Około 300 tysięcy osób bez prądu, zasypane pociągi, zablokowane drogi i brak lądowego połączenia z Francją – to bilans niespodziewanej śnieżycy, która w poniedziałek wieczorem sparaliżowała hiszpańską Katalonię, zwłaszcza okolice Barcelony i Girony. Śnieg praktycznie odciął te miejscowości od świata.
To największa śnieżyca od 30 lat – mówią synoptycy, którzy od dawna ostrzegali przed śniegiem, ale nie przed aż tak dużym. Najpierw zasypało autostradę i wszystkie drogi dojazdowe do granicy z Francją, później opady dotarły do stolicy prowincji, całkowicie pokrywając ja kilkudziesięciocentymetrową warstwą białego puchu.
W efekcie tysiące osób nie miało jak wrócić do domu, gdyż władze Barcelony zawiesiły kursowanie wszystkich autobusów miejskich, pociągów podmiejskich i wielu dalekobieżnych. Udostępniono im pokoje w hotelach i na wielkie sypialnie zamieniono centra sportowe.
Z uwagi na problemy z transportem miejskim oraz obawy przed
pogorszeniem się warunków atmosferycznych, zarządzono ewakuację Uniwersytetu w Barcelonie. Blisko 150 tysięcy uczniów nie poszło po południu do szkół.
Aby udrożnić główne ulice miasta władze rozdały mieszkańcom ok. 100 kontenerów soli. Szczególnie chodzi o umożliwienie dojazdu karetkom do szpitali i placówek leczniczych.
Zablokowane są również trasy dojazdowe do katalońskiej stolicy. Na drogach, w tym na autostradach AP-7 i A2 blisko Barcelony, utknęły tysiące aut.
Z powodu źle działającej telefonii komórkowej nie mogą liczyć na szybką pomoc.
Jak podają służby drogowe, przejście graniczne z Francją w La Junquera zostało zamknięte do czasu polepszenia się warunków atmosferycznych. Około 5 tys. samochodów ciężarowych skierowano na pobliskie parkingi.
Na lotnisku w Gironie odwołano sześć lotów, pozostałe są opóźnione.