Poetka, filozofka, noblistka – nad zagadką jej twórczości głowią się literaturoznawcy. Cytaty z jej wierszy weszły do języka potocznego, np. „nic dwa razy się nie zdarza”, „tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono”. Wisława Szymborska, oprócz talentu poetyckiego, miała też inny dar – niezwykłe poczucie humoru.
Gdy poetka umarła, media wypełniły się wspomnieniami o niej. Jeśli armia widzów, czytelników i internautów ruszyła 2 lutego do księgarni, by znaleźć tam tomiki jej wierszy, spotkało ich rozczarowanie. Nie ma, po prostu nie ma. Na pewno wyczerpały się nakłady. Czekamy więc na wznowienia.
Szymborska nie lubiła medialnego szumu, niechętnie udzielała wywiadów. Literacka Nagroda Nobla, którą dostała w 1996 r., nazywana była przez nią i jej przyjaciół „noblowską katastrofą”. Po 3 października tamtego roku, gdy ogłoszono informację o nagrodzie, dziennikarze rzucili się na Szymborską. Parę dni później w polskiej prasie ukazał się apel laureatki z prośbą, by dać jej trochę odsapnąć: „Jak wszyscy moi znakomici poprzednicy, również i ja nie mam wprawy w odbieraniu Nagrody Nobla. Dlatego też do radości spowodowanej tak wysokim wyróżnieniem dołącza się lęk i zakłopotanie...Przez kilka dni, od chwili ogłoszenia decyzji Akademii Szwedzkiej, udzieliłam już setek odpowiedzi, oświadczeń, krótszych i dłuższych wywiadów. A ponieważ moje struny głosowe nie zostały przez naturę zaprogramowane do tego rodzaju pracy, piszę to w nadziei, że chociaż przez pewien czas dane mi będzie wypocząć”.
„W kontaktach osobistych była w takiej »chmurze Szymborskiej«. Jak się do niej dzwoniło – a po Noblu już miała sekretarkę automatyczną i filtrowała rozmowy - to w trakcie nagrania podnosiła słuchawkę, śmiała się... Dużo się śmiała i to było urocze. Śmiała się z powodu i bez powodu, miała taki stosunek do świata, chociaż przeżyła wielką tragedię, jaką była śmierć Kornela Filipowicza. Byłem wtedy poza Krakowem, tak że nie widziałem jej wtedy, ale wiem że odejście najbliższego człowieka było dla niej czymś bardzo tragicznym; to była wielka tragedia, której Nobel nie potrafił zrównoważyć. Ale potem się podniosła i jeszcze tak wiele lat pracowała, żyła i śmiała się” – powiedział o Szymborskiej jeden z jej przyjaciół, poeta Adam Zagajewski.
Była też bezkompromisowa i szczera w swoich wypowiedziach. Zapytana, co sądzi o Janie Pawle II jako poecie, z pełnym zakłopotania uśmiechem odparła: "Papież jest nieomylny w sprawach wiary..." – wspominał Jerzy Illg w książce „O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach i kobietach".
Nie lubiła wywiadów, niechętnie dzieliła się swoją prywatnością. Ten, kto uważnie czyta wiersze Szymborskiej, jej limeryki, „Lektury nadobowiązkowe” i „Pocztę literacką”, wie o poetce dużo. M.in., że lubiła obrazy Vermeera, filmy Felliniego, „Klub Pickwicka” Dickensa, głos Elli Fitzgerald i baśnie Andersena.
„Lektury nadobowiązkowe” były to felietony, które Szymborska publikowała przez 14 lat w „Życiu literackim”, a potem w latach 80. w miesięczniku „Pismo” i w „Odrze”.
Bodźcem do pisania była dla autorki obecna w każdym piśmie literackim rubryka „Książki nadesłane”. Szymborska zauważyła, jak mało uwagi poświęcają recenzenci niektórym książkom, np. poradnikom, antologiom i biografiom. Postanowiła pisać więc o tych książkach „odrzuconych”, ale chętnie przez czytelników kupowanych. W felietonach, przy okazji opowiadania o lekturach, przytaczała anegdoty ze swojego życia i zastanawiała się nad fenomenami codzienności – np. nad popularnością seriali (była miłośniczką „Izaury”). Wśród owych lektur były m.in.: „Życie codzienne w domach publicznych”, „Prywatne życie trzech tenorów” lub poradnia „Wypracowania – wzory”. „Lektur nadobowiązkowych” ukazały się w sumie cztery tomy.
Limeryki
Wisława Szymborska uwielbiała zabawy słowem, chętnie pisała limeryki. Zasiadała w Loży Limeryków, której prezesem był jej sekretarz Michał Rusinek. Stworzyła i upowszechniała też inne żartobliwe gatunki literackie: lepieje, moskaliki, odwódki i altruitki.
Potrafiła żartować nawet z własnej śmierci w wierszu „Nagrobek”.
Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy.
Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
„
Komitet Noblowski w uzasadnieniu przyznania poetce nagrody napisał: „za poezję, która z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”.
”
Po śmierci Wisławy Szymborskiej wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka, pomyliła ją z… Michaliną Wisłocką. „Coraz mniej wielkich ludzi – najpierw Havel, teraz Wisłocka” – napisała posłanka Ruchu Palikota na swoim profilu w jednym z portali społecznościowych. Potem przepraszała, pisząc: „Skomentuję pomyłkę w językach – errare humanum est i nobody's perfect. Szymborską zapewne ubawiłaby moja pomyłka. Swoją drogą, wielki żal...”. Później Nowicka napisała limeryk: „Faktycznie posłanka z Warszawy zrobiła Wisłocką z Wisławy”.
Nie pierwszy raz ktoś nieuważny pomylił Wisławę Szymborską z Wisłocką.
Kiedy Nobla dostała poetka z Krakowa
Wiersze czytać poczęła Polaków – z połowa.
I tylko lud z okolic Płocka
Sądził, że Nobla dostała... Wisłocka.
Ot, typowa Freudowa czynność pomyłkowa.
Limeryk Michała Rusinka, sekretarza poetki (z książki „Limeryki czyli o plugawośći i promienistych szczytach nonsensu” (Prószyński i S-ka)
Pięciowersowe, anegdotyczne rymowanki Szymborskiej bywały liryczne i z lekka obsceniczne.
Pewien młody wikary w Lozannie
Lubił chodzić w rozpiętej sutannie.
Lecz na widok kardynała
Gasła w nim fantazja cała
I zapinał się starannie.
Pewien baca w kurnej chacie
z owieczką żył w konkubinacie.
Ta beczy: „Ja to nawet lubię,
ale czy myśli pan o ślubie?
Bo jeśli nie, poskarżę tacie”.
Pewien działacz imieniem Mao
narozrabiał w Chinach niemao.
Dobrze o nim pisao
usłużne „Żenmin Żypao”,
bo się bardzo tego Mao bao.
Napoleon, przed pobytem na Elbie
wyznał pani Walewskiej przy melbie:
„Jesteś co prawda Polka
i do twarzy ci parasolka
ale już cię, Mańka, nie wielbię”.
Lepieje
Lepieje to krótkie, dwuwersowe wierszyki. Wymyśliła je Szymborska, a nazwę nadał im jej sekretarz, Michał Rusinek.
W jednym z wywiadów poetka opowiedziała, jak powstały lepieje: „W pewnej podmiejskiej gospodzie podano mi kartę, w której przy pozycji »flaki« ktoś dopisał drżącą ręką »okropne«. Pomyślałam, że na tym poprzestać nie wolno. Nawet w najlepszej restauracji zdarzy się czasem jakieś paskudztwo. Trzeba następnych gości jakoś przed nim ostrzec. Krótki wierszyk, łatwo wpadający w ucho, najlepiej się do tego nadaje”.
Lepiej, jak sama nazwa wskazuje, zaczyna się od słowa „lepiej”, drugi wers ma na początku „niż” lub „niźli”.
Oto kilka wierszyków:
Lepiej mieć życiorys brzydki, niż w tej knajpie jadać frytki.
Lepiej w domu zjeść konserwę, niż mieć tutaj w życiu przerwę.
Lepiej złamać obie nogi, niż miejscowe jeść pierogi.
Lepsza ciotka striptizerka, niż podane tu żeberka.
Lepiej nie być w żony guście, niż jeść boczek w tej kapuście.
Lepszy piorun na Nosalu, niż pulpety w tym lokalu.
Moskaliki
„Wzorem dla tej serii – napisała poetka – stała się zwrotka z „Poloneza Kościuszki” Rajnolda Suchodolskiego z 1831 r.: Kto powiedział, ze Moskale
Są to bracia dla Lechitów,
Temu pierwszy w łeb wypale
Przed kościołem Karmelitów".
W dwóch pierwszych wersach, zaczynając od sformułowania Kto powiedział, że ... lub podobnego, umieszcza się opinię dotyczącą jakiegoś narodu; w trzeciej – groźbę dla tego, kto będzie ją wygłaszał i w czwartej – miejsce, gdzie zostanie wymierzona kara (często był to kościół). Układ rymów – abab.
Pierwszy wierszyk napisała Szymborska w latach 50. razem z mężem, też poetą, Adamem Włodkiem.
Kto powiedział, że Anglicy
uczęszczają do teatrów,
tego rąbnę po przyłbicy
pod kościołem Bonifratrów.
Kto powiedział, że Francuzi
piją kawę z filiżanek,
temu pierwszy dam po buzi
pod świątynią Felicjanek.
Kto powiedział, że Finowie
mają wujów i kuzynów,
krzyżem zdzielę go po głowie
w krypcie Ojców Kapucynów.
Altruitki
Inspiracją do pisania altruitek, były dla Szymborskiej slogany reklamowe rodem z minionej epoki, takie jak np. „Oszczędzając prace żony, jedz gotowe makarony”. Szymborska przyznawała się też do innej inspiracji , czyli pierwszego zdania napisanego po polsku: „Daj, aż ja pobruszę, a ty poczywaj”.
Oto kilka altruitek Szymborskiej.
Oszczędzając trud kochanki,
pij herbatę z brudnej szklanki.
Odpoczynek daj królicy.
sam się rozmnóż w kamienicy.
Urlop naszym posłom daj.
Sam, gdzie możesz, groź i plwaj.
Ulżyj trawie w obowiązkach:
sam wybujaj na Powązkach.
Oszczędź znoju biednej matce
sam zrób sweter na odsiadce.
Przedłuż szczurom żywot krótki,
powyjadaj z kątów trutki.
Mając wzgląd na czas poety
sam za niego pisz, niestety.
Odwódki
Szymborska uważała, że polszczyzna jest wyjątkowo uboga w powiedzonka na temat trunków wysokoprocenowych. Inspiracją były rymowanki „od wódki rozum krótki” i „od piwa głowa się kiwa”.
Odwódki opisują skutki zażywania innych napojów. Np.: Od wina wszędzie łysina.
Od samogonu utrata pionu.
Od whisky iloraz niski.
Od żytniówki dzieci półgłówki.
Od koniaku finał na haku.
Od likieru równyś zeru.
Od burbona straszna śledziona.
Od martini potencja mini.
Od sznapsa wezmą cię za psa.
Od rumu pomruki tłumu.
Od sherry nogi cztery.
Od brandy swędzenie wszędy.
Podsłuchańce Szymborska była uważną słuchaczką i kolekcjonerką rozmów zasłyszanych na ulicy, w tramwajach, w sklepie, w radiu, w telewizji, itp.
Z radia:
Zboczeńcy napadają tylko kobiety. No, chyba ze któryś jest nienormalny.
W autobusie:
Żona mi młodo umarła. Przed śmiercią obiecała, że będzie tam na mnie czekać. No dobrze, ale ja już stary dziad, łysy, połamany. Ja powiem: „Zosia, Zosia”, a ona mnie wcale nie pozna. To jak to z nami będzie? Mam brać do trumny dowód osobisty?
Z balkonu na balkon:
– Pani Buczykowa, pani Buczykowa!
– Co takiego, pani Głowacka?
– Temu rudemu gołębiowi niech pani ziarna nie sypie. On już nie jest z tą siwą, on już sobie znalazł inną.
– Oj, dobrze, dobrze, pani Głowacka. Będę przepędzała.
„Poczta literacka”
Przez wiele lat, na łamach „Życie literackiego”, Wisława Szymborska oceniała nadesłane do redakcji próbki literackie. Robiła to na zmianę z Włodzimierzem Maciągiem. Tożsamości swej nie ujawniała. Pisząc, używała jednak, by odróżnić się od kolegi, pierwszej osoby liczby mnogiej.
Misja była niewdzięczna, bo większość nadsyłanych utworów nie budziła, delikatnie mówiąc, entuzjazmu. Szymborska, zawsze inteligentna i błyskotliwa, bywała okrutna, czasem kwitowała utwór aspirującego do miana literata jednym, celnym zdaniem.
Wylewała kubły zimnej wody na rozgrzane poezją głowy. Kilka komentarzy:
„Jeżeli wydrukujemy, prosimy podać aktualny adres Kazimierza Przerwy-Tetmajera, abyśmy mogli wysłać mu 80 proc. honorarium autorskiego”.
„Opowiadanie może od biedy nie mieć początku, ani zakończenia, środek jednak wydaje się konieczny”.
„Jako materialiści uważamy, że duchy nigdy nie mówią prawdy. Dlatego nie możemy dać wiary intrydze uknutej w zaświatach, a wynikłe z niej perypetie śledzimy z politowaniem. Radzimy więcej czytać, częściej wyjeżdżać w teren i pisać mniej, stawiając sobie tylko takie pytania, na które można odpowiedzieć".
„Lekarzom dobrze, zawsze mogą przepisać jakieś pigułki. Dla naszej branży Polfa niczego nie wymyśliła. Polecamy więc gramatykę języka polskiego trzy razy dziennie po jedzeniu.”
„Wiersz pod tytułem „Ze strzytu Babiej Góry” nie będzie miał w żadnej redakcji strzęścia”.
„Albo dajcie mi jakąś nadzieję na drukowanie lub chociaż pocieszcie… – Musimy, po lekturze, wybrać to drugie”.
Wielbicielka humoru
– To jest wielka strata. Wisława Szymborska była jedną z niewielu wśród poetów, którzy nie tylko potrafili uchwycić to, co jest tragiczne w życiu, lecz także to, co jest w nim komiczne – powiedział Woody Allen o zmarłej poetce w rozmowie z PAP.
Wybitny amerykański reżyser zwrócił uwagę zarówno na głębię poezji Szymborskiej, jak i na to, że poetka jak wszyscy naprawdę wielcy pisarze była w swojej twórczości również zabawna. Amerykański reżyser bardzo cenił sobie twórczość Szymborskiej, która z kolei, jak sama mówiła, była wielbicielką jego filmów.
Wcześniej Woody Allen w poświęconym noblistce filmie „Czasami życie bywa znośne” Katarzyny Kolendy-Zaleskiej mówił o Szymborskiej:
– Ona pasuje dokładnie do mojej definicji artysty głębokiego i przenikliwego, ale pamiętającego równocześnie o tym, że jego zadaniem jest zabawianie czytelnika. Ona właśnie to robi. Czuję się zaszczycony, że wie o moim istnieniu.
Szymborska unikała rozgłosu, ale uwielbiała towarzystwo. Słynne były wydawane przez nią przyjęcia. Dla gości przygotowywała m.in. loteryjki – fanty robiła sama.
Zdarzało się, że smakowity posiłek zastępował obiad żartobliwy. Np. pewnego dnia na stół wjechała elegancka zastawa, naczynia z wrzątkiem i waza pełna zupek w proszku. Każdy mógł wybrać zupę, którą najbardziej lubił.
Słynne były wycinanki i kolaże – znowu perełki humoru, które rozdawała swoim znajomym. „Kiedy wyklejam pocztówkę, czuję się artystką” – mówiła Szymborska. Inną jej pasją było fotografowanie się przy znakach ze śmiesznymi nazwami miejscowości.
Wisława Szymborska opublikowała 350 wierszy. Pytana, dlaczego tak mało, odpowiadała: „Mam w domu kosz”.
Na zakończenie fragment przemówienia, które Wisława Szymborska wygłosiła po odebraniu Literackiej Nagrody Nobla w Sztokholmie: „Wysoko sobie cenię dwa małe słowa: „nie wiem”. Małe, ale mocno uskrzydlone. Rozszerzające nam życie na obszary, które mieszczą się w nas samych i obszary, w których zawieszona jest nasza nikła Ziemia. Gdyby Izaak Newton nie powiedział sobie „nie wiem”, jabłka w ogródku mogłyby spadać na jego oczach jak grad, a on w najlepszym razie schylałby się po nie i zjadał z apetytem. Gdyby moja rodaczka Maria Skłodowska-Curie nie powiedziała sobie „nie wiem”, zostałaby pewnie nauczycielką chemii na pensji dla panienek z dobrych domów, i na tej – skądinąd zacnej – pracy upłynęłoby jej życie. Ale powtarzała sobie „nie wiem” i te właśnie słowa przywiodły ją, i to dwukrotnie, do Sztokholmu, gdzie ludzi o duchu niespokojnym i wiecznie poszukującym nagradza się Nagrodą Nobla.
Poeta również, jeśli jest prawdziwym poetą, musi ciągle powtarzać sobie „nie wiem”. Każdym utworem próbuje na to odpowiedzieć, ale kiedy tylko postawi kropkę, już ogarnia go wahanie, już zaczyna sobie zdawać sprawę, że jest to odpowiedź tymczasowa i absolutnie niewystarczająca. Więc próbuje jeszcze raz i jeszcze raz, a potem te kolejne dowody jego niezadowolenia z siebie historycy literatury zepną wielkim spinaczem i nazywać będą „dorobkiem”...
Bibliografia: „Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać pisarzem), Znak, 2000
„Rymowanki dla dużych dzieci”, a5, 2003 Zbiór prawie wszystkich żartobliwych wierszy Wisławy Szymborskiej, zawiera obok słynnych limeryków także inne, wymyślone przez Poetkę rodzaje zabaw poetyckich, takie jak np. moskaliki, lepieje, altruitki – a także zmieniona i uzupełniona Galeria pisarzy krakowskich oraz cykl „ Podsluchance” – wydanie bogato ozdobione kolażami autorki.
„Lektury nadobowiązkowe”, 1997, Wydawnictwo Literackie,
„Nowe lektury nadobowiązkowe”, 2002, Wydawnictwo Literackie
„Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny” Anny Bikont i Joanny Szczęsnej, Prószyński i S-ka, 1997