Dzień po odmowie ekstradycji Romana Polańskiego przez Szwajcarię, jego prawnicy przeszli do kontrataku. Wezwali oni władze Kalifornii do przeprowadzenie dochodzenia w sprawie nieprawidłowości w procesie sprzed 33 lat.
Amerykańscy adwokaci Romana Polańskiego wydali oświadczenie, w którym wezwali do powołania niezależnej komisji, która miałaby wyjaśnić wszelkie okoliczności sprawy z 1977 roku. Chodzi o rzekome naruszenie procedur
przez prokuraturę i sędziego, co miało skutkować złamaniem wcześniej zawartego porozumienia z Polańskim.
Prawnicy reżysera twierdzą, że prokuratura z Los Angeles celowo odmówiła przekazania Szwajcarom części materiałów, by nieprawidłowości te nie wyszły na jaw. To z kolei mogłoby podważyć zasadność wniosku o ekstradycję.
Prokurator z Los Angeles Steve Cooley oświadczył tymczasem, że Roman Polański nadal będzie ścigany i jeśli w jakimś kraju zostanie aresztowany, to ponownie wystąpi o jego ekstradycję. Cooley oświadczył, że odmowa wydania Polańskiego przez Szwajcarię źle służy wymiarowi sprawiedliwości oraz ofiarom przestępstw seksualnych.
Polański, który ma polskie i francuskie obywatelstwo, został zatrzymany na lotnisku w Zurychu 26 września 2009 roku na podstawie amerykańskiego nakazu aresztowania.
Amerykański wymiar sprawiedliwości zarzuca Polańskiemu, że w roku 1977 w willi aktora Jacka Nicholsona w Hollywood uwiódł 13-letnią wówczas Samanthę Gailey. W stanie Kalifornia czyn lubieżny z nieletnią klasyfikowany jest automatycznie jako gwałt. Reżyser spędził 42 dni pod obserwacją psychiatryczną, ale przed zakończeniem postępowania wyjechał do Francji, obawiając się, że sędzia nie dotrzyma warunków zawartej z nim ugody.
Reżyser w poniedziałek został zwolniony z aresztu domowego w rezydencji w szwajcarskim Gstaad, w którym przebywał przez 10 miesięcy, oczekując na wynik postępowania ekstradycyjnego. Wniosek o ekstradycję został oddalony.