– Już dzisiaj można wskazać kolejnych odpowiedzialnych za zbrodnię. Ja znałem sprawce uprowadzenia mojego syna, jak się okazało już 5-6 dnia. Wytykałem to śledczym. Ale moje słowa były „biciem grochem o ścianę” – powiedział w TVP Info Włodzimierz Olewnik, który we wtorek po raz ostatni stanął przed sejmową komisją śledczą wyjaśniającą okoliczności uprowadzenia i zabójstwa jego syna, Krzysztofa.
Włodzimierz Olewnik podkreślił, że ostateczną decyzję dotyczącą ewentualnej walki o odszkodowanie podejmie po tym, jak zapozna się z raportem komisji. Ten ma być gotowy w maju.
–
Jestem mocno zbulwersowany i uważam, że śledczy, którzy prowadzili sprawę byli ściśle powiązani z czynnymi porywaczami – mówił w TVP Info Olewnik.
–
Wciąż pozostanie parę pytań bez odpowiedzi. Komisja udowodniła, że mamy tak słabe organa państwowe. Nie potrafiące zabezpieczyć obywateli, przed tym, co spotkało moją rodzinę – dodał.
Ojciec uprowadzonego w nocy z 26 na 27 października 2001 r., a zamordowanego dwa lata później – 5 września 2003 r. Krzysztofa Olewnika, podkreślał, że gdyby śledztwo od samego początku było prowadzone właściwie, jego syn już po 3-4 miesiącach mógłby wrócić do domu.
W programie „Minęła dwudziesta" Włodzimierz Olewnik odniósł się także do informacji dotyczących ewentualnej walki jego rodziny o odszkodowanie od państwa. –
Do tej pory nie myśleliśmy o żadnym odszkodowaniu, bo nas interesowało wyjaśnienie sprawy.
Po zapoznaniu się z raportem, podejmiemy decyzję i odpowiednie kroki – zapowiedział Włodzimierz Olewnik.
Reprezentujący rodzinę Olewników mecenas Bogdan Borkowski podkreślił, że pieniądze z ewentualnego odszkodowania nie trafią do rodziny Olewników, choć, jak mówił „oni stracili najwięcej”. -
To ma być symbol – oświadczył Borkowski na antenie TVP Info.