Moskwa opłakuje ofiary poniedziałkowych zamachów bombowych w metrze. W nocy zmarła w szpitalu ciężko ranna kobieta, tym samym liczba ofiar śmiertelnych zamachu wzrosła do 39. Pod opieką lekarzy jest 69 rannych. Wtorek jest w stolicy Rosji oficjalnym dniem żałoby.
Pogrążeni w smutku mieszkańcy Moskwy do późnych godzin
wieczornych składali kwiaty na stacjach metra, gdzie
zginęli ludzie.
W Moskwie panuje dziś żałoba. Flagi przy instytucjach publicznych zostały opuszczone do połowy. Największe rozgłośnie radiowe zrezygnowały z nadawania programów rozrywkowych i reklam.
W soborze Chrystusa Zbawiciela, najważniejszej świątyni prawosławnej Rosji, odprawione zostanie nabożeństwo w intencji ofiar ataku terrorystycznego. Będzie mu przewodzić arcybiskup istrzański Arseniusz, wikariusz patriarchy Moskwy i Wszechrusi Cyryla. Liturgie żałobne celebrowane są także w innych cerkwiach.
W środkach transportu publicznego większą uwagę zwraca się na sprawy bezpieczeństwa. Kierowcy w autobusach sprawdzają czy nikt nie po wyjściu nie pozostawił toreb oraz zwracają uwagę na zachowanie pasażerów.
Zaostrzono środki bezpieczeństwa w metrze. Milicjanci – niekiedy z psami wyszkolonymi do wykrywania ładunków wybuchowych – patrolują teren wokół stacji; obserwują wejścia do podziemnej kolei.
Wielu zmierzających do metra jest legitymowanych. Niektórym funkcjonariusze kontrolują bagaż. Patrole milicyjne widać również przy schodach ruchomych na stacjach i na peronach.
Dodatkowe patrole milicyjne dyżurują też na dworcach kolejowych i w portach lotniczych. Milicja monitoruje także drogi wjazdowe do Moskwy. Wiele samochodów jest zatrzymywanych i sprawdzanych.
Ruch w metrze nie odbiega od tego sprzed zamachów. Tłoczno jest również na linii Sokolniczeskaja, przy której usytuowane są obie zaatakowane stacje.
Do normy wróciło też życie w mieście. Spowite kirem flagi i większa liczba milicjantów na ulicach, to praktycznie wszystko, co przypomina o poniedziałkowej tragedii.
Rosyjskie służby specjalne wciąż poszukują trzech osób, które mogły mieć związek z zamachami. Rosyjska FSB twierdzi, że ataki przeprowadzili najprawdopodobniej
bojownicy z północnego Kaukazu. Media poinformowały, że poszukiwani to dwie kobiety oraz mężczyzna. Obok rysopisu podano także prawdopodobne nazwisko mężczyzny – Matajew.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oświadczył, że w przygotowywaniu moskiewskich zamachów mogły pomagać ugrupowania militarne działające na afgańsko-pakistańskiej granicy.
Z kolei prezydent Dmitrij Miedwiediew zapowiedział „odnalezienie i unicestwienie”
osób odpowiedzialnych za dokonanie zamachów. Miedwiediew złożył kwiaty na stacji Łubianka, jednej z dwóch, na których doszło do eksplozji. Rosyjski prezydent zapowiedział, że walka z terroryzmem będzie prowadzona „zdecydowanie i do końca”.
Bomby w moskiewskim metrze eksplodowały w godzinach porannego szczytu. Do pierwszego wybuchu doszło o 7.56 czasu lokalnego na stacji Łubianka. Drugi nastąpił o
8.39 w pociągu wjeżdżającym na stację Park Kultury.
Agencja prasowa Rosbalt poinformowała, że moskiewska milicja otrzymała w niedzielę po południu telefon ostrzegający przed planowanymi zamachami terrorystycznymi. Według agencji, dzwoniła kobieta, które twierdziła, że przypadkowo usłyszała rozmowę o planowanych zamachach.
Groźby pod adresem Moskwy kierował wcześniej Doku Umarow. To były prezydent Czeczeńskiej Republiki Iczkerii. Umarow jest oficjalnie przywódcą wszystkich ugrupowań
powstańczych w regionie Kaukazu Północnego. Zapowiedział w połowie lutego, że „święta wojna” uderzy w serce Moskwy.