Strona główna » Magazyn » Po godzinach
Biznes jest męski czy kobiecy?

Budowlaniec na obcasach

Autor: Joanna Idziak
  • A
  • A
  • A
14:49
29.12.2009
– Bizneswoman od biznesmana różni się tylko tym, że bizneswoman czasem nosi spódnicę – mówi Lidia Mikołajczyk-Gmur, wyróżniona tytułem Bizneswoman Roku, dyrektor generalna firmy Velux. O tym jak humanistka po afrykanistyce trafiła do branży budowlanej i dlaczego woli cement od szminki opowiada w rozmowie z tvp.info.
Lidia Mikołajczyk-Gmur
Lidia Mikołajczyk-Gmur – jej sukcesy pokazują, że zarządzać dobrze prosperującą firmą z branży budowlanej nie musi mężczyzna (fot. Velux)
Lidia Mikołajczyk-Gmur w konkursie na Bizneswoman Roku wystartowała po to, by pokazać, że zawody uważane za męskie można oswoić. – Nie jest aż tak istotne, czym się handluje, i czy szefem jest kobieta czy mężczyzna. Liczy się osobowość – mówi dyrektor generalna firmy Velux. Jak zapewnia, tytuł Bizneswoman Roku niewiele zmienił w jej życiu. – Nie jest to jakaś kurtuazja, ale nie spodziewałam się tego wyróżnienia. Gdy ogłoszono wynik, byłam na urlopie. Nie uczestniczyłam w uroczystości – mówi. I dodaje: Znajomi, którzy wiedzą, że ćwiczę jogę, pytali tylko w żartach, czy nie przewróciło mi się w głowie.

Swoich szefów nawet nie poinformowała o wygranej, dowiedzieli się z monitoringu prasy. Pompy nie było. – Nie lubię uroczystości „ku czci”. Z resztą, nie mam zakusów na celebrytkę – śmieje się Bizneswoman Roku.

Biznes nie patrzy na płeć

Dlaczego wystartowała? – Po pierwsze, by pokazać firmę, ale też to, że w biznesie budowlanym kobiety dają sobie radę. Chciałam przełamać stereotypy. To był mój główny cel – wyjaśnia.

Jak przekonuje, w biznesie płeć nie ma znaczenia. Jej zdaniem, granice między zawodami męskimi i kobiecymi już dawno się zatarły. – Znam wiele kobiet w branży budowlanej. Dotyczy to zwłaszcza biznesów rodzinnych – mówi i opowiada, że spotkała się wielokrotnie z sytuacjami, w których to oficjalnie panowie prowadzą firmę, jednak to kobieta jest szyją.

Dlatego laureatka konkursu do samej idei „biznesu pisanego szminką” podchodzi ostrożnie. – Tytuł jest dla mnie dyskusyjny, umowny. Ja nie widzę różnicy między tym, czy kobieta czy mężczyzna prowadzi interes. Nie dzielę biznesu na męski czy kobiecy, jednak rozumiem ideę takiej nazwy – mówi Mikołajczyk. Jak dodaje, w stu procentach nie zgadza się z koncepcją parytetów, ale rozumie pomysł. – Płeć nie ma znaczenia, decyduje osobowość i umiejętność współpracy z ludźmi – wyjaśnia.

Laureatka przypomina, że w firmie byli też oni-szefowie. – Myślę, że dla większości moich pracowników, płeć szefa nie ma znaczenia – mówi. Zapytana jednak o to, czym różni się męski i damski sposób zarządzania bez wahania odpowiada: intuicją.

Jak ją w sobie odnaleźć? – Jest to trudne. Tylko doświadczenie życiowe może w tym pomóc. U nas w firmie decyzje podejmujemy w zespole. Wtedy moja intuicja jest konfrontowana z opinią innych. Najlepiej intuicja sprawdza się w sytuacjach personalnych, w których trudno o dowody naukowe – wyjaśnia.
To czy sprzedaje się książki, perfumy czy okna to jest drugorzędne. Najistotniejsi są ludzie
Ona – Polka, on – Duńczyk

Pani Mikołajczyk miała możliwość konfrontacji męskiego i damskiego sposobu na biznes 20 lat temu, gdy zaczynała karierę w budowlance. Pracę w raczkującym przedstawicielstwie duńskiej firmy Velux wspomina jako „pionierskie doświadczenie”.

– To był 1990 rok. Firma była dwuosobowa. Był szef firmy, młody Duńczyk i ja – asystentka. Pracowaliśmy tylko we dwoje. Jak była jakaś reklamacja, to zamykaliśmy biuro i jechaliśmy do klienta. Szef wymieniał okno, ja tłumaczyłam – opowiada Lidia Mikołajczyk. Jak dodaje, porozumiewali się po angielsku. – Duński jest nie do nauczenia. Wszyscy Duńczycy mówią po angielsku. Jeśli ktoś nie mówi, to raczej imigrant – wyjaśnia.

Jak dodaje, polski rynek był wtedy niepewny. Nie wiadomo było jak gospodarka będzie się rozwijała, dlatego firma zaczynała skromnie. – Ja nie jestem ryzykantką. To było ostrożne ryzyko, choć też odważny krok – mówi. I wspomina, jak wiele nauczyło ją to doświadczenie.

– Wielkim problemem były wtedy odprawy celne, bo nie było agencji celnych. Odprawa to było stanie w nocy w kolejkach. My się z szefem zmienialiśmy, bo ktoś musiał w dzień pracować. Dlatego ja się wtedy nauczyłam wszystkiego – wspomina.
Lidia Mikołajczyk
W firmie każdy z pracowników musi skończyć tygodniowy kurs techniczny. Każdy musi przejść składanie okna, niezależnie czy jest na stanowisku księgowym czy handlowym. Taki kurs przeszła też niegdyś Lidia Mikołajczyk
Dżinsy, telewizory i afrykanistyka

O tym, że pani Mikołajczyk zaczęła pracę w firmie budowlanej zdecydował przypadek. – Najpierw pracowałam w firmie wysyłającej Polaków do pracy za granicę. Wtedy już miałam kontakt z budowlanką, bo większość z tych osób do takich firm trafiało – opowiada.

Potem znalazła się w firmie, która prowadziła eksport i import. – Importowałam wszystko: dżinsy, telewizory, okna. Wtedy zetknęłam się z firmą Velux. Zobaczyłam prestiż tej marki, dlatego, gdy firma zdecydowała rozpocząć działalność, złożyłam aplikację. Nie przywiązywałam wagi do branży. Ważniejsza jest firma, niż to, jaki asortyment się gromadzi – zapewnia Lidia Mikołajczyk.

Czy spełniła dziecięce marzenia? – W dzieciństwie pewnie chciałam być piosenkarką lub aktorką – żartuje.
W zmianach jest smak życia. Dalej jeżdżę na nartach, choć miałam kilka wypadków, zastanawiam się też nad deską
Światło jest początkiem wszystkiego – mówi Lidia Mikołajczyk-Gmur
Lidia Mikołajczyk lubi swoją branżę, bo daje światło. – Ono jest początkiem wszystkiego – mówi.
– Potem chciałam pójść na afrykanistykę, zajmować się tłumaczeniami. Udało się, skończyłam ją podyplomowo. Zawsze chciałam zajmować się językami, wiedziałam jednak, że sam język to za mało. Dlatego poszłam na handel zagraniczny na SGH. Miałam konkretny zawód, a język stał się dodatkiem – wyjaśnia.

Czego nauczyła się na afrykanistyce? – Francuskiego. Podchodziłam do studiów realnie, stwierdziłam, że suahili i arabski mi się nie przyda. Te studia, to było odejście od konkretnych studiów ekonomicznych do studiów o ludziach. To ludzie interesują mnie najbardziej – mówi.

Afrykanistyka przydała się także Lidii Mikołajczyk w pracy zawodowej. – Miałam klientów z Nigerii, bo prowadziłam kontrakt poprzez ONZ-owską organizację ds. Rozwoju Przemysłowego UNIDO. Na początku traktowali mnie jak asystentkę dyrektora. Potem, jak się okazało, że znam nazwisko ich laureata Nobla, to mnie docenili – mówi. Jak dodaje, jest zdeklarowaną humanistką. – Natomiast nauki ścisłe, przez które musiałam przejść, pomogły mi, bo muszę być konkretna w biznesie – wyjaśnia.

– Oryginalność popłaca, ale nie taka za wszelką cenę. To jest jakiś bagaż życiowy. Każde z doświadczeń rozwija. Szefową naszej logistyki jest osoba, która skończyła język perski – – mówi.
W Polsce mamy jedne z najdziwniejszych zamówień w Europie. Polacy chcą czasem okien białych czy złotych. Odreagowują to, że wszystko było kiedyś szare
Z podniesioną głową

Lidia Mikołajczyk przyznaje, że ma pewne zawodowe spaczenie. – Gdziekolwiek nie jestem, wszędzie mam głowę zadartą do góry. Patrzę jakie są okna do poddaszy. Sprawdzam czy są dobrze zamontowane – śmieje się. Dlatego w Nowym Roku życzy sobie przede wszystkim równowagi.

– Duńczycy mają stretegie długoterminowe, ja też. Sama nie robię postanowień noworocznych. Chciałabym zachować równowagę pomiędzy pracą a życiem osobistym, którą udało mi się dotąd osiągnąć. Chcę to umocnić – zwierza się bizneswoman. Jak zapewnia, umożliwia jej to duński model pracy.

– Staramy się dać pracownikom możliwość zachowania równowagi. Nie spędzamy całego życia w pracy. Tylko ktoś, kto ma balans, może lepiej pracować. To wynika ze wzajemnego szacunku – tłumaczy.

Pani Mikołajczyk mówi, że dobrze jest każdemu znaleźć własną drogę do równowagi. Jej pomogła w tym m.in. joga. – Często problemem nie jest ilość godzin spędzanych w pracy, ale to, że po pracy w głowie zostają ciągle nie rozwiązane tematy. Trzeba się wyłączyć mentalnie. Taką równowagę chcę zachować – mówi bizneswoman.

Konkurs na Bizneswoman Roku zorganizowało Radio PIN i BRE Bank.

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: