Nie noszę złota, wolę srebro – śmieje się drobna blondynka i z zapałem opowiada o swojej „pracy z kilofem”. „Złota Ela”, bo tak o niej mówią znajomi, każdą wolną chwilę spędza pod ziemią. Jak to się stało, że weterynarz z wykształcenia jest właścicielką kopalni złota? „Po prostu pewnego dnia zastawiłam dom, ziemię i powiedziałam: kupuję”. A wraz z kopalnią Elżbieta Szumska odnalazła prawdziwy skarb: pasję.
– Nigdy nie zapomnę swojego pierwszego dnia w kopalni – opowiada Elżbieta Szumska.
– Zatrudniłam się jako przewodnik i pamiętam miny turystów, gdy powiedziałam im, że przed nimi półtorej godziny zwiedzania. A potem pamiętam, jak usypiali z nudów, gdy opowiadałam historię zawiłych losów kopalni. Nie rozumiałam, dlaczego ich to nie fascynuje, tak jak mnie – śmieje się „złota Ela”. Przewodnikiem została przypadkiem, gdy szukała pracy. Ogłoszenie samo wpadło jej w ręce, a w kopalni od razu poczuła się „jak u siebie”. Tak kocha swoją pracę i zapach gumowych kombinezonów, że raz przed zejściem do ulubionej sztolni zasłabła. Z wrażenia, emocji, podniecenia.
Okazja, by kupić udziały w kopalni złota w Złotym Stoku (Dolnośląskie), przyszła z czasem. Szumska początkowo tylko dzierżawiła trasę turystyczną, ale brak swobody ograniczał jej ambicje. Kiedy nadarzyła się okazja, postanowiła zastawić 140 hektarów ziemi, dom, samochód, by kupić udziały. Musiało się udać, bo od 1996 roku znała każdy centymetr kopalni. Co na to mąż?
– Zaufał mi. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę – mówi. A łatwo nie było. Tym bardziej, że w tej kopalni samorodków złota nie widziano od lat.
Oszust Wit Stwosz
Niejeden próbował zarobić tutaj krocie. Przejechał się na tym sam Wit Stwosz. Pieniądze, które otrzymał za wykonanie ołtarza w Kościele Mariackim w Krakowie, chciał w kopalni podwoić z pomocą głównych udziałowców – rodziny Fugerrów. Niestety wyczerpywanie się złotonośnych złóż doprowadziło artystę do bankructwa. Fugerrowie nie odnaleźli kolejnej żyły złota. Wit Stwosz w desperacji zdecydował się na fałszerstwo weksla, co szybko wyszło jednak na jaw. „Gorączka złota” skończyła się dla artysty procesem w Norymberdze, podczas którego został napiętnowany jako oszust.
Pani Elżbieta miała jednak nosa do inwestycji. Jako przewodnik pracowała przez trzy lata, a doświadczenie szybko nauczyło ją, czego chcą turyści. Teraz to oni są jej złotem, bo dzięki niej na podziemne wycieczki przyjeżdżają tłumy. Jej zapał i pasja nie mają granic, dlatego w kopalni można – prawie – wszystko.
Poproszę opcję z zatonięciem
Szumska co roku dodaje do zwiedzania nowe atrakcje, bo – jak mówi – turyści ją często zaskakują.
– Mają ułańską fantazję – żartuje. I opowiada o wycieczce „panów w garniturach”, która przywodzi na myśl historię Titanica. Panowie zamówili pływanie gondolą, jednak na pokładzie poniosła ich fantazja. Łódka przewróciła się i wszyscy wylądowali w wodzie.
– To był luty. Zimno – mówi pani Elżbieta, jednak dodaje, że zrobiło się gorąco… Sytuację udało się załagodzić. Nie minęły trzy miesiące, jak w kasie stawił się klient, który poprosił o pływanie gondolą… z zatonięciem. Jak wytłumaczył zdziwionej kasjerce, jakiś czas temu był tu jego szwagier i bardzo sobie chwalił przygodę, jaką przeżył na łódce w Złotym Stoku. A raczej za burtą.
12 metrów do skarbu
Złoto to dla pani Elżbiety synonim przygody, tajemnicy. Fascynuje ją złoto Inków. Pracę, w którą wkłada całe serce, łączy z wychowywaniem trójki dzieci, na szczęście już odchowanych, bo, jak mówi, nie jest to etat od 8 do 16.
– Kładę się i wstaję, myśląc o swojej pracy. To jest ciągłe czuwanie – mówi. I przyznaje, że jej zajęcie nie opiera się tylko na podziemnym muzeum. Ona szuka ukrytego w kopalni skarbu.
– Wierzę, że tam coś się kryje. Niemcy, wysadzając Sztolnię Czarną Dolną w 1945 roku, zostawili tu na pewno jakąś niespodziankę. Zostało nam jeszcze 12 metrów – mówi podekscytowana. Sama zakłada roboczy strój i bierze udział w tym fascynującym, ale mozolnym procesie. Wszystko toczy się powoli, brakuje dobrego sprzętu.
Czego tam szuka?
– Na pewno nie bursztynowej komnaty – śmieje się Elżbieta Szumska. Jej zdaniem, to mogą być dokumenty, a nawet alkohole.
– Niemcy mogli ukryć je tam przed Rosjanami. Może tam być też skład wina – żartuje. Jednak, jak mówi, „samo szukanie jest cudne”. Znaleźć nawet nie chce, bo obawia się, że odkrycie sprowadzi na nią problemy. Pojawią się jakieś roszczenia, tłumy badaczy i ciekawskich. Mogłoby to zaburzyć życie kopalni i jej mieszkańców.
Napoleon, Rasputin i arszenik
Najdziwniejsze historie w kopalni łączą się z Chodnikiem Śmierci o niezwykle ponurej historii. Tutaj bowiem skazywano na śmierć górników podejrzanych o kradzież złota. To miejsce ciężko było dostosować dla zwiedzających, bo się przed tym broniło.
– Tam się na początku działy dziwne rzeczy. Wchodząc do Chodnika Śmierci odczuwało się przenikliwy chłód, coś nieprzyjemnego, co przeszywało człowieka – opowiada.
– Pewnego razu nocą doszło do niewytłumaczalnego obsunięcia. Gdy przyszliśmy rano, droga była zamknięta. Uznaliśmy to za znak, że zmarli górnicy domagali się spokoju. Sytuacja wróciła do normy dopiero po poświęceniu tego miejsca – opowiada.
Niewykluczone, że kopalnia złota mogła rzucić na kolana samego Napoleona. W tym czasie, gdy Napoleon był podtruwany arszenikiem, Złoty Stok był jego jedynym producentem na świecie. Stąd pochodził arszenik, który zaopatrywał cały świat. Spiskowcy Napoleona nie wiedzieli jednak o tym, że rozłożenie dawki śmiertelnej na mniejsze nie zabija. Dlatego Napoleon, który miał ciągły kontakt z arszenikiem (podklejano nim tapety, smarowano rogi książek), uodpornił się na tę truciznę. Arszenik – w małych ilościach – zażywał też słynny Rasputin. Właśnie po to, by się na niego uodpornić.
Wodospad z certyfikatem
W kopalni można usłyszeć niezwykłe historie nie tylko o Napoleonie, Rasputinie czy Wicie Stwoszu, ale też o tym, jak łączy ona pokolenia.
– Podziemia łączą ludzi, którzy kochają takie poszukiwania, którzy mają ten sam błysk w oku. Te podziemne przyjaźnie to coś niesamowitego. Są niezwykle trwałe i takie „na zawsze” opowiada Elżbieta Szumska. Szumska dba też o górnicze tradycje. Od 1999 roku Złoty Stok w wyjątkowy sposób świętuje Barbórkę. Odbywa się tu podziemna msza, na którą przyjeżdżają dawni pracownicy kopalni złota.
– Zostało jeszcze dziesięciu takich górników. Robimy to głównie dla nich. Jeden z nich mówił mi ostatnio, że chciałby dożyć kolejnej Barbórki – opowiada pani Elżbieta.
Działalność Elżbiety Szumskiej została doceniona. Dwa razy kopalnia otrzymała certyfikat na najlepszy produkt turystyczny w Polsce. Nagroda z 2008 r. to jednak wyróżnienie nie dla instytucji, a właśnie dla „złotej Eli” – jedynej kobiety w Polsce, która zarządza kopalnią.
„Złota Ela” nie osiada na laurach. W kopalni już można pływać gondolą, jeździć tramwajem, łowić złoto, zobaczyć jedyny w Polsce podziemny wodospad. Co roku atrakcji przybywa. Są też „postrzeleni” – pomysł jej córki Marty, która do oferty dołożyła paintball. Marta jest dumna ze swojej mamy i mówi o niej: „pasjonatka, która została businesswoman”.
Czy zapracowana Elżbieta Szumska ma w ogóle wolny czas? Jak mówi niedawno złapała nowego bakcyla i uczy się gry w bilard. Jej marzeniem pozostaje wyprawa do Peru, która ma szansę urzeczywistnić się już w przyszłym roku. Niedługo też zostanie babcią, do tej nowej roli szczególnie się szykuje.
Polska droga do złota
Kopalnia, która służy teraz za muzeum turystyki, w latach swojej świetności była żyłą złota. Na przestrzeni całego okresu wydobywczego, tj. w ciągu ponad 700 lat, wydobyto w Złotym Stoku ok. 16 ton czystego złota.
Największy rozkwit górnictwa złota przypadł w Złotym Stoku na początek XVI w. W połowie wieku wydobycie stanowiło 8 proc. produkcji złota w Europie. Za intensywnym rozwojem wydobycia nie szedł jednak równie intensywny postęp techniczny, co prowadziło do katastrof. Jedną z największych było zawalenie się głównego szybu w sztolni „Złoty Osioł” – zginęło wtedy 59 górników. Zawał nigdy nie został usunięty i nigdy też nie odnaleziono szczątków ofiar.
W XVII wieku zła passa dla kopalni i miasta trwała. W licznych katastrofach i pożarach zginęło 1100 osób. Przełom przyniósł dopiero Hans Schärffenberg - aptekarz i alchemik, który osiedlił się u podnóża Gór Złotych. Dzięki niemu Złoty Stok na ponad 100 lat stał się głównym światowym dostawcą arszeniku.
Reaktywacja „gorączki złota” nastąpiła w XIX wieku. W 1962 roku z niewyjaśnionych dotąd przyczyn „odgórnym zarządzeniem” zakończono działalność górniczo-hutniczą w Złotym Stoku.
W końcu postanowiono, że niektóre korytarze warto udostępnić dla ruchu turystycznego – w 1996 roku uruchomiono Podziemną Trasę Turystyczną „Kopalnia Złota”. Jednak legendy o ukrytym skarbie powodują, że przybywają tutaj nie tylko turyści, ale także poszukiwacze skarbów.