Co najmniej 24 osoby zginęły, a 60 zostało rannych w zamachach i atakach rebeliantów podczas wyborów parlamentarnych w Iraku. Tuż po otwarciu wyborów lokalnych w wyniku wybuchu runęły dwa budynki mieszkalne w Bagdadzie, a chwilę wcześniej, w Zielonej Strefie, w której usytuowane są najważniejsze urzędy państwowe i ambasady, eksplodowało sześć pocisków moździerzowych. I chociaż wybory określane są mianem testu na samodzielność i stabilność Iraku, nikt nie ma wątpliwości, że przebiegać będą w niespokojnej atmosferze.
Jak podała telewizja al-Arabija od momentu otwarcia lokali
wyborczych w stolicy wybuchło co najmniej 15 granatów
moździerzowych. Celem ataków były przede wszystkim punkty
do głosowania. Sześć pocisków spadło na teren Zielonej Strefy – silnie chronionego centrum, w którym znajdują się urzędy, ambasady i dowództwo wojsk
amerykańskich.
Zabici cywile z budynków mieszkalnych są pierwszymi ofiarami wyborów do Rady Reprezentantów, jednak wszyscy są zgodni co do tego, że nie będą one przebiegały w pokojowej atmosferze. Tym bardziej, że głosowanie uważane jest za kluczowe w dążeniu do zapewnienia stabilności Iraku oraz za sprawdzian demokracji tym kraju.
Ze względu na zagrożenie zamachami, władze wprowadziły zaostrzone środki bezpieczeństwa. W całym kraju zmobilizowano setki tysięcy żołnierzy i policjantów. W wielu miastach obowiązuje godzina policyjna, a w Bagdadzie po ulicach mogą jeździć tylko uprawnione pojazdy ze specjalnymi zezwoleniami. Nieczynne jest stołeczne lotnisko, zamknięte są przejścia graniczne.
Lokale wyborcze będą otwarte do godz. 17 czasu miejscowego (15 czasu polskiego). Możliwa jest jednak decyzja o przedłużeniu czasu głosowania.
O 325 miejsc w irackim parlamencie ubiega się ponad 6
tysięcy kandydatów. Uprawnionych do głosowania jest 19
milionów Irakijczyków, w tym spora część mieszkających
poza granicami kraju. Nowi deputowani wybiorą później
premiera i prezydenta Iraku.
Jest spora szansa, że na obu
tych stanowiskach pozostaną politycy, którzy obecnie
pełnią te urzędy, gdyż według sondaży, na zwycięstwo może liczyć szyickie ugrupowanie pod wodzą premiera Nuri Al Malikiego. Aby mieć większość w parlamencie, będzie ono jednak musiało utworzyć koalicję z innymi szyickimi partiami.
Po raz pierwszy od czasu obalenia Saddama Husajna w głosowaniu wezmą udział wszystkie grupy etniczne - Kurdowie, szyici i sunnici. Ci ostatni pięć lat temu zbojkotowali głosowanie, ale teraz mają szansę stać się silną opozycją w nowym parlamencie. Amerykanie z kolei liczą na to, że po spokojnych wyborach będą mogli rozpocząć wycofywanie się z Iraku
Są to drugie wybory do parlamentu od czasu wkroczenia w 2003 r. wojsk koalicji do Iraku.