Przez turniej szli jak burza, a przecierający oczy kibice coraz liczniej zasiadali przed telewizorami. W 2007 roku Polacy zawojowali mistrzostwa świata w piłce ręcznej. 4 lutego w wielkim finale zmierzyli się z gospodarzami – Niemcami. I choć przegrali, to radość ze srebrnych medali była olbrzymia, a po zawodników poleciał prezydencki tupolew.
Czempionat w Niemczech rozpoczął się 19 stycznia 2007 r. Polacy nie należeli do grona faworytów. Poprzedni medal MŚ – brązowy – zdobyli 25 lat wcześniej...
Ale od początku zaczęli grać wyśmienicie. Najpierw rozgromili Brazylijczyków i Argentyńczyków, aby na koniec fazy grupowej zmierzyć się po raz pierwszy (jak się potem okazało) z Niemcami. I tu miała miejsce sensacja. Biało-czerwoni pokonali głównych kandydatów do złota i uciszyli tysiące kibiców w wypełnionej po brzegi berlińskiej hali. Dzięki temu z kompletem punktów przeszli do kolejnej fazy turnieju.
Tam na początek ulegli trzeciej drużynie poprzednich mistrzostw – Francji, ale potem znów rozpoczęli serię zwycięstw. Podopieczni trenera Bogdana Wenty nie dali szans Islandczykom, Tunezyjczykom i Słoweńcom.
Prawdziwe emocje miały jednak dopiero nadejść. Kibice do dziś zapewne pamiętają horrory: 28:27 z Rosją w ćwierćfinale i 36:33 po dwóch dogrywkach z Danią w półfinale.
W wielkim finale znów czekali Niemcy. Niestety, naszym szczypiornistom nie udało się powtórzyć wyniku z I rundy i ulegli 24:29.
W kraju i tak byli już bohaterami. Poleciał po nich prezydencki tupolew, a prezydent Lech Kaczyński czekał z gratulacjami. Świętowaniu nie było końca, a zawodnicy trenera Wenty w kolejnych latach udowadniali, że medale zdobyli nieprzypadkowo...