Instytut im. prof. Sehna może być w posiadaniu dowodu, który może podważyć ustalenia ws. katastrofy smoleńskiej. Ma nim być zapis rejestratora z samolotu JAK-40, którym do Smoleńska lecieli dziennikarze. Są to jedyne nagrania, które polska prokuratura uzyskała bez pośrednictwa Rosjan – podaje RMF 24.
Rejestrator zapisał jedynie nagranie rozmów prowadzonych w kokpicie jaka. „Jednokanałowe nagranie obejmuje jednak nagrania połączeń zarówno podczas podróży do Smoleńska, jak podczas postoju maszyny na płycie lotniska (jeśli magnetofon był włączony), a także w drodze powrotnej do Warszawy” – podaje RMF.
Technik pokładowy, chorąży Remigiusz Muś i porucznik Artur Wosztyl – pilot-dowódca samolotu, którym podróżowali dziennikarze, twierdzili, że przed lądowaniem, wraz z pozostałymi maszynami mającymi przyziemić na lotnisku Siewiernyj, otrzymali komendy schodzenia nie na 100, a 50 metrów. W przypadku braku możliwości lądowania, dopiero z wysokości 50 metrów nad ziemią miała być wydawana komenda odejścia na drugi krąg.
„To sprzeczne ze wszystkimi znanymi dotychczas zapisami korespondencji radiowej, opartymi na zapisie przechowywanego w Moskwie rejestratora Tu-154 (Polska otrzymała tylko kopię zapisu) i źródłach rosyjskich. Wszystkie one zawierają zdanie kontrolera: >>A, polski sto jeden, i od stu metrów być przygotowanym do odejścia na drugi krąg<<” – podaje RMF 24.
W przypadku, gdy Instytut Sehna potwierdzi te doniesienia, wątpliwe staną się wszystkie dotychczasowe wersje przebiegu korespondencji radiowej pomiędzy wieżą w Smoleńsku a maszynami. Podważone zostaną też ustalenia MAK i komisji Millera, oparte na istniejących zapisach. „Ujawnienie zapisu komend, o których mówiła załoga polskiego jaka, storpeduje też wiarygodność wszystkich trzech ekspertyz fonoskopijnych, przygotowanych w Polsce i w Rosji” – dodaje portal.
Prokuratura wojskowa potwierdziła, że zapis rozmowy został zabezpieczony natychmiast po powrocie samolotu do Warszawy. Nagranie z jaka trwa pięć godzin.
„Zamontowane w samolocie, od którego w Smoleńsku nie odstępowali polscy lotnicy, urządzenie MS-61 jest bowiem anachronicznym magnetofonem, zaprojektowanym w Związku Radzieckim w latach 60. Jako nośnik zapisu wykorzystywany jest w nim drut stalowy, co nastręcza też pewnych trudności w odtwarzaniu i filtrowaniu danych” – pisze RMF 24.