Strona główna » Opinie » Komentarze
Rafał Pasztelański

Oburzenie Rutkowskim mocno spóźnione

Autor: not. ZBYT
  • A
  • A
  • A
15:14
06.02.2012
To media stworzyły Rutkowskiego, który skwapliwie to wykorzystuje.

Po dramatycznych wydarzeniach związanych ze sprawą zaginięcia i śmierci sześciomiesięcznej Madzi, przez media przetacza się teraz fala dyskusji na temat postawy Krzysztofa Rutkowskiego w wyjaśnianiu tej zagadki. Słychać pytanie, czy ten człowiek (nadal w wielu publikacjach nazywany detektywem, mimo cofnięcia licencji) nie przekroczył granicy przyzwoitości pokazując na konferencji prasowej film z „przesłuchania” matki Madzi? Czy obowiązku szukania prawdy, nie przesłoniła mu w rzeczywistości chęć wylansowania się na bazie dramatu bliskich Madzi?

Moim zdaniem oba te pytania są retoryczne. Ostatni show z udziałem Krzysztofa Rutkowskiego, nie różnił się niczym od tych, do jakich przyzwyczaił nas przez ostatnie lata. Scenariusz zawsze jest taki sam. On, ostatni sprawiedliwy, obok zrozpaczona rodzina, w tle zamaskowani i groźni pracownicy firmy. To wszystko okraszone koktajlem gróźb pod adresem potencjalnego sprawcy/sprawców, ewentualnym daniem mu szansy na poddanie się i zapewnienie, że sprawa zostanie wyjaśniona. W końcu w blasku fleszy pozostają nie prawdziwi bohaterowie dramatu, ale on sam. Ludzie kupują tę jego butę, pewność siebie. Bo przecież, w ich mniemaniu, zrobił coś, z czym policja czy prokuratura nie mogły sobie poradzić, bo były zbyt powolne. Nikt, bowiem nie patrzy na to, że nawet najbardziej nieudolną jednostkę policji obowiązują procedury i przepisy. Czyli to coś, czym osoby prywatne nie muszą sobie zawracać głowy.

Uważam, że to, co za sprawą działań Rutkowskiego zrobiono z Katarzyną W. było potworne. Abstrahując od tego, co ta kobieta zrobiła, to jednak pokazano ją w momencie, w którym nie mogła mieć nawet świadomości tego, co robi. Najważniejsze stacje telewizyjne pokazały ten koszmarny film, dając się wciągnąć w grę Rutkowskiego. I dopiero wtedy pojawiły się pytania o jego intencje. Zaczęto się zastawiać czy miał prawo działać tak, a nie inaczej i czy można go nazywać detektywem, skoro cofnięto mu koncesję. Szkoda, że znając wcześniejsze działania i wystąpienia Rutkowskiego, ktoś nie zadał sobie ważnych pytań już w chwili, gdy na scenie pojawił się eksdetektyw.

Nie dziwię się Rutkowskiemu, że postępuje tak jak postępuje. Wszak nic tak nie pomaga biznesowi, jak szum medialny. On sam w jednym z wywiadów po zatrzymaniu matki Madzi, powiedział „ja odniosłem sukces i ja to wiem. Ja się świetnie czuję. Bohaterem jesteś dotąd, dopóki się nim sam czujesz”. I wierzę, że on się czuje bohaterem, bo taki wizerunek można zobaczyć w mediach. Mam tylko nadzieję, że sprawa małej Madzi otworzy oczy ludziom, także dziennikarzom. A może przede wszystkim tym ostatnim, bo to właśnie my dziennikarze, w tym i piszący te słowa, byliśmy akuszerami sukcesu Rutkowskiego. Pamiętam jak w latach 90., razem z innymi reporterami policyjnymi zachwycaliśmy się skutecznością człowieka, który rozstawiał po kątach policjantów i punktował ich nieudolność. Z biegiem lat, i poznawaniem kuchni działań Rutkowskiego, fascynacja zmieniała się w przerażenie. I strach przed działaniem na granicy prawa, a często nawet naginaniem go do własnych celów. Przed robieniem szumu medialnego, z którego wynikało niewiele konkretów.

Nie mam wątpliwości, że sprawa Madzi winna się skończyć merytoryczną dyskusją na temat zakresu działania prywatnych detektywów i doprowadzić do załatania dziur w systemie, pozwalających zajmować się tą dziedziną ludziom bez wymaganych koncesji. Boję się jednak, że sprawa skończy się jak zawsze. Będą głosy sprzeciwu. Głos zabierze kilku ważnych polityków. A w końcu przycichnie i za jakiś czas znowu będziemy wyrażać swoje oburzenie na działanie jakiegoś „detektywa”.

Rafał Pasztelański, dziennikarz kryminalny tvp.info

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: