Tego chyba nikt się nie spodziewał, a miliony Polaków w kilka dni nauczyły się, czym jest „zeskok”, czy „telemark”. 6 stycznia 2001 roku skoczek narciarski Adam Małysz wygrał z olbrzymią przewagą finałowy konkurs 49. Turnieju Czterech Skoczni w Bischofshofen i tym samym jako pierwszy Polak stanął na najwyższym stopniu podium całej imprezy. Z największą przewagą i liczbą punktów w historii!
Przed 49. Turniejem Czterech Skoczni nazwisko „Małysz” niewiele mówiło nie tylko zagranicznym kibicom skoków narciarskich... Również w Polsce tylko prawdziwi entuzjaści tej dyscypliny wiedzieli, że chodzi o skoczka z Wisły.
Bo choć Adam Małysz miał już wówczas na koncie trzy triumfy w zawodach Pucharu Świata, to jednak wszystkie miały miejsce kilka lat wcześniej i nikt nie przewidywał, że mogą się szybko powtórzyć.
Stało się inaczej, a Polak stał się objawieniem TCS. Już podczas pierwszego konkursu, w Oberstdorfie, wygrał kwalifikacje, dzięki czemu w zawodach mógł skakać jako ostatni, z numerem „jeden” na kombinezonie. Zresztą numerem 1 był przez cały turniej, bo kolejno zwyciężał... we wszystkich kwalifikacjach.
Ostatecznie rywalizację na pierwszej ze skoczni Małysz zakończył na 4. miejscu. Wygrał zaś faworyt imprezy Niemiec Martin Schmitt. Jednak w finałowej serii tylko jemu udało się przeskoczyć Polaka i to ledwie o pół metra.
Prawdziwy popis polski skoczek dał w noworocznym konkursie, w Garmisch-Partenkirchen. Schmitt nie wystąpił wówczas w kwalifikacjach i w ostatniej parze zmagań stanął naprzeciw Małysza. I minimalnie przegrał z nim, choć kilku zawodników uzyskało dalsze od nich odległości.
Napięcie rosło, a „trzęsienie ziemi” miało nadejść w serii finałowej. Kibice na Große Olympiaschanze wręcz ucichli z wrażenia, po skoku Małysza. Polak podczas lotu mijał wszystkie możliwe linie, mierzące odległość. 129,5 metra wydawało się wynikiem kosmicznym. Poprzedni rekord skoczni Schmitta był gorszy o 6,5 m. Orzeł z Wisły wskoczył na najniższy stopień podium. Nie wygrał, bo na twardym zeskoku przysiadł, przez co dostał gorsze noty za styl.
Ale od tego momentu dominacja Polaka nie podlegała już dyskusji. W Innsbrucku Adam Małysz uzyskał w serii finałowej 118,5 m, podczas gdy rywale mieli kłopot z przekroczeniem 100 m. Drugiego w konkursie Fina Janne Ahonena nasz skoczek wyprzedził aż o 44,9 pkt.! To właśnie po tych zawodach został liderem klasyfikacji generalnej.
Podobnie było 6 stycznia 2001 roku w Bischofshofen. Finał miał być popisem Małysza i był! Tym razem wyprzedził Ahonena „tylko” o 32,2 pkt. i jako pierwszy Polak wygrał Turniej Czterech Skoczni.
Nikt wcześniej nie zdobył ponad tysiąca punktów (Małysz miał ich 1045,9), nikt też nigdy nie pokonał drugiego w klasyfikacji generalnej zawodnika o ponad 100 punktów (Ahonen miał ich 941,5). –
Dziękuję tym wspaniałym kibicom, którzy zawsze we mnie wierzyli – mówił wzruszony Telewizji Polskiej. –
Adam jest jak tygrys na progu i jastrząb w powietrzu – dodał jego trener Apoloniusz Tajner.
Sukces naszego skoczka oglądali nie tylko kibice na skoczni i przed telewizorami, ale też jego sąsiedzi z Wisły, gdzie na rynku specjalnie ustawiono specjalny telebim.
I tak zaczęła się piękna historia triumfów polskiego zawodnika, która trwała całą dekadę i zakończyła się w 2011 roku. Dziś Adam Małysz już nie skacze, no chyba, że przez wydmy na pustynnym torze Rajdu Dakar.