Uczestnicy szczytu klimatycznego ONZ w Kopenhadze zatwierdzili w drodze specjalnej procedury porozumienie w sprawie globalnego ocieplenia osiągnięte minionej nocy przez grupę krajów o najbardziej rozwiniętych gospodarkach. Nie doszło jednak do ustalenia wiążących redukcji CO2 po roku 2012.Porozumienie zostało krytycznie ocenione przez mniejsze kraje.
Z braku możliwości przyjęcia formalnego, politycznego porozumienia w sprawie globalnego ocieplenia szczyt klimatyczny w Kopenhadze po dwóch tygodniach obrad „odnotował” – jak to ujęto – dokument porozumienia przyjętego w nocy z piątku na sobotę przez grupę 28 najbardziej rozwiniętych krajów.
Większość uczestników szczytu zgadza się, że wyniki porozumienia pomiędzy Obamą a liderami czterech krajów rozwijających się: Chin, Indii, Brazylii i RPA, tzw. układu kopenhaskiego, są rozczarowujące w porównaniu z nadziejami, jakie w nim pokładano.
Porozumienie ostro skrytykował Lumumba Stanislas Di-Aping, szef delegacji Sudanu i przewodniczący grupy G77.
–
Popełniono dziś poważne wykroczenie przeciwko ubogim, przeciwko tradycji przejrzystości i partycypacji na równych prawach wszystkich stron
konferencji, a także przeciwko zdrowemu rozsądkowi – powiedział. Już
wcześniej na brak przejrzystości negocjacji w Kopenhadze zwracał uwagę prezydent Wenezueli Hugo Chavez.
Suchej nitki na ugodzie nie pozostawiły również organizacje pozarządowe.
–
Dostrzeżono potrzebę utrzymania wzrostu temperatur w granicach dwóch stopni, ale nie zobowiązano się, aby tego dokonać – wskazał Jeremy Hobbs, prezes Oxfam International.
Lider Greenpeace'u Kumi Naidoo określił Kopenhagę jako „miejsce zbrodni na
klimacie” dodając, że winni tej zbrodni uciekają teraz po fiasku konferencji na lotnisko.
–
Negocjacje pod egidą ONZ zakończyły się porażką, bo nie zaowocowały
porozumieniem, które choć na jotę zbliża się do tego, co niezbędne, by
powstrzymać zmiany klimatyczne - głosi oświadczenie organizacji.
Z kolei szef organizacji Friends of the Earth International Nnimmo Bassey
uznał wynik konferencji w Kopenhadze za „katastrofę dla biednych”, skazującą ich na skutki zmian klimatycznych.
Przywódcy o porozumieniu
Prezydent USA Barack Obama przyznał jednak, że osiągnięcie wiążącego
porozumienia będzie bardzo trudne i czasochłonne, gdyż wymaga przełamania
nieufności pomiędzy krajami uprzemysłowionymi a rozwijającymi się.
–
Przeszliśmy już długą drogę, ale jeszcze dłuższą mamy przed sobą – powiedział.
Amerykański lider był jednak z przebiegu szczytu stosunkowo zadowolony.
–
Dzisiaj w Kopenhadze doszło do znaczącego i bezprecedensowego przełomu –
powiedział przed odlotem do Waszyngtonu. Podkreślił, że „po raz pierwszy w historii najważniejsze gospodarki zebrały się, aby uznać, że ich obowiązkiem jest przeciwstawienie się groźbie zmian klimatycznych.
Zadowolenia nie krył też francuski prezydent Nicolas Sarkozy. –
Ugoda nie jest doskonała, ale lepszej nie dało się wypracować – oznajmił.
–
Pamiętajmy, że jeszcze rok temu nikt nie uważał, że takie porozumienie jest możliwe - wtórował mu brytyjski premier Gordon Brown.
Mniej entuzjastycznie odniosła się do porozumienia francuska kanclerz Angela Merkel. –
To była dla mnie bardzo trudna decyzja. Zrobiliśmy jeden krok, podczas gdy liczyliśmy, że uda się zrobić więcej – oceniła.
Rozczarowanie wynikiem konferencji w Kopenhadze wyraził przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Jerzy Buzek zaapelował, by z braku konkretnego, ambitnego porozumienia, wyciągnąć wnioski, jak usprawnić proces negocjacji klimatycznych.
Porozumienie kopenhaskie
W trzystronicowym dokumencie zrezygnowano z liczbowych celów redukcji emisji gazów cieplarnianych w skali całego świata. Ograniczono się jedynie do zapisu, że działania na rzecz ich zmniejszenia powinny być wystarczające, aby wzrost temperatury na świecie do 2050 r. nie przekroczył 2 st. C w porównaniu z epoką przedindustrialną.
Jako aneks do porozumienia dołączono dotychczasowe deklaracje państw w
sprawie emisji gazów cieplarnianych - w niektórych przypadkach zostały one
już przyjęte w procesie legislacyjnym, w innych są tylko w sferze planów.
Unia Europejska zamierza do 2020 r. zredukować emisje gazów cieplarnianych o 20 proc. w stosunku do 1990 r., Japonia zaś o 25 proc. W USA emisje mają się w tym czasie zmniejszyć o 17 proc. w stosunku do 2005 r., czyli zaledwie o 3-4 proc. w stosunku do 1990 r.
Chiny, największy producent CO2 na świecie, zapowiedziały zmniejszenie emisji na jednostkę PKB o 40-45 proc. w porównaniu z poziomem z 2005 r. Przy szybkim tempie wzrostu gospodarczego Państwa Środka oznacza to, że emisje będą nadal rosły. Indie deklarują gotowość ograniczenia emisji o 20-25 proc. w porównaniu z 2005 r.
W myśl zawartej w piątek wieczorem ugody, państwa uprzemysłowione wyasygnują w latach 2010-2012 30 mld, aby pomóc państwom wschodzącym dostosować się do zmian klimatycznych i z nimi walczyć. Przy tym, UE wyłoży 10,6 mld dol., Japonia 11 mld dol. a USA 3,6 mld dol. W latach 2012-2020 pomoc dla gospodarek wschodzących sięgnąć ma 100 mld rocznie.
W dokumencie poruszono również problem weryfikacji działań podejmowanych
przez państwa rozwijające się na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi. Był
to jeden z głównych punktów stojących na przeszkodzie porozumieniu, ponieważ Chiny nie dopuszczały możliwości międzynarodowych inspekcji.
Ostatecznie uzgodniono, że gospodarki rozwijające się będą samodzielnie
nadzorowały swoje działania, raz na dwa lata przekazując wyniki ONZ.
Do porozumienia liderzy najważniejszych gospodarek dołączyli apel o
wypracowanie obligującego prawnie układu klimatycznego przed końcem 2010 r.