Białoruska milicja zatrzymała około 50 działaczy nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi (ZPB), jadących z Grodna do Iwieńca, by bronić działającego tam Domu Polskiego, który ma zostać zlikwidowany – poinformowała szefowa Związku Andżelika Borys. Uznawany przez Mińsk za prezesa Związku Polaków na Białorusi Stanisław Siemaszko nie został wpuszczony
przez działaczy na zebranie.
– Z Grodna wyjechało około 30 samochodów i busów, około 100 osób. Od Grodna co 50 kilometrów samochody te były zatrzymywane – zaczęło się już w samym Grodnie, a następnie w takich miejscowościach jak Szczuczyn, Lida, Wołożyn, Pierszaj. W Iwieńcu zatrzymano pięć samochodów i skierowano do Wołożyna w celu sprawdzenia dokumentów – poinformowała Andżelika Borys.
– Do Iwieńca nie dotarło około 50 osób – niektórzy przetrzymywani są w Wołożynie, Szczuczynie i Lidzie – sprecyzowała.
Zatrzymań dokonywano pod różnymi pretekstami.
– Sprawdzano samochody, co wiozą, sprawdzano dokumenty, które powinien posiadać kierowca – relacjonowała szefowa ZPB.
– Niektóre osoby milicja odwoziła do lekarza do Szczuczyna czy Lidy, żeby sprawdzić, czy są zdrowe, czy nie są pod wpływem alkoholu – dodała.
– Mnie udało się dotrzeć do Iwieńca autostopem. Samochód, którym jechałam, został zatrzymany. Nie wiedziałam, jak długo będzie to trwało, dlatego zaryzykowałam i pojechałam autostopem – powiedziała Borys. Dodała, że na miejscu oprócz milicji drogowej były też służby specjalne.
Podczas zebrania wybrano szefową Domu – ponownie została nią Teresa Sobol.
Polacy w obronie Domu Polskiego w Iwieńcu
– Będziemy musieli wypracować jakieś metody, formy, co możemy zrobić, żeby go obronić – podkreśliła szefowa ZPB. Wiadomo już, że obrona ta się udała. Uznawany przez Mińsk za prezesa Związku Polaków
na Białorusi Stanisław Siemaszko nie został wpuszczony
przez działaczy na zebranie. W tym samym czasie Siemaszko zorganizował w
pobliskim domu kultury konkurencyjne zebranie.
– Już w 2005 r. OMON i służby specjalne wyprowadziły nas z Domu Polskiego w Grodnie. Nic nie będzie można zrobić, jeżeli (w Iwieńcu) wkroczy OMON, służby specjalne, my jesteśmy tylko ludźmi. Do ostatniej chwili musimy pokazywać, że organizacja społeczna nie polega na tym, że służby wprowadzają tam swoich ludzi i tworzą sztuczną strukturę – tłumaczyła.
Oddział ZPB w Iwieńcu uznaje za prezesa ZPB Andżelikę Borys, a nie wspieranego przez białoruskie władze Siemaszkę. W sprawie Teresy Sobol chodzi więc „przede wszystkim o przejęcie Domu Polskiego w Iwieńcu” – powiedział Andrzej Poczobut.
Białoruskie władze nie uznają ZPB Andżeliki Borys, który przez Warszawę uważany jest za jedyny prawomocny. Dla Mińska legalny jest Związek Polaków kierowany obecnie przez Siemaszkę, a wcześniej przez Józefa Łucznika, który został wybrany na prezesa w sierpniu 2005 r. Do rozłamu doszło po marcowym (2005) zjeździe ZPB, na którym wybrano na prezesa Andżelikę Borys. Władze białoruskie nie uznały tego wyboru; doprowadziły do powtórzenia zjazdu i powierzenia stanowiska prezesa Łucznikowi, czego z kolei nie uznały władze
polskie.