Kilkadziesiąt tysięcy domów na Śląsku i w Małopolsce wciąż nie ma prądu. Najbardziej poszkodowany jest powiat myszkowski, którego mieszkańcy muszą radzić sobie z brakiem energii elektrycznej nawet od 10 dni. Mimo to wojewoda śląski nie zdecydował o ogłoszeniu tam stanu klęski żywiołowej.
– Przywracanie dostaw prądu w powiecie myszkowskim w województwie śląskim może potrwać kilka dni – poinformował wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk. Ogółem w rejonie Częstochowy, Krakowa i Będzina prądu nie ma 9 tysięcy rodzin, a w całym kraju bez prądu pozostaje około 38 tysięcy odbiorców (29 tysięcy w Małopolsce).
Dostawy są przerywane z powodu szadzi, ogromnego oblodzenia i ośnieżenia, które powodują uszkodzenia sieci i konstrukcji słupów. Sytuacja jest bardzo niestabilna i cały czas w miejsce naprawionych uszkodzeń pojawiają się nowe. Prace naprawcze trwają non stop.
W niektórych przypadkach odbiorcy pozbawieni są nie tylko energii elektrycznej, ale także ogrzewania, bieżącej wody i łączności telefonicznej. Dlatego też straż pożarna obiecała dostarczyć ogromne agregaty prądotwórcze, by uzupełniać braki prądu w newralgicznych punktach. Na bieżąco mieszkańcom dostarczana jest woda, nie ma też alarmów sanitarno-epidemiologicznych.
Krzysztof Pubrat, prezes spółki Enion, który dostarcza prąd w powiecie myszkowskim mówi, że sytuacja jest najtragiczniejsza od kilku lat – liczba awarii ogromna i na niespotykaną dotąd skalę. Aby zminimalizować uciążliwość zaistniałej sytuacji zaangażowano wszystkie zasoby firmy, zwrócono się o też pomoc również do innych spółek energetycznych. Awarie usuwa około 1,3 tys. osób.
Sztab kryzysowy w gminie Żarki
W poniedziałek wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczuk zdecydował, że nie ogłosi stanu klęski żywiołowej w powiecie myszkowskim, o co wnioskowały jego władze. Wojewoda powiedział, że mogłoby to tylko przeszkodzić w niesieniu pomocy przez samorządy.
Stan klęski żywiołowej może wprowadzić premier, na wniosek wojewody. Stan taki nie oznacza jednak nadzwyczajnych pieniędzy dla dotkniętego klęską terenu, a jedynie precyzuje procedury i sposoby działania, służące unormowaniu sytuacji. W stanie klęski na danym obszarze zawiesza się działanie prawa i wprowadza nadzwyczajne regulacje.
Starosta myszkowski Łukasz Stachera jest zadowolony z efektów spotkania u wojewody. Cieszy go zapewnienie z MSWiA w sprawie wsparcia dla gmin i powiatów, które ucierpiały w wyniku awarii. Stachera ma też zapewnienie ze strony służb energetycznych, że siły zostały skierowane na powiat myszkowski.
Wojewoda Łukaszczyk powiedział, że wkrótce zostanie skierowany wniosek o pomoc dla samorządów dotkniętych skutkami załamania pogody. Poniosły one wydatki związane m.in. z wynajmem lub zakupem agregatów prądotwórczych, uruchomieniem dodatkowych środków dla ochotniczych straży pożarnych i straty
w infrastrukturze komunalnej.
Wśród miejscowości najbardziej dotkniętych brakiem energii jest Myszków (dzielnice Bory oraz Mrzygłódka), miasto i gmina Żarki, gmina i miasto Koziegłowy, gmina Poraj oraz gmina Niegowa.
Mieszkańcy tej ostatniej oraz kilku okolicznych wsi mają pretensje przede wszystkim do zakładu energetycznego.
– Co z tego, że jest sprzęt, że są pracownicy, jak nikt tej pracy nie koordynuje, a maszyny często stoją nieużywane – mówią. Sołtys Niegowej potwierdza nastroje mieszkańców. Rozgniewani ludzie przychodzą i proszą o pomoc ale jego możliwości są ograniczone.
Duża liczba awarii spowodowała, że w hurtowniach brakuje już słupów
elektrycznych i przewodów; energetycy kupują je teraz bezpośrednio od
producentów. Naprawy sieci są trudne - utrudnia je głęboki śnieg, trudno
dostępne tereny, niska temperatura, wiejący wiatr, oblodzenia konstrukcji
słupów i przewodów.
W woj. śląskim w poniedziałek nie ma już utrudnień w ruchu kolejowym. Także
międzynarodowe lotnisko w Pyrzowicach działa bez zakłóceń, loty odbywają się
planowo. Drogi krajowe i wojewódzkie są przejezdne, ich nawierzchnia jest czarna, z reguły sucha.
Wielkie kłopoty w śląskich szkołach
Kłopoty mają za to szkoły. Uczniowie kilkunastu śląskich placówek do ferii mają wprawdzie jeszcze trzy tygodnie, ale na lekcje nie chodzą już od tygodnia. W niektórych miejscowościach zajęcia skrócono do 35 minut.