Ostatnio nawet mój kolega, wielki aktor Jerzy Trela zarzucił mi, że najpierw była Hanka Mostowiak, potem ja. Odpowiedziałem mu „Jurku, chyba nie myślisz, że ja to sprowokowałem, że ja właśnie tego chciałem”.
Jeśli chodzi o publikacje, które na ten temat się ukazały to muszę powiedzieć, że przez ostatni miesiąc w ogóle nie spotykałem się z dziennikarzami, wszystko, co do tej pory się ukazało to były domysły, spekulacje. Widać ktoś na tym zarabia, ktoś sprawdził, że ten rynek potrzebuje takiej informacji. A, co do Internetu – odnoszę wrażenie, że tę pierwszą wiadomość, która na jakiś temat się ukazuje, pisze jakieś dziecko, które jest akurat na wagarach. Potem „inteligentni” ludzie prześcigają się w dowcipach komentując wątek, aż w końcu dziennikarze zaczynają zajmować się tematem. Ostatecznie ja czytam w Internecie setki tekstów na swój temat, z moimi wypowiedziami, choć z tymi ludźmi nawet nie rozmawiałem. Setnie się przy tym bawię.
Najgorsze jest dla mnie to, że taką internetową rzeczywistość tworzą młodzi ludzie, którzy nawet nie mają chęci zapoznania się z tym, co robiłem przed serialem. Ale to już jest ich problem. Wiadomo, że jest „Święta prowda, Tyż prowda i Gówno prawda”. W Internecie chyba jest ta trzecia.
Odejście z serialu traktuje Pan jako początek nowej zawodowej drogi? Max
Byłem i jestem aktorem, zatem w miarę moich sił, możliwości i talentu będę grał. Zapewniam, że nic takiego w moim życiu się nie zmienia. No może moje wyjazdy do Warszawy będą rzadsze (śmiech).
Teraz chcę skupić się na spektaklach, których nie zdążyłem w ostatnim czasie „wygrać”, takich jak „Zimny prysznic”, „Ławeczka”, czy „Wariacje enigmatyczne”. Chcę z tymi sztukami jeździć po Polsce, nawet trasę mam już wyznaczoną. Odwiedzę między innymi Jaworzno, Nowy Targ, Kutno, Konin, Rzeszów, Świnoujście. Teraz żartuję, że mam taką misję – będę jeździł do widzów i starał się, by zechcieli przyjść do teatru.
A jakieś zaskakujące zawodowe propozycje w ostatnich dniach się pojawiły? Marianna
Nie tak łatwo dostać ciekawą propozycję, ciekawą sztukę teatralną. Ostatnie cztery lata byłem na wolnym rynku, potrafiłem sobie tę pracę sam zorganizować, dlatego myślę, że teraz nie będę miał problemów. Na razie dostaję dziwne propozycje, prowadzenie programu polityczno-kulturalnego, napisanie książki, oczywiście reklama. Rozważam je, ale czy one mnie korcą? Akurat przygotowany jestem na inną prace, na razie jest to więc kwestia rozważania, a nie korcenia.
Lubi pan wracać w rodzinne strony, grać dla widzów ze swojej lokalnej społeczności? Wacław
Bardzo to lubię. Choć teraz bardziej lubię miasto, niż wieś. Od czasu do czasu odwiedzam jednak Podhale, choć niestety tego czasu nie mam zbyt wiele…
Kiedyś powiedział Pan, że żona mówi o Panu „zurbanizowany góral”. Ile jest zatem górala w tym „zurbanizowanym góralu” Kuba
100 procent! Tylko czasem zmienia się wyobraźnia. Miejsce urodzenia, to co człowiek wynosi, to wszystko zostaje do końca życia. Pierwszych odruchów, pierwszych skojarzeń i myśli trudno się wyzbyć.
Czy cieszy się Pan, że sztuka ludowa inspirowana często właśnie Podhalem wkracza na salony? Beata
Komuna chciała sprawić, by wszyscy byli tacy sami. Dlatego bardzo mi się podoba, że teraz coraz częściej widzę młodych ludzi, którzy ubrani w strój góralski zdają w Krakowie egzaminy, czy bronią swoje prace doktorskie. Ten naturalny podział, ta różnorakość, koloryt – to wszystko nas wzbogaca. Nie ważne, czy jesteśmy Góralami, Ślązakami, Kaszubami – taka jest Polska i to jest piękne.
Zastanawiał się Pan kiedyś nad założeniem własnego teatru? Krystyna Janda, Tomasz Karolak, Michał Żebrowski, czy Emilian Kamiński już zdecydowali się na ten krok. Malwina
Cały czas mam takie pomysły i podziwiam tych, którzy wcielili swoje plany w życie. To naturalny proces, że ludzie kultury, ludzie, którzy tej kultury pragną – muszą wziąć sprawy w swoje ręce. Oczywiście płacimy podatki i musimy wymagać od państwa, by dbało o wysoką kulturę, ale ja jestem bardzo krytycznie nastawiony do tego „wspierania kultury przez państwo”. Nikt nie mówi o tym, że zostały obcięte dotacje. To, co miało być komercyjne, czyli sport – odebrał kulturze pieniądze.
Po raz kolejny nasi urzędnicy, którzy są naszymi pracownikami przecież – nie stanęli na wysokości zadania. Znowu chcemy się pokazać, zabłysnąć na Mistrzostwach Europy. Dlatego chociaż jestem zapalonym sportowcem, fanem, będę bojkotował Euro 2012. To, co się dzieje w ramach organizacji tej imprezy mnie denerwuje.
Choć oczywiście jestem dumny ze stadionów, bo to jest coś zupełnie innego. Drogi i stadiony trzeba budować, goście muszą być w kulturalny sposób przyjęci. Ale po to się buduje stadiony, żeby na nich zarabiać, to ma być czysta komercja. Zaś zadaniem państwa jest dopłacanie do kultury wysokiej, do sztuki, byśmy jako naród się rozwijali.
Jeśli chodzi o prywatne teatry, czy sądzi Pan, że miałyby one rację bytu w mniejszych miastach, miejscowościach? Bo to, że świetnie wpisały się w kulturalną mapę Warszawy nikogo chyba nie zaskoczyło.
Właśnie między innymi dlatego lubię Warszawę. W Krakowie jest już inaczej. Od kilku lat próbuje się tam pobudzać tę kulturę, ale to nie ma przełożenia na fakt powstawania prywatnych teatrów. Choć Kraków przecież uchodzi za tak kulturalne miasto…
Na razie jesteśmy jeszcze zbyt biednym społeczeństwem, byśmy sami mogli utrzymać tę kulturę. Poza tym niektóre przepisy wręcz zabijają prywatną inicjatywę.
Dlatego podkreślam jeszcze raz, że podziwiam kolegów, którzy założyli swoje teatry, bo wiem, z jakimi problemami muszą się borykać. Na szczęście publiczność to docenia.
Jeśli chodzi o prowincję, to pocieszający jest fakt, iż wprowadzany jest taki model francuski, jest coraz więcej świetnie wyposażonych domów kultury. Ewoluuje nawet rodzaj spektakli, których ludzie pożądają. To już nie tylko lekka sztuka, ludzie już wiedzą, że po wyjściu z teatru powinni mieć o czym myśleć, mieć o czym dyskutować.
Cały kraj żyje teraz porozumieniem ACTA, faktem, czy Polska je powinna podpisywać, czy też nie. Pan uważa, że tego rodzaju obostrzenia są potrzebne? Jarek
Zawsze mnie zastanawia, dlaczego rządzący zamiast wcześniej wyjaśniać, co się dzieje, co planują – wolą później tłumaczyć się, prostować afery. Ale to chyba wynika z ignorancji władzy i to nie tylko o tę sprawę, czyli o ACTA chodzi. Ja zaś uważam, że demokracja polega na tym, że wybieramy polityków nie po to, by nami rządzili, a po to, by nam służyli.
Jeśli chodzi o Internet, to wielokrotnie byłem na niego obrażony. Ludzie wypisywali na mój temat najgorsze rzeczy. Ale z Internetem jest jak z każdym wynalazkiem, każdą technologią, gadżetem. Może robić dobro, albo wyrządzać zło. Tu trzeba sobie zadać pytanie, co oznaczają granice wolności i czy w ogóle one istnieją? Pochodzę jeszcze z pokolenia stanu wojennego i wiem, że każde ograniczenie jest niedobre dla człowieka. Człowiek powinien sam umieć się ograniczać. W sprawie piratów to już nawet Kościół katolicki się wypowiadał, mówił że trzeba się z tego spowiadać. To jest kradzież.
Czego o Piotrze Cyrwusie nie wiemy, a powinniśmy się dowiedzieć? Bogusia
Przede wszystkim staram się dużo czytać. Może coraz mniej powieści, za to więcej literatury faktu, esejów, biografii. Jestem po świetnej biografii Władimira Majakowskiego. Raczej w tę stronę chciałbym swoje życie pokierować, poznawać świat filozofii, socjologii. Uważam, że świat ludzkiego intelektu jest fascynujący. Niesamowite jest dla mnie to, że rodzą się ludzie, tacy jak Dostojewski, Schopenhauer i tym co robią, piszą, dzięki twórczości – wyprzedzają swoją epokę o sto, czy dwieście lat.
Często podkreślane są antagonizmy między mieszkańcami Warszawy i Krakowa. Pan w zasadzie jest mieszkańcem obu tych miast. Czym zatem urzeka Pana Kraków, a co kocha Pan najbardziej w stolicy? Janina
Moje ulubione miejsce w Krakowie to mój dom. Może dlatego, że tak rzadko w nim bywam. Lubię jeździć na rolkach na Błoniach, spędzać czas nad Wisłą, czy w okolicach Kopca. W Krakowie jest najpiękniej, gdy zmieniają się pory roku. Taka zdecydowana wiosna, jesień, czy zima, gdy Planty są obsypane świeżym śniegiem. Uwielbiam empik na rynku, tam na górze można wypić kawę i popatrzeć na senne miasto.
A w Warszawie bardzo lubię też moje mieszkanko, okolice Hali Mirowskiej, gdzie miesza się stara Warszawa z nowoczesną, yuppies z babciami, które kupuję i sprzedają. To cały koloryt Warszawy. W Krakowie tak jaskrawego podziału nie ma.
No i jest jeszcze w Warszawie moje nowe, a w zasadzie stare miejsce. Po 27 latach powróciłem do Teatru Polskiego. Choć już trochę został przebudowany i zmieniony, to sentyment pozostał. Nie ma przypadków, kiedyś tam byłem i znowu mnie tam przyciągnęło.