Znany warszawski mecenas kluczową postacią w aferze Lwa R. Za łapówki Robert D. załatwiał fałszywe zaświadczenia, które pozwalały jego klientom grać na nosie wymiarowi sprawiedliwości – pisze „Rzeczpospolita”. To od niego Lew R. miał zacząć starania o wywinięcie się od więzienia. Prokuratura postawiła adwokatowi 5 zarzutów. Grozi mu do 10 lat więzienia.
Robert D. miał skontaktować syna producenta filmowego Marcina R. z Konradem T., żeby zorganizować dokumentację lekarską ratującą Lwa R. przed pójściem za kraty.
– Zeznania T. zostały zweryfikowane, zanim podejrzani usłyszeli zarzuty – zapewnia jeden ze śledczych.
Robert D. wraz z współpracującym z jego kancelarią Konradem T. to teraz główni podejrzani w aferze dotyczącej fałszywych zaświadczeń lekarskich. W proceder ma być zamieszanych około 100 osób.
Robertowi D. postawiono pięć zarzutów. Dotyczą posługiwania się nierzetelnymi zaświadczeniami lekarskimi, utrudniania postępowania, przyjmowania korzyści majątkowych w ramach płatnej protekcji oraz ich wręczania. – Można mówić o jego szczególnej roli w sprawie – mówi prokurator Jarosław Szubert, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi.
Mecenasa D. pogrążył jego niedawny współpracownik Konrad T., który opowiedział, jak pośredniczył w załatwianiu spreparowanych dokumentów dla klientów adwokata – wynika z informacji „Rz”.
Sylwetka adwokata wskazuje na wysoki status materialny – zapalony żeglarz nosi drogie garnitury, ma luksusowo urządzoną kancelarię w centrum Warszawy, a na wczasy jeździ do posiadłości na Mazurach. –
Adwokaci są „merytoryczni” i „załatwiacze”. Zaliczyłbym go do tych drugich – ocenia D. jego kolega po fachu.