Białoruska milicja odmówiła wszczęcia sprawy karnej dotyczącej porwania aktywistek ukraińskiej grupy FEMEN. Jak informuje agencja Biełapan, milicjanci z Rejonowego Wydziału Spraw Wewnętrznych w Jelsku, w pobliżu którego odnaleziono Ukrainki, nie znaleźli dowodów, że aktywistki zostały porwane.
Milicja z internetu dowiedziała się o porwaniu kobiet, które na końcu odnalazły się we wsi Bieki – poinformował rzecznik prasowy homelskiego Zarządu Spraw Wewnętrznych, któremu podlega placówka w Jelsku. Na miejsce udała się grupa milicji i aktywistki przesłuchano.
Jednak zdaniem urzędnika, nie złożyły one zawiadomienia o przestępstwie. Obdukcja również nie wykazała uszkodzeń ciała.
– Materiałów potwierdzających słowa Ukrainek nie zdobyto, odstąpiono zatem od wszczynania sprawy karnej – dodał.
19 grudnia 2011 r. trzy aktywistki ukraińskiej grupy kobiecej FEMEN: Inna Szewczenko, Oksana Szaczko i Aleksandra Niemczinowa obnażyły się przed siedzibą KGB w Mińsku, trzymając w rękach plakaty wspierające więźniów politycznych na Białorusi. Protest odbył się w rocznicę rozbicia opozycyjnej demonstracji przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich.
Po zakończeniu protestu kobietom udało się oddalić z miejsca zdarzenia, jednak wieczorem na dworcu autobusowym zostały zatrzymane przez nieznanych mężczyzn, którzy następnie wywieźli je do lasu znajdującego się przy granicy z Ukrainą, prawie 300 km od Mińska.
Według ich relacji zostały tam bite, grożono im śmiercią i polano łatwopalną substancją. Po wszystkim puszczono je wolno i same dotarły do wsi Bieki. Do domu wróciły w towarzystwie ukraińskiego konsula.