Strona główna » Magazyn » Po godzinach
Rusza proces o porachunki w warszawskim półświatku

Śmierć „Komandosa” pogrąży „Szkatułę”?

Autor: Rafał Pasztelański
  • A
  • A
  • A
10:30
06.02.2012
Czołowy polski gangster Rafał S. ps. Szkatuła staje do kolejnej batalii z wymiarem sprawiedliwości. Tym razem za podżeganie do zabójstwa watażki gangu żoliborskiego Tomasza S. ps. Komandos. Do tej pory „Szkatuła” zgodził się poddać karze 5,5 roku więzienia za m.in. kierowanie gangiem, handel narkotykami i kradzieże samochodów. Teraz grozi mu nawet dożywocie, ale w rzeczywistości wyrok nie przekroczy raczej siedmiu lat. O ile zapadnie.
1
Rafał S. został już skazany za kierowanie gangiem (Fot.PAP/Paweł Supernak)

Rozpoczynający się dzisiaj przed warszawskim sądem okręgowym proces „Szkatuły”, to czwarta już w tym roku batalia tego gangstera z wymiarem sprawiedliwości. Jak dotąd boss jednego z najgroźniejszych narkogangów w Polsce jest wyjątkowo ugodowy. Bez zmrużenia okiem poddaje się kolejnym wyrokom za przestępstwa z połowy lat 90. Nawet przy poważniejszych zarzutach zdecydował się na układ z prokuraturą i zaproponował dobrowolne poddanie karze. Za kierowanie gangiem, kilka kradzieży, rozbój i handel narkotykami zasugerował wyrok 5,5 roku więzienia. Prokuratura zgodziła się na takie rozwiązaniem, a sędzia prowadzący sprawę nazwał postawę podsądnego „godną szacunku”. To wszystko przy całkowitym milczeniu „Szkatuły”, który zgodnie z prawem poddając się karze, nie musiał przyznawać do zarzucanych czynów. Zresztą podkreślał to z uśmiechem, po wydaniu wyroku.

Teraz bossa czeka jednak trochę trudniejsze zadanie, a waga zarzutu jest także znacznie poważniejsza. Rafał S. został oskarżony o podżeganie do zabójstwa Tomasza S. ps. Komandos, watażki gangu żoliborskiego. Grozi za to nawet dożywocie. Jednak dwaj inni gangsterzy, którzy wcześniej odpowiadali za to samo przestępstwo: Szymon K. ps. Szymon z Łomianek oraz Dariusz Sz. ps. Darek Bródnowski, zostali skazani na kary nie przekraczające siedmiu lat więzienia i obaj je już zdążyli odsiedzieć. Można się spodziewać, że w przypadku skazania „Szkatuła” usłyszy podobny wyrok. O ile uda się udowodnić, że miał związek z całą sprawą. Prokuratura dysponuje jednak zeznaniami Piotra K. ps. Kima. Na początku nowego millenium był on członkiem gangu „Szkatuły”, a nawet jego prawą ręką. Gdy podczas tragicznej zabawy bronią, zastrzelił z pistoletu maszynowego swoją narzeczoną, zdesperowany przyjął, jak zeznał, zlecenie na „Komandosa”. Z zadania nie wywiązał się, ale sprawa żoliborskiego watażki została załatwiona po myśli jego wrogów... Wszystko wskazuje na to, że obrona bossa będzie chciała podważyć wiarygodność „Kimy” przypominając o tym, że zabił swoją dziewczynę. Skruszony został jednak skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci, a nie zabójstwo. Poza tym w dalszym ciągu współpracuje z organami ściganiami.

Upadek

2
Policyjni technicy w Centrum Handlowym przy ulicy Okopowej w Warszawie.(Fot. PAP-Przemek Wierzchowski)
Egzekucja w ratach

Tomasz S. był zabijany na raty. Jego upadek zaczął się w chwili, gdy po opuszczenia więzienia (spędził w nim trzy lata, podejrzany o zabójstwo Wojciecha B. jednego z liderów buntowników w łonie „Żoliborza”, którym targała krwawa wojna domowa) chciał odzyskać wpływy w półświatku. Razem ze swoim ogromnym wspólnikiem, o wymownym pseudonimie „Czacha”, zaczęli przejmować stołeczny bazar Wolumen.

Od połowy lat 90 była to prawdziwa żyła złota dla bandyckiego podziemia. Tam handlowano przemycanym alkoholem, kradzionym sprzętem, zakazaną pornografią, a nawet narkotykami. Większość handlarzy musiała płacić nie tylko placowe, ale i za ochronę ze strony „miasta”, czyli gangsterów. Prawa do Wolumenu rościł sobie Szymon K. ps. Szymon z Łomianek, kolejny z żoliborskich watażków. Czuł się pewnie mając wsparcie ze strony wybijającego się już w półświatku „Szkatuły”, który stawiał pierwsze kroki jako samodzielny boss dużego gangu. Z kolei „Komandos” mógł liczyć na pomoc gangu mokotowskiego. I wiedząc, że w 2002 r, grupa ta dominowała w stolicy, nie bał się konkurentów. – „Komandos” chciał przejąć Wolumen, zniszczyć naszą grupę i przejąć wpływy. Nie raz strzelał do naszych, najeżdżał na nasze punkty, na agencje i przejmował też komisy samochodowe – czytamy w zeznaniach „Kimy”.

Miarka się w końcu przebrała i na jednym ze spotkań na szczycie, w którym uczestniczyli, wedle „Kimy”: „Szymon”, „Szkatuła” oraz „Darek Bródnowski”, zapadła decyzja o sprzątnięciu „Komandosa”. Pierwszym kilerem miał być „Kima”, który jak wspominaliśmy zastrzelił swoją narzeczoną i musiał się ukrywać. Z jego zeznań wynika, że załamany i zdesperowany zgodził się przyjąć zlecenie na Tomasza S. - „Szkatuła” powiedział, żebym za 8 tys. dolarów zabił „Komandosa”. Zgodziłem się, a „Szkatuła” miał go wystawić – mówił „Kima”.

Jeden z podwładnych „Szkatuły” przekazał mu nawet pistolet maszynowy. Jednak to nie „Kima” rozpoczął polowanie na „Komandosa”. Pierwszego ataku dokonano w ruchliwym centrum handlowym Klif w stolicy przy ul.Okopowej. W policyjnej analizie morderstwa czytamy: „O godz. 14,30 oficer dyżurny powiadomił wydział zabójstw o postrzeleniu trzech NN mężczyzn w budynku supermarketu Klif na I piętrze w barze Wiking. Śmierć na miejscu dwóch : Krzysztof B. - ze wstępnych oględzin zwłok wynika, iż denat posiada dwie rany postrzałowe: lewej okolicy skroniowej oraz prawej okolicy ciemieniowo potylicznej, Artur M. ps. Budyń - denat posiada trzy rany postrzałowe: na tylnej powierzchni prawego ramienia i w okolicy czołowej prawej. Trzeci - ranny mężczyzna - Artur N. ps. Gruby vel Jogi - dwie rany postrzałowe prawego barku”. Policjanci odnotowali jeszcze, że przed przyjazdem pogotowia Artur N. zjadł kartę SIM ze swojego telefonu.

Szybko też okazało się, że w chwili strzelaniny w barze Wiking siedziało czterech mężczyzn. Jeden z nich uciekł, gdy jego kompani zaczęli ginąć. Tym szczęśliwcem był – Tomasz S. ps. Komandos. To on był celem, wyraźnie nieudanego zamachu. Wszystkie ofiary strzelaniny w Klifie miały bogatą kartotekę.

Co ciekawe w kilka godzin po masakrze na przesłuchanie trafił Szymon K. ps. Szymon z Łomianek, typowany jako podejrzewany o zlecenie zabójstwa w Klifie. Przyznał, że przed strzelaniną był w Klifie i spotkał się z „Komandosem”. Ale załatwili swoje interesy i się rozstali. Zdaniem policjantów „Szymon” chciał w ten sposób pokazać cel kilerowi, którym miał być „Czeczen kręcący się przy „Szkatule”.

1
Bezpośredniego wykonawcy mafijnego wyroku na "Komandosie" dotąd nie znaleziono(fot. materiały operacyjne policji)

Pechowa trzynastka

„Komandos”, który wiedział, że stał się łowną zwierzyną zwiększył czujność, ale nie zmienił swoich starych nawyków. Okazało się, że po strzelaninie w Klifie nie może liczyć na pomoc „Mokotowa”. Członkowie tej grupy nie zdecydowali się na wydanie wojny grupie „Szkatuły”. Jak dotąd gangi za bardzo nie wchodziły sobie w paradę i poza incydentami z łamaniem kości dilerów narkotyków zapędzających się na tereny konkurencyjnych gangów, panowało między nimi zawieszenie broni.

13 sierpnia, ok. 22.15 na stację benzynową Statoil przy ul. Radzymińskiej 90 wjechało czarne bmw. Z samochodu wysiadł „Komandos” , który spokojnie zatankował i zrobił drobne zakupy na stacji. Następnie spokojnie podjechał na stanowisko z odkurzaczem przyległym do budynku stacji. „W trakcie sprzątania wnętrza pojazdu podszedł do niego NN mężczyzna i oddał w jego kierunku kilka strzałów z broni palnej, po czym oddalił się. Według pracownika ochrony, w trakcie gdy przebywał wewnątrz sklepu usłyszał kilka odgłosów, przypominających klaśnięcie w dłonie, dochodzących z zewnątrz obiektu. W chwili gdy skierował się na zewnątrz budynku podszedł do niego NN mężczyzna i wskazując na rejon gdzie znajduje się stanowisko z odkurzaczem samochodowym powiedział: tam leży zastrzelony człowiek, proszę zadzwonić na policję”.

W czasie oględzin zwłok znaleziono dwie rany szyi i kilka klatki piersiowej oraz pleców. „Komandos” skonał na miejscu. Jego zabójca zamaskowany był tylko czapką bejsbolówką naciągniętą na oczy. Tak jak strzelec z Klifa. Według policji był to czeczeński gangster, który jakiś czas potem zginął w wypadku samochodowym. Dotąd nikomu nie postawiono zarzutów zabójstwa w Klifie lub na stacji benzynowej.

To jeszcze nie koniec?

Warszawscy śledczy prowadzą jeszcze kilka spraw, w które zamieszani są członkowie grupy Rafała S. To właśnie im przypisywana jest m.in. spektakularna egzekucja Konrada O. ps. Obój w 2004 r., kurującego się w Szpitalu Bielańskim. Rok wcześniej – 17 października 2003 r. zginęli Włodzimierz Ch. ps. Buła i Maciej S. ps. Konik. Według skruszonych „Buła” miał rywalizować ze „Szkatułą” o wpływy. W maju 2006 r. zastrzelono Roberta B. ps. Bokserek, który przejął władzę na gangiem żoliborskim i chciał się usamodzielnić. Tylko w tej sprawie zarzuty usłyszało kilku gangsterów a jeden poszukiwany jest listem gończym. Sam „Szkatuła” raczej nie musi obawiać się zarzutów w tych sprawach. Jednak wedle nieoficjalnych informacji gangster usłyszy jeszcze kolejne zarzuty dotyczące przestępstw mniejszego kalibru. Wciąż nie wiadomo co robił w latach 2005-2011. Zeznania świadków koronnych urywają się bowiem na 2005 r. Możliwe, że białe plamy wypełnią zeznania nowych skruszonych.

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: