Wiadomość została wysłana.
Rezolucję przyjęto z dwutygodniowym opóźnieniem, frakcje wynegocjowały wspólny, kompromisowy projekt. Nie jest więc on na tyle ostry jak chciała początkowo prawica. Dokument to odpowiedź na ostatnie represje wobec Związku – zatrzymanie kilkudziesięciu działaczy i odebranie ZPB budynku w Iwieńcu.
Europarlament oprócz potępienia działań władz wezwał je także do zalegalizowania w końcu ZPB pod kierownictwem Andżeliki Borys. Od kilku lat działają bowiem dwa Związki. Jeden po wodzą działaczy wspieranych przez reżim Łukaszenki i drugi, na którego szefową działacze starego ZPB wybrali Borys. Ten drugi jest prześladowany, odbiera mu się majątek, a jego członkowie oskarżani są o prowadzenie nielegalnej działalności, często są zatrzymywani czy trafiają do aresztu. Deputowani zaapelowali o zwrot należących do organizacji nieruchomości. Europosłowie upomnieli się także o wolność słowa na Białorusi oraz prawo do rejestrowania partii politycznych i organizacji pozarządowych.
Deputowani nie domagają się na razie unijnych sankcji wobec Mińska. – Dalsze łamanie praw człowieka i zasad prawa na Białorusi może prowadzić do rewizji stanowiska UE wobec Białorusi, włączając w to przywrócenie sankcji – ostrzegli jednak deputowani.
Szef europarlamentu Jerzy Buzek podkreślał po głosowaniu, że Białoruś musi sobie zdawać sprawę z tego, że dalsze łamanie praw człowieka będzie się wiązało z konsekwencjami. - Domagamy się, aby Mińsk zobowiązał się do prawdziwych zmian w obszarze wolności, demokracji, praworządności, przestrzegania praw człowieka, a w szczególności praw mniejszości narodowych. Jest to warunek sine qua non dobrych relacji dwustronnych – podkreślał Buzek. Przypomniał, że z drugiej strony dobre relacje Mińska z Brukselą mogą przynieść Białorusi duże korzyści, także finansowe.