Nie ma już ograniczeń w ruchu samolotów na holenderskich lotniskach w Amsterdamie i Rotterdamie. Od 13.00 przestrzeń powietrzna nad Holandią jest otwarta. Zamknięte od niedzieli podlondyńskie porty lotnicze Heathrow i Gatwick zostały wprawdzie otwarte, ale nadal ruch na nich jest ograniczony.
Nieczynne są porty lotnicze w Glasgow i dalej na północ w Szkocji oraz w Irlandii północnej. Otwarto natomiast zamknięte w niedzielę Birmingham i Manchester.
Zmieniająca się z godziny na godzinę sytuacja spowodowała ogromny chaos na brytyjskich lotniskach. Część z nich była już zamknięta, po czym została otwarta, by ponownie zostać zamknięta.
Pasażerowie nie ukrywają irytacji.
– Powiedziano nam, że musimy poczekać do
pierwszej po południu. Potem kazano nam wsiąść do autobusów, które zawiozą nas do Birmingham, bo nasz samolot miał stąd startować. Przyjechaliśmy tutaj i dowiedzieliśmy się, że lotu nie ma. Ta sytuacja mnie złości – mówiła jedna z pasażerek.
Linie lotnicze apelują do pasażerów, aby każdorazowo sprawdzali przed wyjazdem z domu, czy ich lot dojdzie do skutku.
Nie jest dobrze
Dwa samoloty badawcze wysłane przez służby meteorologiczne potwierdziły zgodność modelowania komputerowego z faktycznym zasięgiem chmury, która zawiera groźne dla samolotów cząsteczki zeszklonej magmy. Jak poinformował w programie BBC ekspert lotniczy David Learmount, islandzki wulkan może jeszcze bardzo długo prześladować komunikację powietrzną. Według niego, sytuacja może trwać nawet przez 20 lat.
– Sytuacja jest tym trudniejsza, że technicznie nic się nie da z tym zrobić, nie można zbudować silników i samolotów, które mogłyby bezpiecznie przelatywać przez pył wulkaniczny, to jest niewykonalne – powiedział Learmount i podkreślił, że jedyna nadzieja leży w dokładnym prognozowaniu zapylenia i wyznaczaniu takich tras lotu, by omijać wulkaniczne chmury.