Parlament Europejski gorąco przywitał szefową Związku Polaków na Białorusi Andżelikę Borys i białoruskiego opozycjonistę Alaksandra Milinkiewicza.
Podczas sesji plenarnej w Brukseli były brawa, a podczas spotkań z poszczególnymi frakcjami – jak ocenili sami goście – zrozumienie.
–
Odnoszę wrażenie, że ze zrozumieniem zostaliśmy przyjęci, także we frakcji socjaldemokratycznej. Wręcz były głosy poparcia – powiedziała dziennikarzom Borys.
–
Byliśmy w dwóch frakcjach: chadeckiej i socjaldemokratycznej – i tam, i tam odczuwaliśmy zrozumienie, że na Białorusi łamane są prawa człowieka. Bo kto, jeżeli nie Parlament Europejski, wystąpi w obronie praw człowieka? Nie wątpię, że rezolucja w sprawie Białorusi zostanie przyjęta, i że będzie ona twarda i konsekwentna – potwierdził Milinkiewicz. I zaapelował do całej Unii, by w sprawie Białorusi mówiła jednym głosem.
Borys i Milinkiewicz od wtorku rozmawiali z europosłami różnych frakcji politycznych, szefem PE Jerzym Buzkiem, a także z komisarzem ds. rozszerzenia i polityki sąsiedzkiej Sztefanem Fuele. –
Najważniejsze, byśmy nie byli szykanowani, i by zalegalizowano nasz związek, a reszta jest mniej ważna, zostawiam to na później – odpowiadała Borys, pytana, czy wystąpi o fundusze unijne na działalność.
Milinkiewicz zapowiedział z kolei, że będzie postulował, by Komisja Europejska wspierała białoruskie organizacje pozarządowe zarejestrowane poza granicami kraju (m.in. w Wilnie i w Pradze), skoro reżim prezydenta Łukaszenki uniemożliwia zarejestrowanie ich na Białorusi. Z tego powodu nie mogą one ubiegać się o fundusze przeznaczone dla Białorusi w ramach Partnerstwa Wschodniego.
Podczas sesji plenarnej PE, w środę, gości powitał Jerzy Buzek. –
Białoruś znów, niestety, znalazła się na czołówkach gazet z powodu prześladowań. PE broni i będzie zawsze bronił prawa do działalności organizacji społeczeństwa obywatelskiego i potępiał reżimy, które je prześladują tylko dlatego, że nie podzielają ich poglądów – powiedział przewodniczący PE.
Ale rezolucja ws. Białorusi , wbrew wcześniejszym zapowiedziom, ma być przyjęta dopiero na marcowej sesji PE w Strasburgu. Grupy polityczne, a zwłaszcza europejscy socjaliści i komuniści nalegali, by rezolucja uwzględniła wyniki misji rozpoznawczej, z jaką do Mińska wyrusza w czwartek grupa czterech europosłów.
W misji weźmie udział Kristian Wigenin (socjalista z Bułgarii), Justas Vincas Paleckis (socjalista z Litwy), Heidi Hautala (Zielona z Finlandii) oraz Jacek Protasiewicz (PO), szef delegacji ds. współpracy PE z Białorusią. Celem misji jest ocena sytuacji oraz udział Białorusi w pracach Zgromadzenia Parlamentarnego Euronest, w którym znajdą się przedstawiciele PE oraz parlamentarzyści państw sąsiedzkich zaproszonych do Partnerstwa Wschodniego, a więc byłych republik radzieckich: Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji, Mołdawii, Ukrainy i Białorusi. Jedynie z tego ostatniego kraju w Euroneście zasiądą najpewniej tylko przedstawiciele opozycji, a nie władz.
Jacek Saryusz-Wolski (PO) uczestnictwo Mińska w Euroneście określa jako mrzonki. Deputowany ocenia, że odejście jesienią 2008 roku od izolacji Białorusi przez UE było dobrym krokiem, ale wynik jest znacznie poniżej oczekiwań, a stopień reakcji Łukaszenki na pozytywne gesty ze strony UE – niewystarczający. Przytoczył projekt rezolucji Europejskiej Partii Ludowej ws. Białorusi, w którym wymieniane są instrumenty, jakie Białoruś może utracić, jeśli będzie kontynuować represje wobec ZPB. Najdotkliwsze to wstrzymanie funduszy unijnych oraz kredytów z Europejskiego Banku Inwestycyjnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego (na apel UE).
We wtorek białoruski ambasador przy UE Uładzimir Siańko w liście otwartym zatytułowanym: „UE jest zaniepokojona, ale Białoruś prosi o cierpliwość” wezwał Unię, by trzymała się poza konfliktem w mniejszości polskiej na Białorusi. Skarżył się, że część „polskich organów przekazała unijnym instytucjom wypaczoną interpretację rzeczywistej sytuacji w polskiej mniejszości narodowej”, i powołał się na niesprecyzowany sondaż, zgodnie z którym 97 proc. Polaków na Białorusi nie uważa się za dyskryminowanych.
„Wszelkie próby wywierania wpływu z zewnątrz, jak również próby zmuszenia władz Białorusi do wsparcia jednej ze stron konfliktu, nie tylko są nie do przyjęcia, ale wywołują efekt przeciwny do zamierzonego” – napisał w nawiązaniu do debaty w sprawie przywrócenia sankcji wobec Białorusi.
Jacek Protasiewicz (PO) uważa, że ta reakcja świadczy o tym, jak dobrym pomysłem było przeniesienie debaty do PE i zaproszenie Borys i Milinkiewicza.