Wiadomość została wysłana.
Policjanci i prokuratorzy przypisywali „Tyburkowi” udział nawet w 10 zabójstwach, w tym zamordowania policjanta w Mikołajkach. Sam bandzior, przez 10 lat zajmował czołowe miejsce na liście najbardziej poszukiwanych polskich przestępców. – To najniebezpieczniejszy gangster w Polsce. Bali się go nawet dawni współpracownicy, tym bardziej, że poszukiwany za kilka zabójstw nie miał nic do stracenia – opowiada jeden z funkcjonariuszy, który przez kilka lat ścigał „Tyburka”.
Warszawska prokuratura apelacyjna zakończyła właśnie śledztwo w sprawie mafijnych porachunków z 1999 r,, w których brał udział Andrzej T. Prokurator kończy akt oskarżenia w tej sprawie. Gangster odpowie „tylko” za jedno morderstwo oraz ostrzelanie dwóch konkurentów. Do tego doszło kilka pomniejszych zarzutów: rozboju, napadów, handlu narkotykami czy nielegalnego posiadania broni.
„Tyburka” obciąża udział w wojnie, która w latach 1998-99 wybuchła w gangu wołomińskim. Wtedy to jeden z wołomińskich watażków - Karol S. ps. Karol został publicznie obity przez bossa bandy Mariana K. ps. Maniek vel Stary Klepak i postanowił się zemścić i jednocześnie przejąć interesy szefa. „Karol” skupił wokół siebie najwierniejszych współpracowników i zaczął regularną wojnę z „Mańkiem”. Najpierw pod autem bossa wybuchła bomba. Nikomu nic się nie stało, ale w półświatku już huczało, że sprawa musi się skończyć śmiercią albo „Karola” albo starego bossa.
Inicjatywa należała jednak do buntowników. 6 stycznia 1999 r. przy skrzyżowaniu ul. Trawiastej z IV Porzeczną w Aninie zebrało się kilku wołomińskich gangsterów. Spotkaniu przewodził Piotr W. ps. Kajtek, jeden z ważniejszych adiutantów „Mańka”. Ferajna uzgadniała jak mają dopaść rebeliantów. „Kajtek” szukał pomocy u młodego bossa gangu Markowskiego Krzysztofa K. ps. Baniak. Nagle na ulicy pojawił się dodge stratus. Z okien auta wysunęły się lufy karabinów maszynowych i strzelby gałdkolufowej, które plunęły ogniem w kierunku zebranych. Kilkanaście kul dosięgło „Baniaka”, który skonał na miejscu.
O wielkim szczęściu może też mówić Piotr D. ps. Garnek. Z jego ciała lekarze wyciągnęli 17 pocisków. Mężczyzna przeżył, a jego kompani zmienili mu od razu pseudonim na bardziej adekwatny do okoliczności czyli „Durszlak”. Niegroźnie ranny został „Kajtek”, który razem z „Baniakiem” był głównym celem zamachowców. Strzelcami mieli być ludzie „Karola” w tym „Tyburek”.
Niedługo po strzelaninie w Aninie, buntownicy dokończyli dzieła zabijając „Kajtka” oraz przypadkowego przechodnia, a kulminacją secesji była masakra w wolskiej restauracji „Gama”, do której doszło 31 marca 1999 r.. Wtedy to kilku, do dzisiaj nieustalonych mężczyzn, wbiegło do ulubionego lokalu bossa gangu wołomińskiego „Mańka” i zaczęło strzelać do zebranych. „Maniek” i jego druh Ludwik A. ps. Lutek zginęli podziurawieni kulami. Razem z nimi polegało trzech pomniejszych gangsterów.- Z naszych informacji wynika, że „Tybur” mógł być jednym ze strzelców z Gamy. Nie mamy jednak dowodów na tyle mocnych, aby postawić zarzuty, a co dopiero próbować walczyć w sądzie – mówi jeden ze śledczych.
Co interesujące, w zakrwawionym ubraniu „Mańka” policja znalazła zdjęcia kilku najważniejszych postaci bandy „Karola”. Na jednym z nich był „Tyburek”, sfotografowany podczas jakiejś mafijnej libacji. Jak ustalili policjanci, Marian K. podczas pobytu w Gamie szukał właśnie killerów, którzy zajmą się buntownikami. „Tyburek” miał być jedną z osób przeznaczonych do likwidacji. No cóż..., secesjoniści byli szybsi.
Po masakrze w Gamie policja rzuciła wszystkie siły, aby zakończyć gangsterską wojnę. W ciągu kilku tygodni wpadli „Karol” i jego podwładni. Sam „Tybur” uniknął obławy. Zniknął.
Nikt nie wie, co „Tyburek” robił przez pierwsze trzy lata ucieczki przed policją, ale i zemstą „Wołomina”. Jacek K. ps. Klepak, syn „Mańka” miał nawet rzekomo wyznaczyć nagrodę za wytropienie renegata. Andrzej T. dał o sobie znać 17 sierpnia 2002 r. W barze Okoń w Mikołajkach bawiło się wówczas kilku wołomińskich gangsterów, w tym Jacek K. ps. Klepak. Młody boss ukrywał się przed policją, która powoli rozmontowywała jego bandę.
„Klepak” był pewny siebie. Nie wiedział jednak, że został sprzedany przez któregoś ze swoich podwładnych. Do siedzących „wołominiaków” podeszło nagle trzech mężczyzn, którzy wyciągnęli broń i zaczęli strzelać do młodego bossa. Jak wynika z ustaleń olsztyńskich śledczych, jednym z killerów był właśnie „Tyburek”.
Po zabiciu „Klepaka” mordercy rzucili się do ucieczki. I tu zaczął się następny rozdział dramatu. W pogoń za mordercami rzucił się bowiem policjant Marek Cekała, zaalarmowany krzykami świadków strzelaniny. Mordercy zastrzelili go z zimną krwią i uciekli. Właśnie wtedy policja przypomniała sobie o „Tyburku”, który trafił na pierwsze miejsce najbardziej poszukiwanych polskich przestępców. W półświatku krążyły opowieści, że gangster zadeklarował kompanom: ” nigdy nie wezmą mnie żywcem”.
W 2008 w warszawskim CBŚ powstała specjalna grupa pościgowa, nazywana „łowcami głów”. Policjanci z tej formacji mieli tylko jedno zadanie: wytropić i schwytać najgroźniejszych bandziorów. Grupa powstała przede wszystkim po to, aby złapać Andrzeja T.
Nikt nie wiedział nawet, w jakiej okolicy może się ukrywać. Pojawiały się za to informacje o kolejnych napadach, w których miał uczestniczyć. - Zatrzymanie "Tyburka" jest dla nas sprawą honorową. Daję słowo, że go znajdziemy – zapewniał Sebastian Michalkiewicz, naczelnik warszawskiego zarządu CBŚ.
W listopadzie 2009 r. , kiedy „łowcom głów” upływał termin namierzenia „Tyburka”, nagle okazało się, że gangster popełnił błąd. Zdradziły go zbyt intensywne kontakty z innym przestępcą podsłuchiwanym przez CBŚ.
Policjanci ustalili, jakim samochodem „Tybur” będzie jechał na kolejne spotkanie. Na drodze dojazdowej do Poznania przygotowali zasadzkę. Andrzej T. był kompletnie zaskoczony. Nie pomogła mu nawet zmiana wyglądu, ani usunięcie tatuaży. Zrezygnowany, w kajdanach na rękach i nogach, został przetransportowany do stolicy.
W czasie śledztwa nie chciał składać wyjaśnień. Grał twardziela. Teraz grozi mu dożywocie za zamordowanie „Baniaka”. Ma bardzo duże szanse usłyszeć taki właśnie wyrok, bo za to samo przestępstwo podobnie surowe wyroki usłyszeli już jego dawni kompani.