Wiadomość została wysłana.
Z inicjatywy Ministerstwa Finansów rząd oficjalnie zaproponował utworzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Według projektu już po kilku godzinach niebezpieczne strony mają być unieruchomione.
Już sam tryb legislacyjny, bardzo szybka ścieżka, brak jakichkolwiek konsultacji stawia znaki zapytania pod tym projektem.
Obywatelom tłumaczy się, że wprowadzając te rozwiązania ochroni się ich przed szkodliwymi treściami. Problem w tym, że nie wiadomo kto będzie decydował, kto uzna te treści za szkodliwe. Projekt ustawy jest bardzo restrykcyjny. Równie dobrze moglibyśmy zamknąć część ulicy Puławskiej w Warszawie, bo stanął tam kiosk, gdzie sprzedaje się złe treści. To powrót cenzury i internauci słusznie w tym momencie mocno zaprotestowali.
Internet nie różni się zasadniczo o środowiska w którym żyjemy. Jeśli ścigamy kierowcę, który dokonał jakiegoś wykroczenia lub przestępstwa i korzystamy przy tym z prawa karnego, to tak samo możemy ścigać internautę, który łamie prawo. Te rozwiązania prawne, które obecnie są w zupełności wystarczą. Rząd próbuje wylać dziecko z kąpielą i zablokuje cały adres internetowy.
Przepisy tego projektu stoją wbrew konstytucji i Karcie Praw Podstawowych. W innych krajach zagadnienia te są przedmiotem konsultacji społecznych. U nas projekt ten przyjęło ministerstwo finansów i ukryto go pod hasłem ustawy hazardowej. Taki sposób procedowania zagraża demokracji.
Kodeks karny był już nowelizowany pod kątem bezpieczeństwa internetowego. W bardzo wielu krajach po prostu modyfikuje się istniejące prawo – choćby w zakresie bezpieczeństwa korespondencji. Dlatego my też powinniśmy korzystać z narzędzi, które mamy.
Krzysztof Młynarski, informatyk, specjalista ds. bezpieczeństwa internetowego