Polski salon zapełnił się nowymi celebrytami. Gwiazdy i gwiazdeczki pojawiają się znikąd, wkraczając na medialny firmament całymi rodzinami, jak choćby robiące oszałamiającą karierę siostry Grycan. Do łask wracają stare nazwiska, jak Orzechowska, czy nawrócona po okresie salonowego „niebytu” Frykowska. Ale gdyby ktoś dociekał, czym ci ludzie zasłynęli, jak zasłużyli sobie na miano idola i celebryty – trudno o jasną odpowiedź. Okazuje się, że w Polsce celebrytą wystarczy być.
Marta Grycan coraz częściej na salonach pojawia się z córką Wiktorią (fot. PAP/Stach Leszczyński)
– Celebryta pojawia się, wiadomo. Co innego miałby robić? Mnie to nawet nie denerwuje, mnie to raczej śmieszy. A chwilami jest to nawet żałosne… – tak o życiu polskich celebrytów mówi w rozmowie z portalem tvp.info Maria Czubaszek, pisarka, satyryk, felietonistka, a ostatnio – znawczyni polskiego show biznesu.
Ale zanim celebryta zacznie bywać i być znanym z faktu, że jest znany – musi się gdzieś pojawić, albo liczyć na to, że jego nazwisko jest wystarczająco „nośne” w branży.
Podbój świata w rozmiarze XL
Jak mogliśmy się przekonać ostatnimi czasy, nazwisko Grycan, rodziny specjalizującej się w produkcji lodów – otwiera drzwi polskich salonów. Marta Grycan, synowa rekina słodkiego biznesu dała temu wyraz pojawiając się na niezliczonej ilości gal, bankietów, imprez, pokazów mody i innych rautów. Dlaczego dopiero teraz o niej usłyszeliśmy, skoro – jak sama twierdzi – „wcześniej już bywała”?
Podobno dlatego stała się sławna, gdyż otworzyła swoją pierwszą autorską cukiernię i tym samym przestała być jedynie synową swojego wpływowego teścia i żoną jego równie znanego w branży syna. Poza tym, jak ocenili najbardziej znani w Polsce specjaliści od mody, pani Grycan z takim poświęceniem przez ostatnie miesiące dbała o swój wizerunek i imprezowe stylizacje, że dziś podobno można mówić o niej w kontekście „ikona stylu”.
– U pani Grycan najpierw pojawiło się zaplecze. Mieliśmy córkę lekarzy z miasteczka „x” i syna lodziarzy z miasteczka „y”. Państwo wzięli ślub, rozkręcili własny niezależny interes i to okraszony lukrem cukierniczym. To spowodowało, że stali się jednymi z najbogatszych Polaków – mówi Tomasz Jacyków, chyba najbardziej znany polski stylista.
Zdaniem specjalisty od wizerunku gwiazd, to nie przypadek, że właśnie Marta Grycan zaczęła święcić triumfy na bankietach. – Pojawiła się na salonach w zeszłym roku, mając jakiś plan w zanadrzu. Myślała o swoich przedsięwzięciach, programie telewizyjnym, to jej bywanie było uzasadnione – mówi Jacyków. Dlaczego wywołała takie zamieszanie, a jej rodzinie zaczęli rozpisywać się dziennikarze kolorowej prasy? – Bo od dawna nie pojawiła się w Polsce postać, na widok której wszyscy zrobiliby „wow”. Niezależnie od tego, czy to „wow” byłoby na tak, czy na nie – twierdzi stylista.
Marta Grycan podobno marzy o tym, by poprowadzić własny program kulinarny. Pierwsze kroki w telewizji synowa lodowego potentata stawia na antenie TVP2 (fot. archiwum TVP)
Tomasz Jacyków przyznaje także, że nie bez znaczenia jest wygląd Marty Grycan i jej córek, które także „bywają”. – Wszyscy kochają zasuszone laski w rozmiarze „zero”, a tak naprawdę trudno w świecie „high fashion” odnaleźć się kobietom o figurze Marty Grycan. Ale ona jest osobą absolutnie charakterystyczną, jest ładną kobietą, niezwykle miłą i wdzięczną, ma dystans do siebie, olbrzymią chęć zaistnienia, coś do załatwienia, jeśli chodzi o interes własny. Jeśli to wszystko jest przyprawione osobowością – wtedy się dzieje.
Przede wszystkim Marta Grycan i jej córki to kobiety bardzo rzucające się w oczy – uważa stylista.
Jacyków zwraca uwagę, że „zarówno matka, jak i córki, lubią ubrania, są zamożnymi kobietami i dzięki temu mogą korzystać z mody. – Ze względu na rozmiar, mają problem z modą high fashion, ale jako zamożne kobiety – mają ochotę przełamywać tabu. Dużo łatwiej jest to robić milionerce niż kasjerce – podsumowuje znany z kontrowersyjnych wypowiedzi znawca mody.
Zapytany o to, czy to naprawdę dobry pomysł, by wraz z Martą Grycan na salonach pojawiały się także jej – w dalszym ciągu dość młode – córki, odpowiada bez wahania: – A na co te dziewczyny mają czekać? Aż inne je wyprzedzą? Jedna ma lat 19 i właśnie wyjeżdża do USA studiować. Druga ma 15 i pół roku, jedną pierś większą od mojej głowy i 180 centymetrów wzrostu. To jest taki wiek, w którym modelki rozpoczynają swoją pracę. Także modelki XL – podkreśla.
Mamy polskie Kardashianki?
Wygląda na to, że jedni je kochają, inni – łagodnie mówiąc – zastanawiają się nad tym, dlaczego media poświęcają im aż tyle uwagi. Jedno jest pewne – w Polsce zawrzało. „Metamorfozę roku” Marty Grycan niektórzy internauci okrzyknęli „megapotworozą”. Inni oceniają: „Mi się podoba taka polska Nigella Lawson, podoba mi się również jej figura, miło się na nią patrzy”. Na to ktoś odpowiada: „Porównywanie jej do Nigelli to jak mówienie, że polonez jest takim polskim BMW”. A nagłówki z portali krzyczą: „Kobiety wielkiego formatu”, „Damy od lodów”, „Polskie Kardashianki”.
Czy zatem panie Grycan mają szansę, by niczym siostry Kardashian (celebrytki, bohaterki popularnego reality show) podbijające Amerykę – dostać własny telewizyjny program? Tego na razie nie wiadomo. Z plotek wynika, że Marta Grycan przygotowuje się do prowadzenia własnego programu kulinarnego, a jej córki mają tańczyć w najpopularniejszym tanecznym show w kraju. Mimo wielu prób – nie udało nam się informacji potwierdzić u źródła. Telefon rozchwytywanej przez media Marty Grycan nie odpowiadał.
Maja "Frytka" Frykowska najpierw zszokowała Polskę uprawiając seks w jednym z odcinków "Big Brothera", a dziś chce zwrócić na siebie uwagę wyznaniem o swoim nawróceniu i odnalezieniu Jezusa (fot. PAP/Stach Leszczyński)
Zdaniem Tomasza Jacykowa, pragnąca zawojować polskie media Marta Grycan mogła sobie pomyśleć: „Ludzi, którzy zarabiają pieniądze jest dużo. Ale piękna, dorodna kobieta, robiąca ciastka i uwielbiająca gotować to jest już coś. Fajnie się odzywam, jestem słodka i miła, lubię kamerę, a ona mnie kocha, Marta Gessler ma swój program, to dlaczego ja miałabym go nie mieć”. – Podkreślam raz jeszcze: Pani Grycan nie chce wskoczyć z sutereny do świata „celebrytyzmu”, ona należy do klasy wyższej tego kraju i zapragnęła pojawiać się publicznie, by swoją urodę i talent przekuć w sukces, zaspokajając przy tym swoją próżność – mówi Jacyków, orędownik wielkiej kariery pań Grycan.
Stylista, który jak sam mówi miał przyjemność poznania Marty Grycan zapewnia, że nie można mówić o niej „celebrytka” i wrzucać jej do jednego wora z bywalczyniami salonów, które nic – oprócz własnego wyglądu – nie mają ludziom do zaoferowania. – Martę Grycan można porównywać do pani Magdy Gessler, z Joanną Przetakiewicz, ale nie z celebrytkami, bo to zupełnie co innego . Nie wszyscy znawcy mody, szołbizu, salonów są jednak tak pozytywnie nastawieni do rodziny Grycan. Dorota Wróblewska, producentka pokazów mody, na swoim blogu pozwoliła sobie na krytykę pań Grycan, czym ściągnęła na siebie kłopoty. Blogiem już zajął się prawnik „Grycanek”. Niewykluczone, że sprawa zakończy się w sądzie.
Jaki kraj, tacy celebryci
Także Maria Czubaszek nie podziela entuzjazmu Tomasza Jacykowa dotyczącego i familii Grycan i całego świata polskiego show biznesu. – W Polsce niewiele trzeba zrobić, by dostać się na salony. Wystarczy się trzy razy gdzieś pokazać, by zyskać miano celebryty – mówi. – Świetnym przykładem jest pani Maja Sablewska. Przez tyle lat pracowała i nikt o niej nie słyszał. Wystarczyło, że pojawiła się w jury jednego z programów i już jej nazwisko znalazło się na trzecim miejscu listy najczęściej wyszukiwanych w Internecie. Po Adele i Amy Winehouse – dodaje obserwatorka polskich salonów.
Co trzeba zrobić, by w kraju nad Wisłą zostać celebrytą? – Wystarczy nie spodobać się Kubie Wojewódzkiemu. Albo odwrotnie, spodobać się – uszczypliwie zauważa Maria Czubaszek i dodaje: – Albo tak, jak Maja Frykowska odnaleźć w sobie Jezusa Chrystusa. Choć jakoś trudno mi w to uwierzyć. Prędzej Kena z „Big Brothera” by odnalazła, a nie Jezusa – podkreśla felietonistka.
Rzeczywiście – Maja Frykowska, bardziej znana jako Frytka, bohaterka polskiej edycji „Big Brothera” – ostatnio postanowiła w wielki stylu powrócić na pierwsze strony gazet. W tym celu nagrała filmik ze swoim wyznaniem, w czasie którego przekonuje, że się nawróciła. Nagranie szybko zawojowało YouTube, największe plotkarskie portale, a jego treść była opisywana przez chyba wszystkie kolorowe pisma dla pań. Niestety – wyznanie wiary Mai Frykowskiej z niewyjaśnionych przyczyn już zniknęło z sieci… Ale o Frytce, to trzeba przyznać, znów jest głośno.
Agnieszka Orzechowska jest znana z tego, że podobno przypomina Angelinę Jolie (fot. PAP/Jerzy Undro)
Kolejną z bohaterek masowej wyobraźni, o której ostatnio mówiono i pisano (i tu kontekst zupełnie się nie liczy) – jest Agnieszka Orzechowska, okrzyknięta „polską Angeliną Jolie”. Czym wsławiła się ta pani? W sumie trudno powiedzieć.
– Z polską Angeliną niedawno gościłam w jednym z programów rozrywkowych. Szczerze mówiąc wtedy widziałam ją po raz pierwszy i trochę mnie zmroziło – tak konfrontacje z Orzechowską wspomina Maria Czubaszek. – Ona ma taką małpkę, z którą się nie rozstaje, a ostatnio została zatrzymana przez policję za rozprowadzanie narkotyków – mówi pani Maria, która – choć sama robi cotygodniowy przegląd prasy kolorowej – o Agnieszce Orzechowskiej nic więcej powiedzieć nie może.
Polska Angelina nie istnieje!
Tomasz Jacyków denerwuje się na sam dźwięk hasła „polska Angelina”. – Jedyna rzecz, która może je łączyć to sprawa w sądzie, bo z tego co wiem Angelina Jolie też miała zatarg z prawem – podkreśla stylista. Jacyków zapytany o to, czy z każdego można zrobić celebrytę i czym on podejmuje się takich zadań, mówi: – Pierwsza i zasadnicza sprawa, jeśli ktoś czegoś ode nie chce – to pytanie o powód. Wypromowanie osoby to bardzo prosta historia, wystarczą na to dwa tygodnie. Wszyscy się łapią na wizerunek, tym można zwrócić uwagę wielu osób. Ale za wyglądem musi iść cel, tak jak w przypadku pani Grycan – kariera w telewizji.
Wiesław Gałązka, medioznawcza i specjalista ds. public relations ze spokojem obserwuje i komentuje poczynania polskich celebrytów. –
Poważne pisma tak szybko nie reagują na pozorne działania osób, które chcą zaistnieć. Takie gwiazdy kreują tabloidy i portale. Odpowiednia ilość wejść na stronę, szaleństwo na youtube.com – powoduje, że ktoś staje się bardzo popularny. W Polsce jest ogromna łatwość zostania takim celebrytą, ale na świecie też tak przecież jest – mówi ekspert.
– Prawdziwa wartość zawsze się przebije i zawsze ma grupę swoich wielbicieli, ludzi naprawdę zainteresowanych. Ale są oczywiście tacy, którzy potrzebują mniej wartościowych elementów rozrywki. Żyjemy w wolnym świecie, zatem każdy ma prawo postępować i oglądać to, co go interesuje. Są miliardy ludzi na świecie i każdy ma swój gust. Jeśli nie chcę, niekoniecznie muszę dany program oglądać, czy daną gazetę czytać. To nie znaczy, że muszę pogardzać takimi celebrytami. Bo jeśli to jest dobra droga, by zarabiać na swojej „głupocie”, albo udając głupiego – to już widać tu pewną mądrość. Nie oburzajmy się, chyba, że coś nas bezpośrednio obraża – apeluje ekspert ds. wizerunku.
Wiesław Gałązka podkreśla, że „żyjemy w epoce obrazu przede wszystkim i właśnie tym obrazem, wizerunkiem, bardzo wyrazistymi zachowaniami ludzie żądni sławy operują”. I tu pojawia się pewien problem. – To jest przykre, bo przez to wybitni ludzie, wybitni artyści są stawiani w jednym szeregu z ludźmi, którzy im nie dorastają do pięt – podkreśla Gałązka.
Na ten sam problem Tomasz Jacyków zwrócił uwagę w kontekście porównywania Marty Grycan do polskich celebrytek, znanych jedynie z tego, że są znane. Jednak to, czy pani Grycan i jej córki w świecie show biznesu się obronią, czas pokaże.