Lech Wałęsa podczas wczorajszej rozmowy telefonicznej starał się przekonać Giullermo Farinasa, aby zawiesił strajk głodowy i żył dla wolnej Kuby. Informację o tym, że Kubańczyk jest w fatalnym stanie i konieczna jest pomoc, były prezydent otrzymał od tamtejszych dysydentów.
Farinas jest w takim stanie, że żadnych argumentów nie przyjmuje - poinformował Wałęsa.
Giullermo Farinas – dysydent kubański stracił przytomność po 15 dniach głodówki. Ze względu na stan zdrowia 11 marca został przewieziony na oddział intensywnej terapii szpitala w Santa Clara. Przedstawiciel placówki, powiedział, że stan mężczyzny jest poważny.
Kubańczyk podczas rozmowy z byłym prezydentem mówił
– Szanuję Pana, Pańską opinię i to, co zrobił Pan dla Polski, ale nie mogę przerwać strajku głodowego. Wybrałem ten sposób walki z totalitaryzmem, walki o wolność na Kubie i muszę być konsekwentny. Jeżeli umrę, proszę Pana tylko o to, by złożył Pan kwiaty na moim grobie, gdy Kuba będzie wolna.
48-letni dziennikarz internetowy rozpoczął głodówkę tuż po śmierci więźnia politycznego Orlando Zapaty, który przez dwa i pół miesiąca prowadził strajk głodowy.
W ten sposób Farinas chce wymusić na rządzie Kuby uwolnienie 26 chorych więźniów politycznych. Po raz pierwszy trafił do szpitala tydzień temu. Także wówczas stracił przytomność z powodu hipoglikemii.
Lech Wałęsa wystosował apel do laureatów Pokojowej Nagrody Nobla aby jak najszybciej podjąć wspólne działania, w celu wywarcia presji na reżim Castro i domagać się uwolnienia więzionych przez jego reżim osób.
Parlament Europejski po śmierci Zapaty stwierdził, że tragedii tej można było uniknąć. Jednocześnie wyraził niepokój o stan zdrowia dziennikarza.
Europarlament zażądał też uwolnienia kubańskich więźniów politycznych, których, jak szacują dysydenci jest na wyspie około 200.
Kuba natychmiast potępiła deklarację PE, uznając ja za stronniczą,
dyskryminacyjną i obraźliwą. Rząd z Raulem Castro na czele zaprzecza, by na terenie państwa byli przetrzymywani jacykolwiek więźniowie polityczni.