Mężczyznę, który w środę przyszedł pod Pałac Prezydencki z granatem i groził przeciwnikom przeniesienia krzyża zatrzymała stołeczna policja. Został przewieziony na komendę.
Mężczyzna jest warszawiakiem, ma 60 lat. Podszedł do grupy przeciwników przeniesienia krzyża, groził im i w pewnym momencie pokazał przedmiot przypominający granat. Ci wezwali straż miejską, ale ta – ich zdaniem – interweniowała za mało stanowczo. Poprosili więc o interwencję policjantów. Ponieważ istniało ryzyko, że mężczyzna może zdetonować granat, funkcjonariusze obezwładnili go. Okazało się, że miał przy sobie rozbrojony
granat obronny F1.
Zatrzymany mężczyzna został przewieziony na komisariat.
– Mężczyzna powiedział policjantom, że jest pracownikiem jednej z warszawskich fundacji; obecnie na urlopie. Chcemy też przesłuchać świadków zdarzenia i osobę, która powiadomiła policję – poinformował rzecznik stołecznej policji podinspektor Maciej Karczyński. Od tego zależy, czy i jakie zarzuty usłyszy 60-latek.
Nie wiadomo jednak, czy przeciwnicy przeniesienia krzyża, którzy pełnią w jego rejonie warty, zdecydują się pojechać do komendy policji i złożyć tam zeznania.
Policjanci będą także ustalać, skąd mężczyzna miał granat i przeszukają jego mieszkanie.
60-latek może odpowiadać za sprowadzenie zagrożenia dla życia i zdrowia wielu osób. Grozi za to nawet do 10 lat więzienia.
To kolejny incydent pod Pałacem Prezydenckim. We wtorek postawiono zarzuty usiłowania uszkodzenia tablicy i zbezczeszczenia miejsca czci 71-latkowi, który we wtorek po południu rzucił w tablicę na Pałacu Prezydenckim słoikiem z nieczystościami.