Strona główna » Magazyn » Po godzinach
Wielka diwa nie zdołała się podnieść. Dlaczego?

Whitney Houston – zraniony anioł

Autor: Alicja Pawlikowska
  • A
  • A
  • A
14:44
13.02.2012
Przemieniająca się na scenie w anioła ochrzczonego „The Voice”(ang. głos) lub odurzona narkotykami i pobita, poświęcająca się bez reszty toksycznemu małżeństwu – taka była Whitney Houston, wielka gwiazda, zmarła tragicznie w hotelu Beverly Hilton w USA. I chociaż kolejne niepowodzenia, utrata nadziei na prywatne szczęście już kilka lat temu odbiły się na jej głosie, fani 20 lat od premiery filmu „Bodyguard” nadal wierzą w potęgę miłości m.in. dzięki jej piosence „I Will Always Love You”.
fot.
Whitney Houston (9.08. 1963 – 11.02. 2012) (fot. EPA/ZACARIAS GARCIA)
Whitney była dzieckiem szczęścia: wychowywana w Newark w kochającej rodzinie, domu pełnym artystów, rytmów gospel, rhythm and bluesa i soulu, obdarzona została przy tym talentem i niezwykłą urodą. Kiedy śpiewająca gospel matka Cissy pracowała w chórze miejscowego kościoła baptystów, Whitney zajmował się ojciec John, dom wypełniały osławione postacie ze świata muzyki: kuzynki Dionne i Dee Dee Warwick, matka chrzestna „królowa soulu” Aretha Franklin. Już wówczas okazało się, że dziewczynka jest wyjątkowo uzdolniona, rodzina postanowiła więc zapisać ją do chóru New Hope Baptist Junior Choir. Tam w wieku 11 lat Whitney została solistką, pierwszy występ z hymnem „Guide Me O Thou Great Jehovah” porwał i sparaliżował wszystkich wiernych, a ona sama zdecydowała, że chce poświęcić się muzyce.

W trakcie nauki w katolickim liceum dla dziewcząt, Cissy zaczęła myśleć o profesjonalnej karierze córki, jako 14-latka Whitney nagrała pierwszy singiel z grupą Michaela Zagera. Zaczęły napływać propozycje, budziła sensację nie tylko jako zjawisko muzyczne o niesamowitej barwie i sile głosu (pięć oktaw), interesował również jej egzotyczny, ale łączący zarówno cechy Afroamerykanki jak i Amerykanki wygląd - jasna skóra, duże oczy, piękny uśmiech i długie nogi. Zaraz po występie gościnnym na płycie Chaki Khan w piosence „I'm Every Woman”, Whitney wypatrzona na jednym z koncertów zaczęła pracę jako modelka. Pojawiła się m.in. na okładkach magazynów „Cosmopolitan”, „Young Miss”, „Glamour” i – jako pierwsza czarnoskóra kobieta – w „Seventeen”, na łamach „ Vogue’a” oraz w wielu reklamach.

Whitney pojawiła się publicznie, w momencie, gdy świat potrzebował kogoś takiego jak ona. Na początku lat 80. dla stacji MTV, krytykowanej za emitowanie ograniczonej liczby klipów czarnoskórych artystów, była kimś wręcz idealnym, a wrażenie to podsycał Clive Davis z wytwórni Artista Records. Kiedy Micheal Jackson przecierał szlaki czarnym wykonawcom, ona zrobiła to samo dla wokalistek.

Sprzyjał temu sukces singla „How Will I Know", nr 1. na liście MTV – stacja nie miała wyboru i wideo do piosenki Whitney stało się jednym z najczęściej pokazywanych w stacji, obok niej pojawiły się twarze takie jak Janet Jackson, Anita Baker, czy Sade. Jak powiedziała w tamtych czasach Baker: „dzięki temu, co zrobiły Whitney i Sade, pojawiło się miejsce też dla mnie. Dla telewizji, dla radia, czarne piosenkarki nie były już więcej tabu”. Zgodził się z nią dziennik „New York Times”, który nazwał Houston „katalizatorem czarnej muzyki, która połączyła wokalne tradycje soulu, popu, jazzu i gospel”. Dziennikarka muzyczna „Los Angeles Timesa” nazwała ją natomiast „skarbem narodowym”.

„I Wanna Dance With Somebody”

Whitney zapamiętana jest nie bez powodu jako ikona lat 80. i 90. Album, na który kontrakt podpisała w 1983 r., nazwany po prostu „Whitney Houston”, ukazał się dopiero dwa lata później. Było to prawdziwe zaskoczenie, ponieważ mimo braku wielkich hitów, i będąc kompletnie nieznaną postacią, Whitney zebrała pozytywne opinie krytyków za głos i charyzmę, a piosenka pt. „You Give Good Love" dostała się na 3. miejsce listy hitów magazynu Billboard. Rok później natomiast, już po wielkim podboju MTV, magazyn uznał cały album za godny 1. miejsca., gdzie utrzymał się przez ponad 14 tygodni. „Whitney Houston” do dzisiaj jest najczęściej kupowaną płytą debiutancką solowej artystki w historii muzyki. Sprzedano ją w około 25 mln egzemplarzy.

Po tak wspaniałym sukcesie Whitney stała się wielką gwiazdą. Kolejny album „Whitney” był złożony z praktycznie samych hitów: „I Wanna Dance With Somebody (Who Loves Me)", „Didn't We Almost Have It All", So Emotional" „Love Will Save the Day” I rozszedł się w milionach egzeplarzy, tak samo jak kolejny album „I'm Your Baby Tonight”, którego trasę koncertową okrzyknięto wprawdzie porażką, lecz nie była to porażka mogąca zaszkodzić statusowi diwy.

Tak więc cały czas będąca na szczycie Whitney idealnie pasowała do wizji reżysera Micka Jacksona, który wyobraził sobie ją w roli sławnej piosenkarki i aktorki Rachel Marron, nękanej pogróżkami przez psychopatę. Film „Bodyguard” – w którym w roli nieustraszonego ochroniarza Rachel Franka wystąpił Kevin Costner – okazał się dla Whitney kolejnym, o ile nie największym w karierze sukcesem – mimo braku doświadczenia w aktorstwie, zebrała pozytywne recenzje, a on sam zarobił 410,9 mln dol. na całym świecie i stał się tym samym drugim najbardziej dochodowym filmem roku 1992. Jednak nie sama produkcja, a singiel do niej stał się od tej pory wizytówką Whitney. Ballada „I Will Always Love You” – napisana przez Dolly Parton, ale nie robiąca wrażania w jej wykonaniu – stała się absolutnym hitem, natychmiast wchodząc na pierwsze miejsca muzycznych rankingów, zbierają wszystkie możliwe nagrody Grammy, American Music Awards, World Music Awards, Billboard Music Awards. Dziś „I Will Always Love You” zajmuje 7. miejsce na liście najlepiej sprzedających się (dochodowych) kobiecych singli w historii.

Dobra passa sprawiła również, że 29-latka postanowiła związać się z o sześć lat młodszym kolegą muzykiem Bobbim Brownem.

fot.
Małżeństwo Whitney z Bobbym przetrwało 14 lat (fot. EPA/WILLIAM CONRAN)
„It's Not Right But It's Okay”

Małżeństwo Houston-Brown szybko okazało się katastrofą. Zbuntowany muzyk swoim upodobaniem do alkoholu i narkotyków zaraził żonę, prasę zaczęły obiegać zdjęcia Whitney z siniakami i krwią na twarzy na zmianę z tymi, ukazującymi ją z błędnym wzrokiem. Zdarzyło jej się nawet zostawić na lotnisku walizkę wypełnioną marihuaną. Nic w domu państwa Brown nie zmieniło przyjście na świat ich córeczki Bobbi Kristiny.

Związek jednak trwał. Mimo licznych zdrad Bobby’ego, w 2003 roku telewizja „Fox News” podała, że para stara się o kolejne dziecko. Zaraz po tej informacji Brown został zatrzymany podczas rodzinnej kolacji, za łamanie nakazu sądowego, który nakazywał wykonanie prac społecznych – wcześniej został złapany na prowadzeniu samochodu po pijanemu.

Krótko po zwolnieniu, kolejny raz pobił żonę, za co trafił do więzienia. Zaraz po wyjściu była partnerka, aktorka Kim Ward, z którą muzyk ma dwoje dzieci, oskarżyła go o zaległości alimentacyjne. Brown znowu trafił do więzienia. Houston coraz częściej widywana pod wpływem narkotyków zdecydowała się na odwyk. Jak publicznie przyznała, miała problemy z zażywaniem kokainy i nadużywaniem leków.

Whitney wielokrotnie próbowała odejść od Bobby'ego, jednak zwykle na słownych groźbach się kończyło. Nie ukrywała, że jest jej trudno. „Byłam od niego uzależniona” – mówiła. Po 14 latach w końcu wniosła o rozwód. Para rozeszła się 24 kwietnia 2007 roku.

W 2009 roku w rozmowie z Oprah Winfrey wyznała, czym było jej małżeństwo: „Bobby policzkował mnie i pluł na mnie! Pluł na moją twarz i zostawiał mnie w totalnej rozsypce psychicznej – bardzo zranioną i bardzo złą”. On sam nie pozostawał jej dłużny. W rozmowach z prasą, nawet 2 lata po zakończeniu związku podkreślał, że w uzależnienia wpadł z powodu „nudy w związku” i gdyby mógł, to chciałby zapomnieć dzień, w którym ją poznał.

„Houston, nadal mamy problem"

Rozstanie z byłym mężem dało Houston siłę. Po 11 latach ruszyła w nową trasę koncertową promującą album „I Look To You". Jednak cześć występów została albo odwołana z powodu choroby, albo okazała niezbyt udana i nie spotkała się z przychylną oceną dziennikarzy. „Houston, mamy problem" – tak podsumowała koncert w Birmingham jedna z najpoczytniejszych gazet w Wielkiej Brytanii – „The Sun". Także przed występem w Paryżu piosenkarka nagle zaczęła mieć kłopoty ze zdrowiem – silna infekcja sprawiła, że dzień koncertu spędziła w szpitalu. Po nieudanym tournée rozpoczęła kolejną terapię odwykową w związku planami wznowienia kariery filmowej – chciała zagrać w sequelu hitu z 1995 roku „Czekając na miłość" oraz musicalu „Sparkle” (nad którym zaczęła pracę).

Nie wiadomo jednak, jak długo udało jej się pozostać czystej, ponieważ kilka miesięcy po zakończeniu odwyku wszczęła awanturę na pokładzie samolotu, kiedy stewardessa poprosiła ją o zapięcie pasów.

Na początku roku media obiegła wiadomość o jej bankructwie. Jak podał radaronline.com. – cały swój majątek miała wydać na narkotyki.

O jej śmierci media poinformowały 11 lutego 2012. Wiadomość tę Bobby Brown skomentował publicznie: „I will always love you, Whitney”. Tyle, że wiele wskazuje na to, iż to właśnie on może stać w pierwszym szeregu osób, które przyczyniły się do tragicznego końca wielkiej gwiazdy.

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: