Chilijskie ekipy ratownicze rozpoczęły wyścig z czasem. Pod gruzami budynków, które runęły podczas sobotniego trzęsienie ziemi może znajdować się nawet kilkaset osób. Tymczasem centralne tereny kraju nawiedziły wstrząsy wtórne o sile 6,2 stopnia w skali Richtera. Władze, które początkowo odrzucały propozycje międzynarodowej pomocy, ostatecznie poprosiły o wsparcie.
Trzęsienie ziemi pochłonęło już co najmniej 708 ofiar, ale ich liczba najprawdopodobniej jeszcze wzrośnie. Tym bardziej, że centralne terytorium Chile nawiedziły kolejne wstrząsy wtórne. Tym razem miały siłę ponad 6 stopni w skali Richtera.
Według prezydent kraju Michelle Bachelet, skutkami trzęsienia zostały dotknięte dwa miliony Chilijczyków. Zostali oni ranni albo stracili dach nad głową. Wiele budynków, dróg i mostów zostało zniszczonych. W niektórych dzielnicach stolicy Chile,
Santiago, wciąż nie ma prądu, nie działają telefony i wodociągi.
Już trzecią dobę trwa nieustająca walka o życie zasypanych pod gruzami budynków ludzi.
– Moja żona była na czternastym piętrze. Mnie
udało się wydostać, ale oni nie robią nic, by pomóc mojej
żonie. Ona jest tam z moim synem. Muszę ich uratować –
żalił się jeden z mieszkańców.
Na miejscu pracują ekipy ściągnięte z całego kraju. Ratownicy mają ze sobą psy poszukiwawcze, echosondy i ciężki sprzęt. Pracując nieprzerwanie od kiedy zatrzęsła się ziemia są niezwykle zmęczeni, dlatego chilijskie władze zaapelowały do świata o przysłanie posiłków.
Michelle Bachelet, ustępująca z urzędu prezydenta 11 marca, zapowiedziała także, że Chile skorzysta z niektórych ofert pomocy napływających z całego świata. Gotowość pomocy wyraziły już m.in. ONZ, Unia Europejska i Stany Zjednoczone.
Pani prezydent podkreśliła, że potrzeba w tej chwili przede wszystkim szpitali polowych, a także tymczasowych mostów, zakładów oczyszczania wody oraz ekspertów, którzy pomogą oszacować rozmiar zniszczeń.
Telewizja chilijska poinformowała, że na lotnisku w Santiago, zamkniętym po trzęsieniu z powodu uszkodzeń terminala, wylądował w niedzielę pierwszy samolot pasażerski i że oczekiwane są kolejne. Pasy lotniska na szczęście nie zostały uszkodzone.
Groźba zamieszek
W chilijskim mieście Concepcion kilkudziesięcioosobowa grupa wtargnęła do jednego z supermarketów, rabując znajdujące się tam towary. Policja rozpędziła tłum używając armatek wodnych i gazu łzawiącego. – To nie jest kradzież, to rozpacz. Nie mamy co jeść ani pić – krzyczała młoda kobieta w stronę telewizyjnej kamery, która obserwowała zajścia.
Telewizja pokazała ludzi wynoszących ze sklepu towary pierwszej potrzeby, ale również młodzież uciekającą ze sprzętem elektronicznym. Według telewizji, podobne akty grabieży miały miejsce również w innych punktach Concepcion.
Burmistrz miasta Jacqueline van Rysselberghe ostrzegła, że lada chwila mogą wybuchnąć zamieszki. – Potrzebujemy żywności. Nie mamy żadnych dostaw i jeżeli nie znajdziemy wyjścia z tej sytuacji będziemy mieli poważne problemy gdy zapadnie noc – powiedziała.
– Trzęsienie ziemi, największe, jakie mieliśmy od 30 lat, jest dla Chile ciężkim ciosem – powiedział w telewizji prawicowy prezydent elekt Sebastian Pinera, który już sformował swój rząd i 11 marca obejmie władzę po ustępującej socjalistce Michelle Bachelet.
Epicentrum trzęsienia, do którego doszło o 3.34 czasu miejscowego (7.43 czasu polskiego), znajdowało się w odległości 115 km na północny wschód od Concepcion. Do wstrząsu doszło na głębokości 35 km. Trzęsienie trwało od 10 do 30 sekund i było niezwykle silne - 8,8 stopni w skali Richtera. Wstrząsy były odczuwalne także w Argentynie.
W 1960 roku Chile nawiedziło najsilniejsze trzęsienie zimie w historii światowych notowań, czyli od 1900 roku. Miało siłę 9.5 stopnia w otwartej skali Richtera i zniszczyło południowo centralna część miasta Valdivia, zabijając 1655 osób.