Wiadomość została wysłana.
Wydaje mi się, że tzw. obrońcom krzyża forma pomyliła się treścią. Słowa które padają przed Pałacem Prezydenckim są pełne złości i nienawiści. Trochę mnie to smuci, bo krzyż, czyli symbol męki Chrystusa, oznacza coś innego niż to, co próbuje się mu przypisać.
Na Krakowskim Przedmieściu można zaobserwować osobowość plemienną z krzyżem jako totemem. Ci ludzie wychodzą z założenia, że wszyscy, którzy myślą inaczej niż oni to wrogowie, ludzie głupsi, nie wyłączając hierarchów katolickich. Obrońcy krzyża robią wrażenie zawodowych tropicieli spisków, ludzi z osobowością paranoidalną.
Skąd się wzięło takie nastawienie? Ich przypadek świadczy o tym, że w różne aktywności angażujemy się przypadkowo. Im więcej włożymy w nie jednak energii, tym trudniej się wycofać. W dodatku uzależniająco działała adrenalina. Obrońcy krzyża są filmowani, pojawiają się w telewizji, więc rośnie w nich przekonanie, że są ważnymi osobami. To bardzo silny narkotyk.
Po drugiej stronie mamy młodych ludzi, którzy kilka dni temu za pośrednictwem Internetu zebrali się na Krakowskiem Przedmieściu i pokazali, że mają do całej sprawy podejście zabawowe. Kontrast pomiędzy tymi postawami jest tak duży, że obrońcy krzyża tylko utwierdzą się, że mają rację.
W jaki sposób rozwiązać ten konflikt? Zawsze można obniżyć poziom emocji przez wyłonienie spośród obrońców krzyża reprezentacji osób, które uznają jakiekolwiek autorytety. Z nimi należałoby podjąć próbę mediacji. Najlepiej by było, gdyby zaangażował się w nią Jarosław Kaczyński. Ale na to raczej nie mamy co liczyć.
Dr Hanna Hamer – Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie