Wiadomość została wysłana.
W Euroneście zasiadać mają europosłowie i przedstawiciele parlamentów sześciu krajów Partnerstwa Wschodniego: Białorusi, Ukrainy, Mołdawii, Gruzji, Azerbejdżanu i Armenii. Jest jednak problem z delegacją białoruską. Europosłowie zasiadający w Euroneście zadecydowali wczoraj ostatecznie, że – zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami – w Brukseli Białoruś powinna reprezentować opozycja i przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, ponieważ ostatnie wybory do parlamentu uznano za niedemokratyczne. Za tym rozwiązaniem była prawica i liberałowie, przeciw socjaliści, którzy chcieli, by do Brukseli przyjechali parlamentarzyści reżimowi. Zostali jednak przegłosowani. Zdecydowano, że w składzie delegacji znaleźć się mają opozycjoniści, m.in. Aleksander Milinkiewicz i szefowa Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys.
Dzisiaj ten wybór miała zatwierdzić Konferencja Przewodniczących PE (szefowie grup politycznych i przewodniczący europarlamentu). Jednak jak mówi nam nieoficjalnie jeden z uczestników spotkania nie doszło do porozumienia. Lewica przekonywała, że nie można zapraszać tylko samej opozycji. – Dlatego zdecydowano się przełożyć decyzję w czasie do następnego posiedzenia Konferencji i dać więcej czasu szefom frakcji na przeanalizowanie dokumentów. Uznano bowiem, że decyzja powinna zapaść jednomyślnie – wyjaśnia jeden z uczestników spotkania.
Szefów frakcji do zaproszenia tylko opozycji przekonywał Jerzy Buzek. – Pan przewodniczący mówił, że jako były działacz „Solidarności” wie jak ważne są takie gesty i jaki sygnał wysyłają – mówi tvp.info Inga Rosińska, rzeczniczka Buzka.
Niepodjęcie teraz decyzji o składzie oznacza, że może ona zostać podjęta najwcześniej na następnym posiedzeniu Konferencji czyli za miesiąc. A to oznacza, że opóźni się inauguracyjne posiedzenie Euronestu zaplanowane na 24 marca. – To niefortunne rozstrzygnięcie – przyznaje Jacek Saryusz-Wolski (PO), wiceszef Euronestu. – Zmniejsza pole manewru europarlamentu i wskazuje, że jest tu jakieś wahanie – dodaje europoseł i zaznacza, że takie momenty zawsze wychwytuje i wykorzystuje reżim Aleksandra Łukaszenki.
Jak tłumaczy europoseł SLD Marek Siwiec lewica doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że parlament białoruski nie został wybrany demokratycznie. – Ale obecności oficjalnych parlamentarzystów chcą pozostałe kraje Partnerstwa Wschodniego, m.in. Ukraina i Gruzja – argumentuje Siwiec. – Było ryzyko, że jeśli zignorujemy ich opinię to nasi partnerzy zbojkotują spotkanie Euronestu i ono i tak by się nie odbyło – dodaje. Przypomina, że lewica proponowała by zaprosić dwie delegacje białoruskie – z reżimowego parlamentu i opozycyjną, w sumie 20 osób. – Udaje nam się jakoś prowadzić dialog z Chinami czy Kubą, które przecież też są dalekie od ideałów demokratycznych. A tu nam się nie udaje. Wydaje mi się, że posłowie Platformy, którzy forsowali zaproszenie tylko opozycji wykazali się egoizmem – zaznacza Siwiec.