Rada zebrała się na wniosek Maroka. Projekt rezolucji zakładał zgodnie z planem Ligi Arabskiej ustąpienie prezydenta Syrii Baszara el-Asada i potępiał „nieprzerwane naruszanie” praw człowieka
przez reżim w Damaszku.
Za projektem opowiedzieli się pozostali członkowie złożonej z 15 państw Rady Bezpieczeństwa (RB). Rosja i Chiny należą do piątki
stałych członków RB, którzy dysponują prawem weta.
Moskwa groziła wcześniej zawetowaniem każdej rezolucji, w której znalazłaby się krytyka władz Syrii, państwa, które jest jednym z głównych odbiorców rosyjskiej broni.
Ambasador Maroka przy ONZ Mohammed Luliczki (jego kraj jest jedynym arabskim członkiem RB) wyraził „wielki żal i rozczarowanie” tym, że Moskwa i Pekin połączyły siły, aby „utrącić” rezolucję.
Ambasador Francji przy ONZ Gerard Arauld powiedział w RB: –
To smutny dzień dla Rady, smutny dzień dla Syryjczyków i smutny dzień dla demokracji. Dyplomaci powiedzieli, że należało się spodziewać, że Chiny podążą za Rosją. Decyzja Rosji, by głosować przeciw rezolucji, zapadła, gdy przedstawiciele USA i Europy odrzucili szereg rosyjskich poprawek do dokumentu.
Rada Bezpieczeństwa ONZ od wielu miesięcy próbuje bezskutecznie, głównie właśnie ze względu na opór Rosji i - w mniejszym stopniu - Chin, zająć stanowisko wobec fali przemocy w Syrii. Od marca ubiegłego roku zginęło w tym kraju ponad 5 tysięcy osób.
Clinton wyklucza interwencję zbrojną
Zablokowanie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, potępiającej przemoc w Syrii oznacza wzięcie na siebie odpowiedzialności za horror, który się tam rozgrywa - powiedziała w Monachium sekretarz stanu USA Hillary Clinton.
Wykluczyła jednocześnie interwencję zbrojną w przeciwko reżimowi prezydenta
Baszara el-Asada. –
To było jasne od samego początku – oświadczyła.
Clinton wypowiadała się na konferencji prasowej w Monachium w chwili, gdy w
Radzie Bezpieczeństwa ONZ w Nowym Jorku odbywało się głosowanie. Jak poinformowała, w trakcie intensywnych negocjacji, jakie przeprowadziła
jeszcze tego samego dnia z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem nie było możliwe wypracowanie porozumienia.
–
Miałam nadzieję, że uda się zmniejszyć dzielące nas różnice, nawet w tej ostatniej chwili. To nie było możliwe – powiedziała Clinton.
–
Syryjski reżim, który jest bankrutem, chce utrzymać władzę, strzelając do ludzi i bombardując ich domy. Od miesięcy w Syrii rozgrywał się koszmar. Rada Bezpieczeństwa ONZ powinna działać teraz – dodała.
–
Trudno pojąć, że po najkrwawszym dotychczas dniu w Syrii są jeszcze tacy, którzy powstrzymują wspólnotę międzynarodową przed potępieniem tych działań. Pytam ich: Co więcej musimy jeszcze wiedzieć, by działać zdecydowanie w Radzie Bezpieczeństwa? – mówiła.
Ostrzegła też, że każdy kolejny dzień rozlewu krwi tylko utrudni rozwiązanie kryzysu, a konsekwencją tej sytuacji może być wojna domowa. –
Każdy musi się starać, by tego uniknąć – podkreśliła.
Dlatego – jak dodała Clinton – konieczna jest międzynarodowa presja na reżim, a także syryjską opozycję, by proces transformacji w Syrii przebiegał w sposób pokojowy.