Strona główna » Magazyn » Po godzinach
Szukają pomocy, a odnajdują instruktaż jak się zabić

E-samobójstwo dla każdego

Autor: Paulina Jakubowska
  • A
  • A
  • A
13:18
27.01.2012
Są zagubieni, nie mogą odnaleźć się w szkole, albo nieszczęśliwie się zakochali. Od przyjaciół nie przychodzi wsparcie, rodzice bagatelizują problemy, a szkolny pedagog zawalony jest papierkową robotą. Młodym ludziom pozostaje więc internet. W sieci szukają zrozumienia i pocieszenia, a odnajdują wskazówki, jak odebrać sobie życie. Na stronach internetowych dla „samobójców” aż roi się od makabrycznych instruktaży.
1
Tylko w 2010 roku aż 42 nastolatków w wieku 10-12 lat próbowało się zabić. Szesnaście tych prób zakończyło się śmiercią (fot.flickr.com)
Problem dotyczący funkcjonowania takich internetowych poradników powraca tylko w obliczu tragedii. Takiej jak ta, która kilkanaście dni temu wydarzyła się w Warszawie. 15-letnia uczennica i 36-letni mężczyzna, poznany przez nią w Internecie, odebrali sobie życie. Jednocześnie.

2 tygodnie, 4 samobójstwa

Nastolatka podobno wiele godzin spędzała w Internecie, większość czasu poświęcając portalom dla samobójców i stronom o tematyce satanistycznej. To tam musiała poznać starszego od siebie mężczyznę. Para nawiązała kontakt, jak ustalili dziennikarze jednego z dzienników – dziewczynka internetowego przyjaciela odwiedziła nawet w domu.

W końcu oboje doszli do wniosku, że chcą się zabić. Zrobili to wieszając się na słupie energetycznym. Ciało, w ciało, obok siebie. – W kieszeni nastolatki znaleziono wydruki ze stron dla samobójców – mówi w rozmowie z portalem tvp.info Jakub Śpiewak z fundacji Kidprotect. Gazeta ujawniła nawet, że dziewczyna pisała bloga o śmierci. A kiedy jej ojciec zlikwidował w domu internetowe łącze, nastolatka zaczęła chadzać do kawiarenki, tam miała nieograniczony dostęp do sieci.

Historia z Warszawy zelektryzowała wszystkich. Ale krótko po niej zaczęły pojawiać się kolejne, równie dramatyczne wiadomości dotyczące samobójstw nastolatków. W krótkim odstępie czasu w Łodzi odebrał sobie życie 14-latek, raptem tydzień później kolejne dwie tragedie rozegrały się w województwie wielkopolskim. 15-letnia dziewczyna i 16-latek w czasie jednego weekendu odebrali sobie życie. Ona powiesiła się na kablu, on – na prześcieradle. Choć do zdarzenia doszło w tej samej miejscowości, policja nie łączy obu samobójstw. W tym przypadku także nie można wysnuć wniosku, że młodzi ludzie inspiracji do swoich makabrycznych czynów szukali w sieci. Ale, jak podkreśla Jakub Śpiewak z organizacji zajmującej się ochroną dzieci w Internecie – praktycznie nigdy nie udaje się tego ustalić.

Nie we wszystkich przypadkach policja sprawdza ten trop, nie zawsze stróże prawa docierają do takich wyznań: „Jestem sam, zamknięty w pułapce mojego umysłu. Nie potrafię do nikogo wyjść, chociaż jestem bardzo samotny. Wszyscy się odwrócili odkąd wyjechałem. Pewnie rodzice bardzo przeżyją moja śmierć. Myślę, że moja mama bardziej od ojca”. Tak pisał Zorro.

A Wredotka123 na innym forum oznajmiła: „Mam 13 lat. Nienawidzę swojego domu, który jest brzydki i zaniedbany, panuje w nim nieporządek. Nie znoszę swoich rodziców - mama w ogóle mnie się nie pyta jak się czuję, nie zabiera mnie nigdzie, krzyczy na mnie za to, że chcę się zabić, a tata ciągle przeklina. Rodzice w ogóle nie poświęcają mi uwagi, poświęcają ją mojemu bratu i głupiemu kotu, na którym ciągle się wyżywam, tzn. krzyczę na niego bez powodu, a brata nienawidzę (ma 18 lat), bo rodzice zajmują się głównie nim. Ostatnio podcinałam sobie żyły, celowo wsadzałam spinkę do gniazdka żeby prąd mnie zabił, ale to nic nie dało... Wydaje mi się, że jedyne wyjście to wrzucić sobie włączoną suszarkę do wody podczas kąpieli, ale to nie wszystko!” Jak potoczyły się historie Zorro i Wredotki123, nie wiadomo.

2
Kolejnym problemem są tzw. pakty samobójcze w których dochodzi do wzajemnego umawiania się na popełnienie aktu samobójczego przez kilka osób (fot.flickr.com)
Przerażające statystyki

Jedno jest pewne – tylko w 2010 roku aż 42 nastolatków w wieku 10-12 lat próbowało się zabić. Szesnaście tych prób zakończyło się śmiercią. Na tym jednak nie koniec wstrząsających wyliczeń. W tym samym roku 317 osób w przedziale wiekowym 15-19 lat targnęło się na swoje życie. 153 próby były skutecznie.

Choć proceder polegający na wyszukiwaniu w Internecie wiadomości o metodach samobójczych wydaje się być coraz popularniejszy, nie ma badań mówiących o tym, jak dużej grupy nastolatków dotyczy. - Szczególnie duży problem stanowią serwisy, które opisują metody i przypadki samobójcze. Nawet jeśli są oznaczone przez dostawcę hostingu jako strony dla osób pełnoletnich, to nie utrudnia korzystania z nich przez osoby małoletnie. Zdarza się także, że inne witryny lub poszczególne wpisy na blogach mają wyraźnie humorystyczny charakter i w ten przewrotny sposób mają zniechęcać do samobójstwa. Są również posty na forach internetowych, w których młodzież dyskutuje o swoich problemach z rodzicami i zamiarach popełnienia samobójstwa - mówi dr Piotr Drzewiecki, specjalista w zakresie edukacji medialnej z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Drzewiecki jest autorem pracy naukowej pt. „Samobójstwa nastolatków w Internecie w perspektywie pedagogiki mediów”. – Mamy bardzo dużo zgłoszeń dotyczących stron propagujących samobójstwa. Jedne dotyczą właśnie wskazówek, jak skutecznie się zabić. Inne promują anoreksję. Ale to już inna sprawa – mówi Jakub Śpiewak z Kidprotect.

Jak zatem polskie prawo reaguje na strony internetowe traktujące o samobójstwach? - Polskie prawo nie zabrania umieszczania w internecie treści zachęcających do samobójstwa. Odpowiedzialność karna dotyczy bezpośredniego wpływu na akt samobójczy – mówi dr Drzewiecki.

Słowa te potwierdza Śpiewak. – Nie ma na to „bata”. Dopóki nic złego się nie stanie, nie możemy interweniować. Jeśli ktoś wprost podżega daną osobę do samobójstwa, to popełnia przestępstwo. Ale na stronach, o których mówimy, tak wprost się nie zachęca do prób samobójczych. Nie mamy więc podstaw prawnych, by występować do administratorów serwerów o zdjęcie takich stron. Zresztą nawet jeśli one zniknęłyby z polskich serwerów, pewnie pojawiły by się na amerykańskich – tłumaczy.
2
To, że dziecko chce się zabić zawsze można zauważyć. Ale pod dwoma warunkami – że się chce zauważać takie problemy, i że zna się własne dziecko (fot.flickr.com)
Pisać, czy nie pisać?

Nie od dziś wiadomo, że także media ponoszą ogromną odpowiedzialność za opisywanie przypadków kolejnych samobójstw wśród młodzieży. – Opisywanie i ukazywanie poszczególnych przypadków samobójczych może prowadzić do tzw. „efektu Wertera”, czyli do naśladownictwa danego przypadku przez młodzież oraz wzrostu liczby samobójstw w danym okresie. Nazwa pochodzi od znanego dzieła Johanna Wolfganga Goethego Cierpienia młodego Wertera. Po pierwszej publikacji powieści, wśród młodych romantyków pojawiła się moda na naśladowanie głównego bohatera, począwszy od podobnego do niego stroju (niebieski frak z żółtą kamizelką), a na samobójstwach kończąc. W 1974 roku socjolog David Phillips sformułował pojęcie „efektu Wertera” – mówi dr Piotr Drzewiecki z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Specjaliści przyznają, że oczywiście nie oznacza to, że dziennikarze powinni przestać pisać, mówić o stronach internetowych dotyczących samobójstw, czy samych desperackich aktów. Trzeba to robić, bo problem jest poważny, tyle, że umiar i rozsądek powinny przyświecać ludziom mediów.

Kolejnym problemem, na który w swojej pracy zwrócił uwagę dr Piotr Drzewiecki – są tzw. pakty samobójcze. Autor pracy o samobójstwach nastolatków w Internecie cytuje dra Włodzimierza Brodniaka, sekretaraz Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego. Jego zdaniem największy problem dzisiaj to właśnie „tzw. pakty samobójcze, w których dochodzi do wzajemnego umawiania się na popełnienie aktu samobójczego przez kilka osób, w czym Internet odgrywa rolę podstawowego komunikatora”. - Zdaniem doktora Brodniaka dobrą formą przeciwdziałania są filmy np. „ Sala samobójców” w reżyserii Jana Komasy. Film opowiada historię Dominika, ucznia klasy maturalnej, syna bardzo zamożnych, lecz także bardzo zajętych rodziców, który w efekcie traumatycznych wydarzeń w szkole - zamyka się w wirtualnym świecie. Tam spotyka Sylwię, dziewczynę, która wprowadza go do „sali samobójców” w internetowej grze. Osaczony przez starszą od siebie dziewczynę, królową z wirtualnego świata, chłopiec wystawia na niebezpieczeństwo swoje rzeczywiste życie - Piotr Drzewiecki cytuje wypowiedzi dra Włodzimierza Brodniaka.



„Sala samobójców” oprócz tego, że zwraca uwagę na problem Internetu, jako miejsca spotkań nastolatków (służącego także do makabrycznych zabaw, a nawet szukania rad, jak skończyć z życiem), to pokazuje do czego może doprowadzić brak porozumienia z najbliższymi, brak możliwości poproszenia o pomoc ludzi, od których ta pomoc przyjść powinna. - To, że dziecko chce się zabić zawsze można zauważyć. Ale pod dwoma warunkami – że się chce zauważać takie problemy, i że zna się własne dziecko. Pamiętajmy, że nastolatek ma problemy adekwatne do swojego wieku. To, co nam może wydawać się błahe lub śmieszne, dla dziecka może być sprawą życia i śmierci podkreśla Jakub Śpiewak. - Poza tym żyjemy w świecie mitów dotyczących samobójstw. Jednym z głównych mitów jest to, że „prawdziwy samobójca nigdy nie mówi o swoich planach”. To nie jest prawda. Często dzieci najpierw dramatycznie proszą o pomoc, chcą zostać zauważone - dodaje.
Pedagodzy szkolni są okładani taką ilością biurokracji, że niebawem w ogóle nie będą mieli czasu, by dziecko zobaczyć. A jeśli nastolatek ma problem w domu, do kogo ma pójść?
Co dalej?

Internet, media, „efekt Wertera” – nie są zdaniem Jakuba Śpiewaka źródłem narastającego problemu z samobójstwami nastolatków. – Problemem bowiem jest to, że z badań wynika, iż młodzi ludzi nie ufają dorosłym. Drugi problem polega na tym, że telefony zaufania dla dzieci i młodzieży nie mogą liczyć na wystarczające wsparcie od państwa i działają np. do godziny 20. Czyli jeśli nastolatek chce się zabić o godzinie 21, to powinien poczekać na rozmowę ze specjalistą do rana. I to nie jest akurat wina fundacji, która telefon „organizuje”. To problem braku wsparcia –- mówi pedagog i specjalista ds. Public Relations, założyciel fundacji Kidprotect. – Szkoda, że państwo inwestuje w leczenie, a nie w zapobieganie – dodaje Śpiewak.

Skoro zatem dzieci borykające się z problemami, czy nawet myślami samobójczymi nie mogą znaleźć pomocy w domu (o telefonie zaufania nie wspominają) – wydawałoby się, że powinny bez problemów znaleźć pomoc u szkolnego pedagoga. Niestety i to nie jest takie oczywiste. - Pedagodzy szkolni są okładani taką ilością biurokracji, że niebawem w ogóle nie będą mieli czasu, by dziecko zobaczyć. A jeśli nastolatek ma problem w domu, do kogo ma pójść? Oczywistym adresem byłby pedagog szkolny, ale on jest niedostępny - mówi Śpiewak.

Co jeszcze można zrobić, by zapobiec dramatom, takim jak ten z Warszawy, Łodzi, czy Wielkopolski? – Być może konieczna jest zmiana prawa, która dałaby możliwość żądania od administratorów usunięcia stron zachęcających i instruujących, jak popełnić samobójstwo. Państwo powinno mieć narzędzie prawne do blokowania takich treści – mówi Śpiewak.

Konieczna jest diagnoza i monitoring problemu. Dzięki współpracy z administratorami portalów, forów i czatów internetowych, można byłoby opracowywać techniczne usprawnienia oraz standardy postępowania w przypadku pojawienia się wpisów o charakterze prosamobójczym. W tej grupie problemów – oprócz rozwiązań o charakterze technicznym czy prawnym – pojawia się potrzeba przygotowania programu szkoleń dla osób odpowiedzialnych za dostarczanie usług internetowych – pisze w swojej pracy dr Drzewiecki.

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: