Strona główna » Magazyn » Kartka z kalendarza
6 stycznia 2001 r.

Orzeł z Wisły zaskoczył narciarski świat!

Autor: atab, pw
  • A
  • A
  • A
08:43
06.01.2012
Tego chyba nikt się nie spodziewał, a miliony Polaków w kilka dni nauczyły się, czym jest „zeskok”, czy „telemark”. 6 stycznia 2001 roku skoczek narciarski Adam Małysz wygrał z olbrzymią przewagą finałowy konkurs 49. Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen i tym samym jako pierwszy Polak stanął na najwyższym stopniu podium całej imprezy. Z największą przewagą i liczbą punktów w historii!
Orzeł z Wisły zakoczył narciarski świat!
Adam Małysz po ostatnim skoku turnieju w Bischofshofen, gdy już wiedział, że został triumfatorem imprezy (fot. TVP)
Przed 49. Turniejem Czterech Skoczni nazwisko „Małysz” niewiele mówiło nie tylko zagranicznym kibicom skoków narciarskich... Również w Polsce tylko prawdziwi entuzjaści tej dyscypliny wiedzieli, że chodzi o skoczka z Wisły.

Bo choć Adam Małysz miał już wówczas na koncie trzy triumfy w zawodach Pucharu Świata, to jednak wszystkie miały miejsce kilka lat wcześniej i nikt nie przewidywał, że mogą się szybko powtórzyć.

Stało się inaczej, a Polak stał się objawieniem TCS. Już podczas pierwszego konkursu, w Oberstdorfie, wygrał kwalifikacje, dzięki czemu w zawodach mógł skakać jako ostatni, z numerem „jeden” na kombinezonie. Zresztą numerem 1 był przez cały turniej, bo kolejno zwyciężał... we wszystkich kwalifikacjach.

Ostatecznie rywalizację na pierwszej ze skoczni Małysz zakończył na 4. miejscu. Wygrał zaś faworyt imprezy Niemiec Martin Schmitt. Jednak w finałowej serii tylko jemu udało się przeskoczyć Polaka i to ledwie o pół metra.

Prawdziwy popis polski skoczek dał w noworocznym konkursie, w Garmisch-Partenkirchen. Schmitt nie wystąpił wówczas w kwalifikacjach i w ostatniej parze zmagań stanął naprzeciw Małysza. I minimalnie przegrał z nim, choć kilku zawodników uzyskało dalsze od nich odległości.

Napięcie rosło, a „trzęsienie ziemi” miało nadejść w serii finałowej. Kibice na Große Olympiaschanze wręcz ucichli z wrażenia, po skoku Małysza. Polak podczas lotu mijał wszystkie możliwe linie, mierzące odległość. 129,5 metra wydawało się wynikiem kosmicznym. Poprzedni rekord skoczni Schmitta był gorszy o 6,5 m. Orzeł z Wisły wskoczył na najniższy stopień podium. Nie wygrał, bo na twardym zeskoku przysiadł, przez co dostał gorsze noty za styl.
Ale od tego momentu dominacja Polaka nie podlegała już dyskusji. W Innsbrucku Adam Małysz uzyskał w serii finałowej 118,5 m, podczas gdy rywale mieli kłopot z przekroczeniem 100 m. Drugiego w konkursie Fina Janne Ahonena nasz skoczek wyprzedził aż o 44,9 pkt.! To właśnie po tych zawodach został liderem klasyfikacji generalnej.

Podobnie było 6 stycznia 2001 roku w Bischofshofen. Finał miał być popisem Małysza i był! Tym razem wyprzedził Ahonena „tylko” o 32,2 pkt. i jako pierwszy Polak wygrał Turniej Czterech Skoczni.

Nikt wcześniej nie zdobył ponad tysiąca punktów (Małysz miał ich 1045,9), nikt też nigdy nie pokonał drugiego w klasyfikacji generalnej zawodnika o ponad 100 punktów (Ahonen miał ich 941,5). – Dziękuję tym wspaniałym kibicom, którzy zawsze we mnie wierzyli – mówił wzruszony Telewizji Polskiej. – Adam jest jak tygrys na progu i jastrząb w powietrzu – dodał jego trener Apoloniusz Tajner.

Sukces naszego skoczka oglądali nie tylko kibice na skoczni i przed telewizorami, ale też jego sąsiedzi z Wisły, gdzie na rynku specjalnie ustawiono specjalny telebim.

I tak zaczęła się piękna historia triumfów polskiego zawodnika, która trwała całą dekadę i zakończyła się w 2011 roku. Dziś Adam Małysz już nie skacze, no chyba, że przez wydmy na pustynnym torze Rajdu Dakar.
 
 
 
...
 

Na forum

Nawołując do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie możemy na dobre...
Polecamy
 
 
Zobacz inne serwisy tvp.pl: